• 30 koni

    w czerwonej stajni stoi. Klapie, tupie, a czasem ze strachu dzwoni.

    Cale szczescie, ze Gosia dalej je wszystkie posiada, niektore tylko bedzie musiala zakoronkowac. Tydzien minal nam bowiem pod znakiem codziennych wypraw do dentysty i prob ratowania jej ukruszonych fatalnym upadkiem zebow. Tymczasowe pozalepianie i naprawienie kosztowalo 1000 zlotych, ale prawdopodobnie ponad drugie tyle pojdzie w swieta na zrobienie jej koronek.

    Ja przepracowalem pozostale dni jakie bylismy w Polsce, a w czwartek po krotkiej i przyjemnej podrozy wsiedlismy do samolotu w Szymanach i wyladowalismy w Londynie.14804794_1262657030452429_201664594_n

    14826259_1262656693785796_2019791849_nDzien w pracy i weekend minely spokojnie. Zarejestrowalismy sie u lekarza, poszlismy do agencji zostawic breloczek i pozostale czesci spedzilismy przed tv ogladajac seriale.

    Tylko zona juz mnie nie slucha i w zwiazku z tym niestety nie idziemy jednak na impreze Halloweenowa…

  • Bęc.

    Tydzien minal nam spokojnie do czwartku, w ktory to zapakowawszy sie w autokar dojechalismy na lotnisko i polecielismy do Polski. Po raz pierwszy ladowalismy na lotnisku w Szymanach – bardzo fajny, malutki terminal no i o poltorej godziny blizej do domu. Mysle, ze bedziemy czestszymi goscmi, szczegolnie ze zarzad robi dobra robote i otwiera coraz wiecej polaczen.

    W sobote natomiast wesele.14619944_1255411657843633_1838620971_n

    Gosia ubrala sie znowu w dluga czerwona sukienke i zlote obcasy i musze powiedziec ze byla chyba najfajniejsza laska na calym weselu. Niestety nie skonczylo sie ono bardzo dobrze i tu wlasnie dochodzimy do tytulowego béc. Zona, jak zwykle po wiekszej ilosci alkoholu wpadla w nastroj buntowniczy przeciwko mnie i kiedy przyszedl czas sie zegnac ledwo zmusilem ja do wstania od stolu. A kiedy mi sie to w koncu udalo, to wierna w swoje sily wstala i wywinela takiego orla, ze sala po wszystkim wygladala jak miejsce zbrodni… Bilans strat i zyskow? Zyskane 5 szwow na brodzie, zyskana reputacja weselna do konca zycia, stracone powierzchnie dwoch zebow, stracona spora ilosc krwi malowniczo rozlanej na sali weselnej i koszuli Mariusza.

    14699906_1255411991176933_843825292_n

    No zapewnila mi i swoim rodzicom przyjemna rozrywke na koniec. Ale dzisiaj obiecala, ze bedzie sie mnie teraz sluchac we wszystkim, a jesli nie bedzie to mam to sila wymuszac.

    A dzisiejsza niedziela minela dosc nietypowo. Po wyspaniu sie pojechalismy z rodzicami i Zebrowskimi na kawe w ramach ich cotygodniowej wizyty w innych restauracjach naokolo Elku. I wyladowalismy w burdelu. Doslownie. Zebrowscy wywiezli nas do Czarnego Pajaka, motelu/baru oficjalnie, a mniej oficjalnie nightclubu polaczonego z domem publicznym. Okazalo sie, ze wlascicielami sa jacys znajomi Zebrowskich z lat dawnych i w ramach zartu tam wlasnie nas zabrali. Po wejsciu i poproszeniu o kawe (sic!) okazalo sie, ze wywolalismy spora panike – mysleli ze jestesmy z Urzedu Skarbowego :D. Dosc nietypowa wycieczka, ale teraz mozemy sie z Gosia pochwalic pierwsza wizyta w agencji towarzyskiej. I to wspolnej!

  • Jaki tu spokoj

    nananana…

    Nic sie nie dzieje… nananana?

    Cala piosenke moznaby przespiewac. Bo praca w tygodniu (Gosia wyrabiajaca wiecej godzin ode mnie) i lenistwo w weekend (z jakimis zakupami do Polski).

    Moze wspomne jedynie o zakupowym szalenstwie ktore nas ogarnelo mimo coraz czestszych wspomnien Gosi o tym, ze powinnismy chyba oszczedzac. Po pierwsze zestaw to paznokci zelowych. To mozna zaliczyc do inwestycji, bo dzieki temu Gosia nie bedzie musiala chodzic do kosmetyczki na paznokcie. Drugi to prezent, w koncu udalo mi sie zakupic medialnego boksa do domu w Liskach – mam nadzieje ze rodzicom sie spodoba. A trzeci to decyzja o zakupie kamery, a dokladniej GoPro. Jacys wielce aktywni nie jestesmy, ale na pare razy by sie przydalo szczegolnie kiedy oglada sie jakie fajne filmy wrzuca Kuba. No i bedzie w ramach wczesnego prezentu swiatecznego (bo mozliwe ze kupimy jakos w listopadzie ;)).

    I tyle, nananana.

  • Wizyta Wioli

    Opowiesc zaczynamy od piatku, bo wczesniej nie dzialo sie chyba nic wartego wspomnienia?

    Wiolka dotarla do nas zgodnie z planem odebrana z Victorii przez Gosie. Razem rozpoczely imprezowanie do ktorego dolaczylismy razem z Mattem po completion w biurze. Po paru drinkach wyszlismy do klubu – tym razem nie Grand. Matt zaproponowal wyjscie do Venn Street Records, malutkiego klubu/pubu z muzyka na zywo. Zapakowany do pelna, ale bardzo przyjemne pare godzin tanczenia. Polubilem kluby tutaj, w przeciwienstwie do polskich dyskotek graja naprawde fajna muzyke.

    W sobote pojechalismy na wycieczke do centrum z szybkim zaliczeniem London Eye, Westminster, palacu Buckingham i paru parkow. Spora piesza wycieczka… W niedziele kolejna piesza wycieczka, tym razem do Victoria and Albert Museum, jedynego ktorego do tej pory nie odwiedzilismy. Piekne i ogromne. Trzy godziny szybkiego przejrzenia ekspozycji i w dalszym ciagu nie jestem pewien czy widzielismy juz wszystko…

    Rich caly weekend byl poza domem co sprawilo ze nie musielismy dzielic lozka we trojke, wrocil dzisiaj co oznacza ze jedna noc przespimy sie razem. Szkoda tylko ze te przed praca gdzie jednak przydaloby sie wyspac ;)wiolwiowiolk