Ciekawe czy tym razem Gosia odgadnie znaczenie tego i poprzedniego tytułu.
We wtorek z niewielkim tylko błędem, pojawili się u nas Martyna z Karolem – błąd polegał na wyjściu z autobusu parę przystanków wcześniej. Ale dzięki temu mogliśmy sobie zrobić spacerek nad rzeką. Później, na ich wyraźne życzenie wybraliśmy się do KFC a po powrocie nastapila oczywiscie alkoholizacja. Nie za wielka, bo już w środę po pakowaniu i porannej rozmowie z kandydatka na nasza mieszkaniowa sprzataczke wyruszyliśmy do Włoch. Cala podróż bezproblemowa, na lotnisku w Pizie pół godzinki oczekiwania na wujka i już zameldowalismy się na wakacjach.
Pobyt minął aktywnie i trochę mniej. Przelezelismy sporo czasu na plaży pracując nad opalenizna, ale udało nam się tez pozwiedzac Pize i krzywa wieże (zarówno w dzień jak i wieczorem), Florencje i Volterre (slynaca z alabastru). Zaliczyc wykańczający spacer w Cinque Terre. Do tego z wujkiem i Donatella spedzalismy wieczory na kolacji przy pizzy, kolacji przy stekach i kilka kolacji z jedzenia przygotowanego przez Donatelle. I jeszcze trafiliśmy na rozpoczęcie odpustu, który ku naszemu zdumieniu okazał się kolejna kolacja połączona z impreza przy orkiestrze i tańcach. Trafiliśmy z pogoda i rozrywka idealnie :D
Dzisiaj mamy poniedziałek, bo w niedzielę jakoś chęci nie było z przejedzenia się… Ostatni dzień zwiedzania i już smutno, bo zaraz trzeba będzie się zegnac i nie wiadomo kiedy przyjedziemy tu znowu.










