• Dupcia boli

    zone moja… bo w sobote zakupilismy jej wlasny rower i od razu na gleboka wode :) W niedziele przejechalismy ze 35 kilometrow. Wycieczka do Richmond, zahaczenie o Richmond Park i powrot do domu nabrzezem rzeki. Fajna wyprawa :)

    A wracajac jeszcze do minionego tygodnia to w poniedzialek jeszcze bedac we Wloszech, wujek zabral nas i Donatelle na wycieczke. Odwiedzilismy San Gimignano – typowo wloskie miasteczko turystyczne z dobrymi lodami, ladnymi widokami i zbyt wielka iloscia sklepikow z pamiatkami ;). Pozniej kolejne miasto (nijak nie pamietam nazwy) z przejzdzka kolejka na zameczek na wzgorzu i proba dojrzewajacego boczku z wloskim chutney. Mniam! Tylko Gosia nie sprobowala…

    P1060604

     

    13219574_1135926069792193_2051922998_n

    13235743_1135926086458858_295300305_n

     

     

    P1060622

    We wtorek z ogromna niechecia sie pozegnalismy i wrocilismy do domu. I pozostaly nam tylko wspomnienia. No moze jeszcze lazania. I sery. I wedliny. No dobra, sporo nam zostalo, mimo samego podrecznego bagazu!

    Pozostale 3 dni minely blyskawicznie – na szczescie :)

  • Buona pasqua!

    Znaczy, dobrej Wielkanocy!

    P1060573

    Jak widac wyzej, zgodnie z wszelakimi planami Święta spędzamy we Włoszech. Mijają niestety zbyt szybko… Przyjechaliśmy na miejsce w czwartek w nocy i po krótkiej podróży trafiliśmy do “nowej” parafii wujka. Jest spora zmiana w stosunku do poprzedniego miejsca. Teraz idzie sie u niego zgubić – tyle jest różnych pokoi. Nawet koty mają własną sypialnię i łazienkę! W piątek od razu wybraliśmy się zobaczyć czy wieża dalej krzywa. I jest krzywa. Miała być parada z okazji Nowego Roku (bo w Pizie juz mamy 2017), ale sie okazalo, ze wujek poslal nas nie tam gdzie trzeba. Przynajmniej zwiedzilismy sobie katedre, bo akurat wejscie bylo za darmo.

    13219545_1135923853125748_1048488763_n

    Po południu przyszla swiateczna paczka z Polski, sekacze, majone, ogorki kiszone – wszystko zeby swieta mialy w sobie tez troche polskosci. No i w sobote kuchnie dzielilismyz Donatella. Ona przygotowywala typowo wloskie lazanie, kroliki po mysliwsku i kurczaki, a my polska salatke warzywna i babke cytrynowa. I juz dzisiaj napychanie brzuchow. Po obiedzie sie ruszyc nie moglem, dobrze się maja sjeste. Pozniej sprawdzilismy szybkim spacerkiem czy morza nie ukradli i odwiedzilismy jeziorko z amfiteatrem operowym.

    13187773_1135925659792234_557706752_n

    Oprocz gotowania w sobote wieczorem poszlismy tez na rezurekcje. Tutaj maja ja o 22 i od tej pory zaczynaja swiecenie jajek. I to czesto czekoladowych.

    Bledy w pismie nalezy mi wybaczyć, komputer nie chcial sie polaczyc z internetem i pisze wszystek na komorce…13228164_1135926083125525_1353575016_n

     

  • Wiosna!

    Pierwszy dzien kolejnej, juz drugiej, wiosny na obczyznie. Az wrocilem sobie do wpisu z zeszlego roku i wyglada to bardzo podobnie… Znowu w sobote nigdzie sie nie ruszylismy, chociaz znowu byly plany zakupowe (i znowu sukienki – mam nadzieje, ze tym razme bedzie chociaz z dekoltem). W tym roku nie wybralismy sie na parade z okazji dnia swietego Patryka, chociaz znowu z niedziele przedswiateczna wybralismy sie do kosciola. Parade przegapilem, bo sie odbyla w weekend przed dniem swietego Patryka, a do kosciola na msze sie wybralismy wyspowiadac, zeby na Wielkanoc u wujka byc dobrze przygotowanymi.

    Patrzac na zeszly rok golabkow nie bylo, w zamian Gosia zrobila zapiekanke ziemniaczana. Odgraza sie, ze to juz ostatni raz, bo zapiekanka choc dobra, to nie szalowa i na pewno nie jest warta spedzania takiej ilosci godzin w kuchni.

    Zeszly tydzien minal na spokojnie i nie moge sobie w tej chwili przypomniec zadnej rzeczy wartej wspomnienia. Ot codzienna praca, 3 razy przejechalem sie rowerem, w poniedzialek siatka. Standardowe zycie. No, dowiedzielismy sie tylko, ze Ania Plonska/Kawka w ciazy. Ze wszystkich przyjaciolek Gosi juz tylko Martyna bez dzieci…

    Za to przyszly tydzien… nie wybiegajac przed szereg zostawie do opisania w nastepnym wpisie. Jesli pojdzie dobrze to popelnionym z Wloch!

    Usmialam sie, wiec odnotowuje slowa meza:

    KAMIL od tylu to LIMAK, to prawie to samo co ŚLIMAK :P

    i dodatkowo wspomne, ze od srody Haribo zaczal  chodzic :)

     

  • Ot, takie zycie

    Powolutku, bez pospiechu i zadnych wiekszych wydarzen.

    Skleroza sprawila, ze w zeszlym tygodniu wpisu nie bylo, ale dzisiaj pamietalem i korzystajac z okazji przerwy miedzy Skypowaniami nadrabiam zaleglosci. Plan z zeszlego tygodnia zostal wykonany i ktoregos wieczoru baloniki na hel posluzyly na kilka minut dodatkowego smiechu i wspolnego popiskiwania.

    Roweru nie bylo, bo znowu jakies katarzysko mnie dopadalo – odpornosc niska i temperatura tez niska sprawiaja ze rower mi odrobinke bokiem wychodzi. Ale nie zaprzestane i sie wszystko poprawi. Siatka tez jakos idzie do przodu tak ze nawet pare pilek uda sie rozegrac.

    W weekend wybralismy sie do pubu na mecz rugby Anglia – Walia do Richmond. Posiedzielismy w rzece (Tamiza wylala zgodnie z planem i trzeba bylo sie przesiasc na stoliki), popatrzylismy na emocje innych ogladajacych i jak zaczelo sie robic zimno wrocilismy do domciu.

    pub pubb

    A dzisiaj znowu odwiedziny u Renaty i Damiana. Gosia z okazji coraz bardziej stalych godzin pracy zarabia juz za duzo i musi podjac pewne kroki w celu odpowiedniego rozliczania sie (lub nierozliczania sie) z tutejszym fiskusem. Z polecenia u polskiej ksiegowej, ale odwiedzi sama. Dzisiaj wiec musielismy pojechac na rozeznanie terenu. A przy okazji wpadlismy na obiad i niedokonczona partyjke w Monopoly.