• “Mieszkamy”!

    Czasami miesiąc bez pisania to nie problem, bo niedużo się dzieje… ale to był błąd w sierpniu… Praktycznie każdy tydzień i każdy weekend pełny zajęć i ciężko będzie teraz to jakoś zgrabnie opisać. Ale spróbujmy!

    Basen dorobił się już pięknych sufitów napinanych i zrobił się luksusowy. Tata skończył też fugowanie ściany kamiennej, założył prysznic, kupił rolkę do folii. Działają też automatyzacje grzania wody. Dalej to abstrakcja.

    Po pięknym sezonie wynajmowania, Gosia na razie zakończyła przygodę firmową. Złota Brama zawieszona, a mieszkanie wynajęte na rok jakiejś dalszej koleżance Gosi.

    Trochę nam się gości zjechało. Na dzień wpadł Marek z mamą i Puścianami (Marek z rewizytą po wyjeździe moim i Miłosza na drafta w Ostrowi), na kilka dni wpadł Andrzej Zawłocki z Norwegii (dawny przyjaciel rodziców) i na kilka dni byli też Zawisze.

    I to właśnie Zawisze “zmusili” nas do przeprowadzki. Wspaniałomyślnie użyczyliśmy im nasz aktualny pokój, a sami uznaliśmy, że skoro już zaczniemy spać w nowym domu to już stamtąd nie wrócimy. I nie wróciliśmy. Codziennie śpimy i jemy śniadania już u siebie. Brakuje nam jeszcze szaf i trochę ciężko przenosić wszystkie rzeczy, ale Gosia powolutku organizuje i przenosi ich coraz więcej.

    Oprócz typowych chrzcin domu, mieliśmy tam też pierwszą imprezę. Bo nie wiedzieć kiedy, mamy już czterolatkę w domu! Dużą i zdolną. Impreza basenowo domowa – od kinder-party w południe, do drinkowania Liskowego wieczorem. Udana i tańsza od wszelkiego rodzaju wynajmów sal, tylko niestety wymagająca więcej pracy.

  • Pływamy we własnym basenie

    Po 4(?) latach ciężkiej pracy, 16 godzinach lania wody i tygodniu jej grzania, zainagurowaliśmy basen. Goście zaproszeni, pierogi zamówione – impreza się udała i teraz możemy w każdej chwili wziąć ręcznik i popływać. Abstrakcja.

    Zwiększyliśmy też populację Lisek. W sobotę załadowaliśmy się do pustego busa i pojechaliśmy do Białegostoku, a wróciliśmy już pełnym rzeczy Żebrowskich. Po kilku latach mieszkania w Białymstoku zdecydowali się całą rodzinką wrócić do Lisek i w niedalekiej przyszłości się pobudować. Na razie wyremontowali 2 pokoje w domu rodzinnym Emili i tam sobie pomieszkują.

    Cały lipiec dla turystów niezbyt ciekawy bo mocno deszczowy. Trafiło się może parę dni słonecznych, ale jednocześnie trafiło się kilka oberwań chmury, a nawet trąba powietrzna kilkanaście kilometrów dalej oO.

    Na szczęście pogoda nie przeszkodziła Gosi w wynajmowaniu mieszkania, ten rok był naprawdę dobry i od czerwca aż do pierwszej połowy sierpnia wszystkie terminy zajęte. Druga połowa sierpnia zapowiada jednak duże zmiany. Po pierwsze firma Gosi wchodzi w duży zus – a tego nie wytrzyma więc zostanie zawieszona. A po drugie jakaś dalsza koleżanka Gosi na przynajmniej rok wynajmie mieszkanie długoterminowo, więc jakiś pasywny dochód z tej inwestycji będzie.

    Prawie cała kuchnia już wyposażona. Dzięki pomocy banku udało się kupić wybrany model indukcji, a dzięki pomocy Czaplickich sprowadzić wymarzony model lodówki z Niemiec. Światła w kilku pomieszczeniach się świecą, przeprowadzka tuż tuż.

    Dom już jest nawet wykorzystywany – jeden wieczór Gosia spędziła na drineczkach z Martyną w salonie, a w dzień imprezy pozwoliliśmy gościom przespać się na materacu u Marysi w pokoju

  • Pierwsze wakacje

    Marysia zakończyła pierwszy rok w przedszkolu i właśnie zaczyna swoje pierwsze w prawdziwe wakacje.

    Widzimy i dumni jesteśmy z tego jak bardzo się rozwinęła w przedszkolu – pięknie koloruje i rysuje, skacze, biega, nawiązuje kontakty z innymi dziećmi, tańczy, gada i śpiewa.

    Rozwój widać też w naszych spotkaniach planszówkowych i Miłosza i Oli. Jeszcze rok temu Marysia dużo czasu spędzała pod stołem blisko nas. A teraz cały wieczór siedzimy sami, bo Marysia razem z Leonem pięknie się bawią razem. Już nawet się śmiejemy, że teraz łatwiej się dwójką zająć niż jednym, bo z dwójką jest mnie roboty.

    W domu zaświeciło pierwsze światło, a to znaczy że skończyłem w końcu rozdzielnicę elektryczną. Powolutku, ale zaczyna to przypominać dom. Basen zaczyna też przypominać basen, bo tata ostro poszedł do przodu z płytkami i praktycznie skończył całą podłogę. Tylko patrzeć jak będziemy lali wodę i inaugurowali pływanie.

    Staramy się nie zamykać tylko w bańce pracowo-wykończeniowej, czasem w własnej inicjatywy, czasem po prostu przyjmując gości. Dość często chodzimy do Miłoszów na planszówki, udało nam się wyrwać na parę godzin do Kuby (bez Marysi) i odwiedzili na Maliny którzy zajechali do nas po drodze do domu z bezdzietnego rocznicowego wypadu weekendowego.

    Pogodowo tak nijak. Trafiło się kilka cieplejszych dni, ale większość jednak dość chłodna i wietrzna. Nie czuć, że to czerwiec.

  • Brrr… a to maj przecież!

    Mieliśmy parę dni ciepłych w tym roku – śliczny weekend marcowy, śliczną majówkę. A później się zbiesiło i według prognoz nastał najzimniejszy maj od 30 lat. Wszystkie doniczki chowane na noc, co już w ziemi to okryte, kurtki znowu zimowe – straszne. Dopiero od 2 dni zrobiło się trochę cieplej…

    Fajne mieliśmy plany wakacyjne – wycieczka do Włoch, wylegiwanie się na plaży i trochę odpoczynku od komputera i budowy. Ale niestety, finansowo się nie wyrobimy, a chcielibyśmy zamieszkać w domu jak najszybciej. Albo wakacje, albo kuchnia. Wybraliśmy kuchnię.

    Która się pięknie montuje już w ostatecznym miejscu. Kolorki śliczne, szafki całkiem funkcjonalne. Wygląda coraz ładniej. Powoli wszelkie inne wykończenia też się robią – Marysia ma już umywalkę, kibelek i prysznic, nas prysznic też już częściowo zamontowamy, elektryka ciągle się robi. Zamiast urlopu spędzę 2 tygodnie na budowie. Odpocznę przynajmniej od komputera…

    Odpocznę nawet bardziej niż chciałem, bo dość niespodziewanie zakończył się mój dodatkowy projekt. Trochę zbyt niedpodziewanie i szybko jak na mój gust, bo pozwalał na szybsze finansowanie wszystkich niezbędnych zakupów – a tak kolejna obsuwa.

    Marysia po raz kolejny nad wydoroślała. Po raz pierwszy u fryzjera. Fryzjerka obcięła niby dużo, niby mało – zależy z której strony patrzeć. Ale mała już nie w swoich dziecięcych włoskach, a pięknej ostrzyżonej fryzurze.