• Reaktywujemy sie

    Wydaje mi sie, ze zapomnialem w kilku ostatnich czesciach (a sprawdzac mi sie nie chce) wspomniec o moich problemach z siatkowka. Zakonczylem lige z GoMatmmoth i probowalem sie zapisac na nowa, na srednim poziomie. Z wysilkow nic nie wyszlo, bo z powodu braku chetnych nie otworzyly sie 2 kolejne ligi do ktorych probowalem sie dostac.

    Zaczalem wiec szukac innych rozwiazan i znalazlem otwarte spotkania siatkowkowe, na ktore to chetnych nie brakuje, a do tego tansze od poprzednich. W ostatni wtorek bylem pierwszy raz i zamierzac zostac tam czestym gosciem.

    Gosia 4 dni spedzila w domu, do Karoliny przyjechala tesciowa i zajela sie dziecmi. Gosia miala bardzo ambitne plany lenistwa, ale nie za bardzo jej wychodzily. W poniedzialek zrobila nam wszystkim na kolacje baklazany, a w pozostale dni, a to sprzatala, a to chodzila na zakupy. I tak jakos zlecialo…

    W piatek wrocila do pracy, z przygodami jak zwykle. W Twickenham okazalo sie, ze drzwi w wagonie sie nie otwieraja i dojechala az do Whitton. Na szczescie jakos udalo jej sie wrocic i spedzic “wspaniale” 12 godzin w robocie…

    W piatek dostalem nowy zegarek, bo stary sobie popsulem. Po czym popsulem sobie telefon i tez musialem kupic nowy. Mam nadzieje, ze wystarczy tego psucia na troche…

  • Wszyscy jestesmy europejczykami

    Po obfitujacym w wydarzenia poprzednim tygodniu ten znowu minal spokojnie.

    Przede wszystkim pod znakiem kryzysu malzenskiego z mojej niepodzielnej winy. Obiecalem ze juz wiecej nie dam powodu malzonce i nie sprawie jej przykrosci. Z pomoca mojej silnej woli kolejne wpisy do udowodnia.

    Oprocz tego w poniedzialek po 5 miesiacach od przeprowadzki udalo nam sie uskutecznic wyprawe do Ikei. Nakupilismy wszystkiego. Talerzy, sztuccow, szklanek, patelni, hamakow, krzesel, zaslon… i 100 innych mniejszych lub wiekszych rzeczy. Ale to w koncu za nami.

    13149823_1133252373392896_140691671_n

    Od piatku Gosia na przymusowym urlopie z powodu wizyty tesciowej. Tesciowa staruszka, ale dzieciakami sie zajmie. Chyba, ze nie da rady, wtedy Gosia troszke zarobi. Bo w innym przypadku bedzie gotowac i jak ja znam to wydawac pieniadze na zakupach ;)

    Sobota i caly weekend w zasadzie uplynal pod znakiem europejskiej imprezy i dogorywania po niej. Wieczorem pojechalismy do Anny przygotowac sie przed impreza i pogadac w troche mniejszym gronie. Przed polnoca pojechalismy do Rachel pobawic sie w znacznie wiekszym gronie rownie dziwacznie poprzebieranych osob. Fajnie bylo, alczkolwiek atmosfera i tlum ludzi niezbyt zachecal do tancow. Ostatecznie do domu wrocilismy przed 4 rano, spalismy do poludnia, a wieczor spedzilismy “rodzinnie” ogladajac filmy we czworke.13224104_1136773249707475_762167096_o13214894_1136773209707479_1015868064_omy

     

  • Stowka!

    Jak zazwyczaj nie ma o czym pisac, tak ten tydzien i weekend obfitowal w bardzo duzo wydarzen. Jakos moze powolutku, po kolei przez to przebrniemy.

    Poniedzialek byl wolny. Nie pamietam za bardzo co robilismy. Pewnie to co wychodzi nam najlepiej, czyli lenistwo.

    We wtorek najszybsze performance review jakie kiedykolwiem mialem (i to nie tylko ja). W ciagu godziny bylismy z powrotem w biurze. A wieczorem wybralismy sie do kina na nowego Kapitana Ameryke.

    W srode Gosia miala wolne i sama jedna poszla na miasto i zalatwila sobie wizyte u fryzjera i solarium. Za wizyte podobno zaplacila za duzo, ale nie wiem dokladnie ile. Za solarium zaplacila mniej. I dumny z niej jestem, bo nic mi nie mowiac zalatwila wszystko.

    W czwartek wsiadlem na rower razem z chlopakami i troche zdziwieni bylismy pustkami w biurze. Po telefonie od Gosi okazalo sie, ze Clapham Junction ewakuowano (nic nie mowiac  ludziom o przyczynie tego zajscia, co wywolywalo jednoznaczne skojarzenia terrorystyczne). Potem dopiero dowiedzielismy sie, ze byl jakis pozar w Vauxhall, ale utrudnienia ciagnely sie caly dzien. Gosia razem z Florentina do domu Marka dojechaly Uberem. Wieczorem natomiast wybralismy sie na wybory zaglosowac na burmistrza Londynu. Mieszkaniowy kandydat nie wygral na rzecz islamskiego kandytata. Ciekawe co to sie bedzie dzialo…

    Piatek w zasadzie jako jedyny przeszedl bez wielkiego echa.

    Sobota natomiast… zostala zrelizowana pod wzgledem wczesniejszych juz planow wyczieczkowych do Windsoru. 109km, ponad 8 godzin pedalowania. Dalismy czadu i dalismy rade! Po drodze zaliczylismy Richmond Park z obowiazkowym bliskim spotkaniem z jelonkami, pozniej wzdluz rzeki przez Kingston, Hampton i 10 innych wiosek do Virginia Water a stamtad juz szybkim wypadem do Windsor. Tam w zasadzie szybka przebiezka, zaliczylismy widoczki, zamek, pizze i odrobine krotsza droga na 21 zjawilismy sie w domu.

    W niedziele tylko zdychanie i narzekanie na bolacy tylek… i na zachowanie meza :(

    13162136_1131997076851759_1928188604_n13183080_1131997043518429_1293499220_n

    13183048_1131997083518425_49075918_n13149903_1131997096851757_1654140425_n13115568_1131997100185090_187968574_n

     

     

  • Weekendowy Londyn

    Tydzien minal w zasadzie spokojnie, jedynym wartym wzmianki dniem jest piatek. W czasie completions dowiedzielismy sie, ze z firmy odchodza Max i Rachel. Max z powodow rodzinnych wraca do Szwecji, a Rachel znalazla nowa prace. Takze koncowka tygodnia bylo dosc nieciekawa, bo bardzo ich polubilismy.

    Siatkowki znowu nie bylo. Sklad sie posypal calkowicie. Teraz czekam tylko na rozpoczecie nowego sezonu – tym razem siatkowki na dworze na poziomie intermediate.

    We wtorek poszlismy do kina na Batman vs SpiderSuperman. Gosi sie nie podobal, ja tez jakos bardzo zachwycony nim nie bylem. To akurat bylo w zeszly wtorek :)

    Weekend dluuugi. Poniedzialek mamy wolny, wiec wypoczywamy na potege. W sobote Gosia wybrala sie do Ealing Broadway na “kawe” z Renia i Ola. Z jednek kawy wyszla wielogodzinna posiadowa przy piwie, tak ze nie zdazyla juz do domu wrocic. Wieczorem bowiem umowilismy sie z Karolina i Markiem na grilla i partyjke w Carcassonne. Obie rzeczy sie udalu i bylo bardzo milo :)

    Dzisiaj mielismy jechac na rowerach do Windsoru, ale Gosia sie zbuntowala koniecznoscia wykorzystania kuponow rabatowych i zamiast tego wyladowalismy na kolejnych zakupach. Tym razem zakupilismy kolejny stroj kapielowy, sporo bluzeczek i pare rzeczy dla mnie. Takze znowu chyba udanie?

    I przeczytalismy, ze tacie nie chce sie juz prowadzic Kronik Liskowych. Smutny to dzien, ale sprobujemy go namowic na wskrzeszenie ich ponowne.