Czasami miesiąc bez pisania to nie problem, bo niedużo się dzieje… ale to był błąd w sierpniu… Praktycznie każdy tydzień i każdy weekend pełny zajęć i ciężko będzie teraz to jakoś zgrabnie opisać. Ale spróbujmy!
Basen dorobił się już pięknych sufitów napinanych i zrobił się luksusowy. Tata skończył też fugowanie ściany kamiennej, założył prysznic, kupił rolkę do folii. Działają też automatyzacje grzania wody. Dalej to abstrakcja.
Po pięknym sezonie wynajmowania, Gosia na razie zakończyła przygodę firmową. Złota Brama zawieszona, a mieszkanie wynajęte na rok jakiejś dalszej koleżance Gosi.
Trochę nam się gości zjechało. Na dzień wpadł Marek z mamą i Puścianami (Marek z rewizytą po wyjeździe moim i Miłosza na drafta w Ostrowi), na kilka dni wpadł Andrzej Zawłocki z Norwegii (dawny przyjaciel rodziców) i na kilka dni byli też Zawisze.
I to właśnie Zawisze “zmusili” nas do przeprowadzki. Wspaniałomyślnie użyczyliśmy im nasz aktualny pokój, a sami uznaliśmy, że skoro już zaczniemy spać w nowym domu to już stamtąd nie wrócimy. I nie wróciliśmy. Codziennie śpimy i jemy śniadania już u siebie. Brakuje nam jeszcze szaf i trochę ciężko przenosić wszystkie rzeczy, ale Gosia powolutku organizuje i przenosi ich coraz więcej.
Oprócz typowych chrzcin domu, mieliśmy tam też pierwszą imprezę. Bo nie wiedzieć kiedy, mamy już czterolatkę w domu! Dużą i zdolną. Impreza basenowo domowa – od kinder-party w południe, do drinkowania Liskowego wieczorem. Udana i tańsza od wszelkiego rodzaju wynajmów sal, tylko niestety wymagająca więcej pracy.