• Siatkujemy

    W zeszlym tygodniu po raz pierwszy poszedlem na siatke. Niestety, okazalo sie, ze poziom rekreacyjny jest tez poziomem bardzo podstawowym. Na 11 osob, tylko 2 (razem ze mna) kiedykolwiek graly w siate. Pochodze chyba po to, zeby poodbijac troche pilke, ale na nastepny raz zapisze sie na poziom sredni. Oprocz tego od razu po powrocie zaczalem kolejny tydzien rowerowy. Ciezko, ale sie nie poddaje. Do tego chce od kwietnia znowu isc na basen. Gosia sie smieje, ze jej tesciowa nie wybaczy i powie, ze nie karmi jej syna.

    Gosi tydzien dosc leniwy, bo caly nie pracowala. Szybko zdrowieje i juz praktycznie wszystkie rzeczy robi sama. Troche szybciej sie tylko meczy. Ale mysle, ze widok piersi to wszystko usprawiedliwia ;). Juz od jutra zaczyna z powrotem prace, zobaczymy jak pierwszy dzien da jej sie we znaki.

    W pracy na spokojnie, zadan duzo, ale jakos powolutku idzie do przodu. W srode mielismy sniadanie deweloperskie przejete jako spotkanie okolofirmowe – tak duzo zebralo sie spraw ktore wszystkich dotykaly i byly wazne dla calego biznesu.

    W mieszkaniu odrobine mniej spokojnie, Gosia musi trenowac chlopakow w sprawach sprzatania. Na razie sie nie daja, ale prawdopodobnie wprowadzimy dyzury sprzatania. Wtedy juz nie beda mogli sie wymygiwac.

    Mielismy tez pare nowych zakupow. W koncu udalo sie zakonczyc planowany zakup nowego telefonu dla Gosi. Po paru tygodniach perypetii, zwrotow udalo sie w koncu zakupic iPhone 6. Siedzi teraz i gada, gra, robi panoramy i narzeka. Ale cos czuje, ze jej sie podoba. A sobie kupilem pare rzeczy na rower. Nowa lampke i sluchawki. Wiec co zaoszczedzilem na przejazdach, to wydaje na gadzety…

    A o tym, ze wczoraj bylismy na Magical Latern Festival to nic?? A no bylismy! I takie faajne iluminacje swietlne byly :) i choc temperatura niska i ziab taki, ze tylko czapki i rekawiczki ratowali przed odpadnieciem konczyn wszelakich :p  wyprawe nalezy zaliczyc do udanych :)

    13187853_1135935936457873_1292853477_nP1060487P1060461

  • Koniec konspiracji

    Od wczorajszego wieczoru juz z powrotem w Londynasie. Sama podroz przebiegla bez zadnych problemow, zadnych opoznien ani jakos specjalnie wydzierajacych sie w samolocie dzieci :) Tylko maz gapa zapomnial obraczki z wynajmowanego mieszkania i teraz wlasciciel musi pofatygowac sie na poczte i wyslac malzenskiego gpsa.

    Caly ubiegly tydzien minal na moim lenistwie i pracy zdalnej Kamila z przerwa na czwartkowe zdjecie szwow i krotka posiadowke z Dorota i jej facetem zapoznanych przeze mnie w klinice. 

    Wszystko goi sie jak nalezy i o ile maz moj wraca jutro normalnie do pracy, o tyle ja jeszcze sobie tydzien poleniuchuje, bo wysilek fizyczny jeszcze nie jest wskazany. Tylko spac wciaz tylko na plecach moge… i zazdroszcze Kamilowi tego wiercenia z boku na bok :P 

    I wspomne tylko, ze od jutra maz moj zaczyna przygode z siatkowka. To chyba na tyle

  • Duze cycki – duzy problem?

    Przynajmniej na razie, Gosia jest bardziej zmeczona nowymi piersiami niz zachwycona. Koniecznosc noszenia “babcinego” stanika uciskajacego szwy i brak mozliwosci spania w pozycji innej niz na plecach skutecznie sprawia, ze jest marudna i niezbyt zadowolona.

    Moze chociaz zrazi sie do stanikow ogolnie i kiedy juz nie bedzie musiala ich nosic to po prostu nie bedzie?

    Ogolnie natomiast dawala sobie rade wspaniale. W poniedzialek sama poleciala na badania, w srode juz ze mna na sama konsultacje i operacje. I juz w srode wieczorem moglem sobie pomacac co nowego na klacie zony sie dzialo.

    Natomiast moje przewidywania mowia, ze juz niedlugo Gosia mi oznajmi, ze jednak mozna bylo wieksze zrobic.

    Oprocz tematu piersi nie dzieje sie nic szczegolnego. W sobote pochodzilismy troche po Szczecinie, ale tak to siedzimy w domu.

  • Szczecin po cichaczu

    Jestesmy w Szczecinie od wczoraj. O tym, ze jedziemy do Polski wiedza tylko ludzie z roboty, bo musialem jakos zalatwic sobie 2 tygodnie pracy zdalnej. O tym, ze w Szczecinie jestemy na operacje plastyczna wie chyba tylko Martyna, bo Gosia musiala miec kogos kto by ja wspieral i kto nie bylby mezem.

    Lot bez wiekszych problemow, tylko z godzinnym opoznieniem. Do mieszkania dotarlismy bez opoznien, dzisiaj wybralismy sie na zakupy spozywcze i jestesmy gotowi do “studenckiego” przezycia najblizszych kilkunastu dni.

    Staramy sie tez wyleczyc, ostatnia impreza bowiem objawila sie w zeszlym tygodniu w postaci przeziebienia – i znowu kichamy i kaszlemy. Problem w tym, ze Gosia nie moze… Dlatego dzisiaj po zakupach zaladowalem ja do lozka i nie wypuszczam. Jutro wypuszcze, bo musi zalatwic badania krwi i usg piersi, ale jak tylko wroci to znowu ja zapakuje. Tak, zeby w srode wszystko bylo ok na konsultacjach i podczas operacji.

    Wszystko tak po cichu, wszystko w konspiracji heh :) To tylko dodam, ze w piátek moje robocze dziecko Harus :) obchodzil swoje pierwsze urodziny :)12509634_10153203951171058_9122376007685856623_n