• Monotonia życia Londyńskiego

    I znów prawie nic się nie dzieje, a kolejne dni mijają. Z rzeczy godnych wspomnienia to chyba tylko trzy sobie przypominam z ostatniego tygodnia.

    Po pierwsze w sobotę wybraliśmy na oglądanie mieszkania w Kingston. Po przyjeździe okazało się, że mieszkanie owszem jest – ale już wynajęte. W zamian pokazali nam inne. Droższe, bez ogródka no i jako, że w Kingston to dalej od roboty. No chyba nie skorzystamy.

    Po drugie kolejny raz zarejestrowałem się do GP, muszę zrobić kilka badań krwi, dowiedzieć się o wyniki tych szpitalnych i spróbować umówić się na wycięcie portu.

    A po trzecie dzisiaj wybraliśmy się na shopping in London. Dokładniej na najbardziej znaną Oxford Street. Trzeba przyznać, że sklepów pełno, ludzi jeszcze więcej, tylko Gosia oczywiście nie znalazła nic dla siebie.

    Przyszły tydzień zapowiada się równie spokojnie.

  • I minął kolejny rok

    Jeszcze niedawno świętowaliśmy rok ślubowania, a tu już nam strzelił roczek na obczyźnie. Nawet nie wiedzieć kiedy spędziliśmy tu już 12 miesięcy (no 11 w zasadzie licząc Polskie wakacje). Angielski nam się poprawił, trochę się zadomowiliśmy i powolutku zaczynamy odwiedzać obszary poza londyńskie. W dalszym ciągu jednak chcemy wrócić do Polski, a ja to też koniecznie na Mazury. Jakby tylko miał człowiek pomysł na biznes który by wypalił i może trochę funduszy na start to chyba nawet nie czekałbym na kolejny rok…

    Gosia już nie wspomina tak często o powrocie do Polski i to chyba dobrze, bo dopiero od niedawna nasza sytuacja finansowa wyklarowała się na tyle, żeby na koncie co miesiąc zostawało coraz więcej funduszy.

    A tych nigdy ich za wiele, szczególnie kiedy człowiek ma tyle drogich planów – działka, dom, dzieci i itp. itd. (niekoniecznie w tej kolejności). Z tego powodu bardzo cieszymy się, bo w tamtym tygodniu okazało się, że obydwoje dostajemy podwyżki. Ja po kolejnej ocenie kwartalnej dostałem podwyżkę do 40 tysięcy funtów rocznie (czyli kolo stu miesięcznie) z obietnicą jak najszybszego wskoczenia na 45 tysięcy. Gosia natomiast od przyszłego tygodnia będzie zarabiać 10 funtów na godzinę, co z 8 na godzinę sprawia że procentowo dostała większą ode mnie.

    Oprócz tego wiadomości niewiele, z próby zakupu sukienki która odpowiadałaby i mi i Gosi nic nie wyszło, w weekend kolejny seans kinowy i trzask prask tydzień minął.

     

  • I po morzu

    11921976_994265950624873_554079299_n11908147_994332803951521_358679342_nP1060121P1060170P106020811912892_994429633941838_1615654931_nWpis poniedziałkowy, bo cały weekend obył się bez komputera w hotelu nad samym morzem/kanałem. Nóżki w sobotę w dupe właziły, bo chociaż zrobiliśmy tylko 12 kilometrów to wspinanie się na klify i z powrotem męczące jest. W niedzielę, W niedzielę trochę mniej właziły bo i na znacznie krótszą wycieczkę się wybraliśmy w celu spróbowania wody. I się okazało, że słona jak… znaczy strasznie. Widoki ładne, choć ładniejsze by były jakby się żona męża słuchała bardziej i ubierała dla niego. I jeszcze jakby czasami tak pozwoliła na coś poza łóżkiem i pokojem…

    W ciągu tygodnia zepsułem komputer, żeby przekonać się jak działa ubezpieczenia mieszkania i czy warto szukać jakiegoś na przyszły rok, czy raczej znajdować najtańsze. Zalałem komputer Gosi, zapłaciłem 100 funtów excessa i teraz czekam ile mi kasy zwrócą. Zobaczymy…

    W czwartek już o 5 rano byłem w biurze, zaplanowaliśmy duży deployment strony po aktualizacji. Poszedł bez problemów i już o 13 byłem w domu. Aktualizacja poszła bez problemów tak samo jak cały tydzień w robocie dla mnie i dla Gosi. Szefowie się wakacjowali, więc w biurze dość spokojnie, Gosia zamiast pilnowania dzieci pilnowała kotów i czyściła ich dom na potęgę. Ale już od jutra się kończy.

    Dzisiaj dowiedzieliśmy się też, że właściciele chcą przedłużyć z nami umowę na czas nieokreślony z miesięcznym okresem wypowiedzenia. W przyszłym tygodniu powinnismy znać szczegóły i może uda się zmniejszyć trochę cenę, albo uzyskać dostęp do sypialni.

    I skoro już wspomniałem o przyszłym tygodniu to chyba uda mi się mieć drugą ocenę kwartalną po roku pracy w firmie (może wspomnimy coś o podwyżkach), no i czekamy na przesyłki ebayowe. Do Gosi idzie sukienka na Grzesia wesele (albo Ilony…) i strój kąpielowy na weekend nad morzem – za który już zresztą oddali nam pieniądze więc jeśli przyjdzie to będzie jak z wiatrakiem.

  • Morze, ach morze

    Pojedziemy sobie na weekend nad morzo-ocean. Kanał angielski, nie mam pojęcia czy to jeszcze jakieś morze, czy już ocean. Gosia mnie ciągle pytała o jakiś wspólny wypad, więc kiedy dostałem relatywnie taną ofertę na 3 dni zahaczającą na ostatni w to lato bank holiday to od razu skorzystaliśmy i już w piątek wsiadamy w pociąg.

    Udało mi się umówić na wizytę u tutejszego onkologa. Zrobili mi parę badań krwi, zdjęcie rentgenowskiego i może uda mi się umówić na usunięcie portu. Dziwnie będzie bez niego…

    W czwartek po pracy pojechałem na rozmowę “kwalifikacyjną” w kolejnej firmie. Pogadałem pół godzinki i po sprawie – czy coś z tego wyniknie zobaczymy za jakiś czas.

    W firmie teoretyczny spokój, bo Mark z Karoliną na wakacjach, ale jednocześci straszny zawał roboty, szczególnie kiedy Rich był na wakacjach. Na szczęście od jutro trochę już się podzielimy pracą.

    Gosia z dziećmi pracowała tylko dwa dni, ale za to pozostałe spędziła chodząc do kotów i sprzątając Hallerom dom. I zarobi kolejne funty.

    I trzeba było niemal roku, by sprawić sobie odkurzacz…  dodatkowo mikser padł, kiedy Kamil produkował nam truskawkowe ciasto, jednakże w ramach gwarancji mają przysłać nowy. Dodatkowo mieliśmy mega słoneczną sobotę i wiatrak (będący w posiadaniu metodą Polaka Cebulaka) okazał się bardzo przydatny :)

    iii Sto lat sto lat dla męża, bo z racji zepsucia się zegarka, który kiedyś chyba na święta ode mnie dostał, żona fundnęła mu wcześniejszy prezent urodzinowy w postaci nowego zegarka, co by nie chodził smutny :)