• Wczasy, wczasy i po wczasach

    Gosia wymyslila tytul, chociaz kusilo mnie, zeby zmienic na Powlosie ;)

    Z wczasow wrocilismy we wtorek, w srode z samego rana odprawilismy Czaplickich do samolotu a sami do pracy. I tak nam minal nieszczegolnie jakos tydzien i weekend. Weekend, bo wpis znowu poniedzialkowy. W niedziele bowiem straszna mnie niemoc zlapala. Po powrocie z siatkowi i zjedzeniu obiadu caly wieczor przelezalem z bolem glowy, a na koniec wymiotowalem. Ale mi przeszlo i juz dzisiaj znowu na basen.

    Ogolnie sam weekend nam minal bardzo leniwie, szczegolnie ze bez sprzatania. Przychodzi do nas co tydzien dziewczyna robic porzadki. Kasy troche wydamy, ale lenistwa zgromadzimy. I ja przestane narzekac, ze w tym domu tylko ja sprzatam i moze zaprzestane torturowac werbalnie domownikow… no bo ile mozna prosic, sugerowac, gadac i narzekac?

     W niedziele przed siatka zrobilismy sobie tylko blyskawiczna przejazdzke do Victorii, zeby Gosia wiedziala jak ma odebrac stamtad Wiole. Bardzo mila przejazdzka z zona bez stanika :D

    A dzisiaj zrobilismy duze zakupy Amazonowe, znowu sie w pracy beda smiali, ze swieta jakies. Farby do wlosow, caly zestaw kosmetykow do paznokci – inaczej mowiac wszystko dla Gosi. No, ale ja mam nadzieje, ze bede mial przynajmniej na co popatrzec.

  • A teraz już wlosie

    Ciekawe czy tym razem Gosia odgadnie znaczenie tego i poprzedniego tytułu.

    We wtorek z niewielkim tylko błędem, pojawili się u nas Martyna z Karolem – błąd polegał na wyjściu z autobusu parę przystanków wcześniej. Ale dzięki temu mogliśmy sobie zrobić spacerek nad rzeką. Później, na ich wyraźne życzenie wybraliśmy się do KFC a po powrocie nastapila oczywiscie alkoholizacja. Nie za wielka, bo już w środę po pakowaniu i porannej rozmowie z kandydatka na nasza mieszkaniowa sprzataczke wyruszyliśmy do Włoch. Cala podróż bezproblemowa, na lotnisku w Pizie pół godzinki oczekiwania na wujka i już zameldowalismy się na wakacjach.

    Pobyt minął aktywnie i trochę mniej. Przelezelismy sporo czasu na plaży pracując nad opalenizna, ale udało nam się tez pozwiedzac Pize i krzywa wieże (zarówno w dzień jak i wieczorem), Florencje i Volterre (slynaca z alabastru). Zaliczyc wykańczający spacer w Cinque Terre. Do tego z wujkiem i Donatella spedzalismy wieczory na kolacji przy pizzy, kolacji przy stekach i kilka kolacji z jedzenia przygotowanego przez Donatelle. I jeszcze trafiliśmy na rozpoczęcie odpustu, który ku naszemu zdumieniu okazał się kolejna kolacja połączona z impreza przy orkiestrze i tańcach. Trafiliśmy z pogoda i rozrywka idealnie :D

    Dzisiaj mamy poniedziałek, bo w niedzielę jakoś chęci nie było z przejedzenia się… Ostatni dzień zwiedzania i już smutno, bo zaraz trzeba będzie się zegnac i nie wiadomo kiedy przyjedziemy tu znowu.

  • Przedwlosie

    2 latka w Londynie minely. Ale nawet jakos za bardzo zesmy rocznicy nie odczuli. Chyba wtedy kiedy Facebook i Google przypomnialo nam o zdjeciach zrobionych 2 lata temu. Czas leci, a my tylko troszke blizej powrotu. Na szczescie finansowo kazdego miesiace jest lepiej i na koncie zostaje coraz wieksza suma. I nawet kurs funta idzie troche w gore.

    Staram sie przypomniec przy pomocy Gosi czy cos dzialo sie w tygodniu ale chyba nie. Tylko powolutkie ustalenie z Martyna i Karolem na temat nadchodzacego tygodnia.

    W niedziele dzialo sie troche wiecej, bo zorganizowalismy grilla. Najpierw grzecznie posprzatalismy mieszkanie, a potem sie zaczelo. Proponowalismy paru osobom, ale wpadl tylko Jason. Jedzenia zrobilismy ilosc chyba odpowiednia (bo w zasadzie wszystko zjedlismy), do tego sie napilismy i kolejny raz zagralismy w ring of fire (zly pomysl:)). A na sam koniec wyszlismy do pubu (tez niezbyt dobry hehe). Na szczescie calosc imprezy zaczelismy dosc wczesnie, wiec juz kolo polnocy razem z Richem bylismy w mieszkaniu. Tylko mi sie zona gdzies z Mattem szlajala i wrocila po pierwszej.14281487_1219474004770732_1638239763_n14256234_1219460678105398_1613104302_n14287600_1219473991437400_1330386613_n

    I z powodu niedzieli wpis poniedzialkowy, nie wiem natomiast jak sie uda wstawic nastepny w Wloch. Moze podkradne wujkowi na troche komputer… a wyjazd juz pojutrze!

  • Nad morze… rowerem?

    Zanim przejdziemy do naszej szalenczej wyprawy moze pare slow o poprzednim tygodniu.14193881_1215564211828378_2119567326_n

    We wtorek Gosia skonczyla prace wczesniej ale zamiast wrocic do domu to wybrala sie z Karolina i dzieciakami na basen. Powylegiwala sie troche i chyba nawet zadowolona byla.

    14114459_10153633882706058_22974249_o14182453_1215564141828385_605341688_n

    W czwartek natomiast mielismy impreze pozegnalna Jasona, bo juz w piatek byl jego ostatni dzien w pracy. Impreza bardzo przyjemna, nawet Gosia sie zjawila i zdazyla napic. Doprawila sie pozniej z Mattem w mieszkaniu tak, ze pozniej pol piatku zdychala. W piatek po completions zjawila sie Rachel, bardzo milo bylo sie z nia spotkac i pogadac. Krotko niestety, bo trzeba bylo wracac i pakowac sie na sobote.

    I w tym momencie dochodzimy do przedluzonego weekendu. Otoz w ramach jego spedzenia postanowilismy pojechac nad morze… ROWERAMI. Szaleni jestesmy. Ponad 110 kilometrow w jedna strone. I dalismy rade! Dupki nas teraz bola, ale pojechalismy i wrocilismy bez wiekszych niespodzianek. Mozemy byc z siebie dumni, szczegolnie Gosia ktora caly dystans przebyla na miejskim rowerku. Szkoda tylko ze pogoda nam nie dopisala.14169656_1215564201828379_761719783_n

    Znaczy do rowerowania w niedziele i poniedzialek mielismy idealna. Nie za goraco, nie za zimno, troche sloneczka, troche chmur i bezdeszczowo. Ale w niedziele bylo dokladne przeciwienstwo. Wiatr, ziab, deszcz – nad samym morzem spedzilismy moze 15 minut. Dobrze chociaz, ze mielismy dostep do jacuzzi i basenu to troche pomoczylismy sie w wodzie… nie mozna miec wszystkiego.14182257_1215564178495048_826234460_n14182135_1215564208495045_549560847_n14182658_1215564191828380_774686698_n14172092_1215564161828383_936611442_n