• Norge!!!

    Tydzien krotszy, bo czterodniowy co nie przeszkodzilo Gosi wyrobic pelnego etatu godzinowego w nianczeniu dzieci.

    W czwartek wybralismy sie na blyskawiczne, przedwylotowe zakupy i do domu wrocilismy z nowymi butami. Zakup jak sie pozniej okazalo idealny, aczkolwiek buty dobre do chodzenia, ale niestety przemakalne.

    W piatek z samego rana wybralismy sie na lotnisko i niestety jak zwykle przy lotach z przesiadkai zalapalismy opoznienie… w Oslo bylismy spozniemi 30 minut, co w normalnych okolicznosciach oznaczaloby bieg do drugiego samolotu. W Norwegii niestety kiedy ma sie bagaz nadawany trzeba go samemu odebrac, a pozniej nadac ponownie, wiec oznaczalo to, ze bylismy spoznieni. Szczegolnie kiedy nasz bagaz zagubil sie na kolejne pol godziny…

    Jedyne szczescie w tej podrozy to fakt, ze udalo nam sie zdobyc miejsca na od razu nastepny samolot i do tego dostalismy vouchery na obiad.

    A juz od soboty intensywne zwiedzanie. Gory, lasy, widoki, pierwsza zlapana ryba, widoki, wodospady, gory, widoki, dziesiatki kilometrow i jeszcze wiecej widokow. No sie nacieszyc nie mozemy…

    13898205_1189801337737999_1935521028_o

    13754501_1191745420875467_1406849568521283724_n13782136_1191744000875609_906535463367362495_nryba

     

  • Piknik

    Zgodnie z ustaleniami tydzien rozpoczelismy w poniedzialek od wypadu do kina z Anna i Jasonem na Now you see me 2. Wczesniej zaszlismy do pubu na pare drinkow i cos do zjedzenia i spedzilismy razem bardzo przyjemny wieczor.

    Jakos nie moge skojarzyc innych wydarzen wartych wzmianki, dlatego przejde od razu do weekendu. W sobote wybralismy sie z Gosia na rowerach na piknik do Richmond Parku. Przyjemna przejazdzka, bardzo przyjemny piknik – szkoda tylko, ze pogoda nie dopisala i sloneczka praktycznie nie bylo. I szkoda jeszcze, ze znowu Gosie zawiodlem wieczorem i jestem na siebie strasznie zly…

    Tjjjja… bo prawdziwa milosc to nie jest idealny, sielankowy zwiazek – bo taki nie istnieje. Jest to relacja pelna klotni i godzenia. Pelna lez i usmiechow… I nawet, gdy jest cholernie ciezko – to nie poddajesz sie, bo wiesz, ze mimo wszystkich przeciwnosci, to wlasnie z ta osoba jestes szczesliwszy niz z kimkolwiek innym… a o to przeciez chodzi… 

    13647059_1172763732775093_474422137_o

    W niedziele wybralismy sie na spacer i przy okazji lapanie Pokemonow (ot nowa gra ;)). Mimo wczesniejszych prognoz sloneczko swiecilo bardzo ladnie i spacer byl przyjemny i pokemony tez sie lapaly.13639964_1172763676108432_243223930_o

    Wieczorem zasiedlismy do ogladania finalu mistrzost europy ktore ku wielkiemu niezadowoleniu Gosi wygrala Portugalia. A Ronaldo jakby byl w poblizu to by dostal z poduszki pewnie.

    Oprocz tego czekamy tylko na wyjazd do Norwegii, zostaly juz tylko 4 dni pracujace i caly tydzien zwiedzania! Mamy nawet alkohol zakupiony :D

    Odmeldowuje sie i nastepny wpis przy dobrych wiatrach w niedziele z Norwegii.

  • Pizza!

    Tydzien od wtorku minal w zasadzie bezproblemowo. Podjelismy decyzje o tygodniowym, wrzesniowym urlopie we Wloszech , na ktory od razu zakupilismy bilety i ktory sprawia, ze od lipca zaczynajac, w kazdym miesiacu wyjezdzamy gdzies na tydzien. A to Norwegia, a to Polska, Wlochy i znow Polska, miesiac przerwy w listopadzie i znowu Polska :)

    A w przyszlym roku juz teraz szykuja sie 3 okazje w Polsce: wesela Milosza i Roberta oraz komunia Marzenki (chrzestnej Gosi). Tylko, ze my tu oszczedzac chcielismy…

    W sobote Gosia wybrala sie na ploty, a ja zostalem sam – z zadaniami posprzatania mieszkania, odmrozenia zamrazarki, wyczyszczenia lodowki i zrobienia ciasta i sosu na pizze. Wywiazalem sie. Z okazji kolejnego wolnego mieszkania proponowalem tez wyjscie do klubu – ale to akurat przeszlo bez zadnej odpowiedzi ze strony zony.

    A dzisiaj pizza. Wyszla, Gosia pewnie pozniej wstawi zdjecie. Nie wyglada szczegolnie okazale… ale za to smakowala super! I jeszcze z innych szalenstw kuchennych: w czwartek zrobilem domowe pesto. Swietnie wyszlo.

    13533321_1178329522217057_8324666958336260817_n

  • Wolnosci mieszkaniowe

    Tydzien jak tydzien jesli dobrze mi sie zdaje. W ramach wykorzystywania biletow Groupona poszlismy z Gosia do kina i kolacje meksykanska. I jedno i drugie calkiem niezle.

    Koniec tygodnia minal pod znakiem wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. No glupie te Angole straszliwie i straszliwie tez nas chca sie pozbyc. Szkoda, ze tym samym sposobem tez straszliwie utrudniaja, bo funt polecial na leb na szyje w dol.

    W czwartek Rich wybral sie na 4 dni do Amsterdamu, a w sobote Matt na 2 tygodnie do Pizy. Postaralismy sie wykorzystac ten jeden dzien wolnosci mieszkaniowej i powkurzac troche sasiadow. Wkurzanie okazalo sie na tyle meczace, ze Gosia padla natychmiast i nici wyszly z moich planow ubrania jej i wybrania sie do klubu. Zreszta z ogolnym ubieraniem to nawet nie chce mi sie gadac, bo tylko sie dodatkowo wkurze…

    Oprocz tego w sobote wzialem udzial w mini turnieju siatki ktory tym razem udalo sie wygrac, jednoczesnie zreszta Polska wygrala ze Szwajcaria w Euro kwalifikujac sie do cwiercfinalow. Niesamowite.

    A w niedziele marazm calkowity i to tak straszny, ze nawet nie chcialo mi sie pisac dziennika – dlatego wlasnie wpis poniedzialkowy. No moze oprocz krotkiego wypadu na zakupy zakonczonego jakas bluzka Gosi, jakas torebka Gosi i przeciwdeszczowymi kurtkami obojga w ramach przygotowan do szybko zblizajacego sie wyjazdu do Norwegii.

    Skoro poniedzialkowy wpis, to dorzuce, ze dzisiaj kolejny raz wybralismy sie do kina i na kolacje meksykanska. I znowu niezle obydwa. I znowu zawod ubraniowy.