• Wolnosci mieszkaniowe

    Tydzien jak tydzien jesli dobrze mi sie zdaje. W ramach wykorzystywania biletow Groupona poszlismy z Gosia do kina i kolacje meksykanska. I jedno i drugie calkiem niezle.

    Koniec tygodnia minal pod znakiem wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. No glupie te Angole straszliwie i straszliwie tez nas chca sie pozbyc. Szkoda, ze tym samym sposobem tez straszliwie utrudniaja, bo funt polecial na leb na szyje w dol.

    W czwartek Rich wybral sie na 4 dni do Amsterdamu, a w sobote Matt na 2 tygodnie do Pizy. Postaralismy sie wykorzystac ten jeden dzien wolnosci mieszkaniowej i powkurzac troche sasiadow. Wkurzanie okazalo sie na tyle meczace, ze Gosia padla natychmiast i nici wyszly z moich planow ubrania jej i wybrania sie do klubu. Zreszta z ogolnym ubieraniem to nawet nie chce mi sie gadac, bo tylko sie dodatkowo wkurze…

    Oprocz tego w sobote wzialem udzial w mini turnieju siatki ktory tym razem udalo sie wygrac, jednoczesnie zreszta Polska wygrala ze Szwajcaria w Euro kwalifikujac sie do cwiercfinalow. Niesamowite.

    A w niedziele marazm calkowity i to tak straszny, ze nawet nie chcialo mi sie pisac dziennika – dlatego wlasnie wpis poniedzialkowy. No moze oprocz krotkiego wypadu na zakupy zakonczonego jakas bluzka Gosi, jakas torebka Gosi i przeciwdeszczowymi kurtkami obojga w ramach przygotowan do szybko zblizajacego sie wyjazdu do Norwegii.

    Skoro poniedzialkowy wpis, to dorzuce, ze dzisiaj kolejny raz wybralismy sie do kina i na kolacje meksykanska. I znowu niezle obydwa. I znowu zawod ubraniowy.

  • Turniejowo

    Ale zanim przejdziemy do turnieju zacznijmy tydzien o poniedzialku. W ktorym nie dzialo sie chyba nic szczegolnego. Zaczelo sie dziac od wtorku, kiedy to po siatce podeszla do mnie dziewczyna i spytala, czy nie mialbym ochoty zagrac w turnieju w niedziele. Po szybkich ustaleniach juz w piatek bylem na kolejnej siatce na lepsze zapoznanie druzyny, a w cala niedziele spedzilem w Morden grajac z 5 innymi facetami 5 meczy siatki. Caly dzien to trwalo, fajna zabawa byla i nawet udalo sie zdobyc trzecie miejsce! Co brzmi znacznie lepiej, jesli przemilczymy fakt, ze byly tylko trzy druzyny… ciii… Ale za to udalo mi sie otrzymac personalne wyroznienie, takze nie bylo chyba tak tragicznie. Troche bardziej tragiczne okazalo sie, ze w jednej z meskich druzyn byla dwojka transwestytow. Bleh.

    Ja niedziele zaczalem od godziny 6, bo na 8 zaplanowane byly pierwsze mecze. Gosia dotarla chyba kolo 14. Wyspala sie przynajmniej, ale miala tez okazje porobic troche (wiecej!) zdjec, ktore na pewno wrzuci do wpisu.

    Oprocz tygodnia pod znakiem siatki, udalo mi sie tez wrocic do plywania. Umowilem sie z Karolina na dluzsze przerwy lunchowe. Dzieki temu w czasie lunchu plywam na pustym basenie zewnetrznym i tylko troche dluzej zostaje po pracy. Uklad satysfakcjonujacy wszystkie zainteresowane strony.

    W samej robocie tak sobie niestety, bo wyglada na to, ze Karoline i Marka czeka rozwod. Patrzymy z niepokojem co sie bedzie dzialo i troche zalujemy, ze nie nie zgodzilem sie jednak na te propozycje roboty ktora dostalem. Ale bedzie dobrze!

    13487769_1160977973953669_310568073_n13511398_1160977887287011_24323979_n13510447_1160979923953474_1379504481_n13487699_1160978453953621_537790922_n

  • Roasted

    Tym razem spotkalismy sie w stylu angielskim: pieczona kolacja – jagniecina, warzywa a na starter krewetki koktajlowe. Rich bardzo ambitnie podszedl do sprawy i mimo wielokrotnych ofert pomocy zawzial sie i samemu to zalatwil. Nawet desery Matta nie byly calkiem zle. Wieczor skonczyl sie oczywiscie na ogromnej ilosci alkoholi, a ostatecznie kolejny raz wyladowalismy w Clapham Grand, zeby troche potanczyc.13432316_10156940872720184_2629125105305315208_n

    Gdyby nie powyzsze, to wpis skonczylby sie chyba po paru slowach – Gosia w pracy ladnie zarabia, ja w robocie tez calkiem niezle. Siatkowka standardowa. Pogoda oczywiscie sloneczna, od kiedy Gosia nie siedzi w domu…

  • Pierogarnia

    13453120_1163971700319506_16601795_oTak wlasnie wygladalo wczoraj nasze mieszkanie. W ramach wymiany kulturowej bowiem ostatni weekend minal pod znakiem polskiego jedzenia i czesciowo polskiego alkoholu. Razem z Alicja przygotowalismy sledzia pod pierzynka, zurek i pierogi z miesem (sztuk 156). Wszystko smakowalo, ale wszyscy zgodnie uznalismy, ze zlym pomyslem bylo spotkanie sie w niedziele, bo alkohol lal sie strumieniami. Lal sie na tyle mocno, ze niestety wyszla natura jednego z naszych gosci, ktory mimo posiadania chlopaka w Polsce noc spedzil z Richem… Jak ja sie ciesze, ze mam fajna zone! Ze wzgledu na pierogarnie i naprawde ogromna ilosc pracy wpis dopiero w poniedzialek.

    Oprocz tego tydzien minal mniej wiecej normalnie. Z powodu wyjazdu Karoliny do Polski Gosia miala tydzien wolnego – niestety pogoda zrobila sie prawdziwie Londynska, tak ze az musialem kurtke zakladac… w maju!

    We wtorek w biurze sufit probowal zabic mnie, Richa i Maxa. Budowlancy w Anglii sa po prostu do dupy… A propos Maxa, w czwartek wybralismy sie we czworke na wspinanie. Zabawa fajna, ale dwa kolejne dni byly BARDZO bolesne. W piatek zrobilismy kolejnego grilla – ostatni dzien pracy Maxa i w koncu poznalem jego zone. Bardzo mili ludzie i bardzo szkoda, ze wracaja do domu.

    W sobote wybralismy sie z Gosia do Kingston i cos czuje ze bedziemy tam witac nawet czesciej. Mimo tego, ze teraz mieszkamy dalej… Pojechalismy szukac maszynki do miesa z ktorej jednak ostatecznie zrezygnowalismy. Wrocilismy natomiast z pudlem czeresni i objedzeni nalesnikami. Targ w Kingston jest bardzo fajnym miejscem, az czlowiek troche zaluje, ze nie udalo sie znalezc jakiegos fajnego mieszkania wlasnie tam, by mozna bylo korzystac z targowego uroku czesciej.