• Zawalilem…….

    Miniony tydzien uplynal pracowo do srody i urlopowo od czwartku, by ponownie cichaczem wybrac sie do Szczecina na rewizje piersi, ktora na pierwszej osobistej kontroli (bo do tej pory byly tylko mailowe) okazala sie byc niepotrzebna i zabieg zostal odwolany. Przesiedzilismy w mieszkaniu, bo na zewnatrz zimno i w sobote wrocilismy do domu. Same loty w obie strony przebiegly o czasie a powrot nawet o pol h szybciej. To, ze wydzieraly sie dzieci – jest czyms oczywistym. Bo przeciez zawsze w ktoras ze stron musi znalezc sie wiszczacy brzdac.

    Dodatkowo w sobote wieczorem zawalilem zaufanie Gosi na calej linii zupelnie.

    I na tym zakoncze.

     

  • Ciezka praca

    Normalnie o tej porze siadzialbym przy komputerze po siatkowce i kolacji piszac niedzielny wpis, a pozniej zbierajac sie do lozka, zeby wyspac sie przed poniedzialkiem. Niestety – to co pozniej bede robil, to praca. Dzisiaj wrzucamy jedna ze stron online i klient zazyczyl sobie zeby zostalo to zrobione przed 8 rano. Do wyboru bylo albo rozpoczecie o 5, albo o 23. No i sie zgodzilismy na nocke. Zeby chociaz wszystko poszlo bez problemow.

    Oprocz tego w ciagu tygodnia dzialo sie niewiele. Dalej cwiczymy, dalej zdrowo sie staramy odzywiac. Do kina sie wybralismy, w pracy tez sie bywalo.

    Ot, tylko dodatkowo kolejny wyjazd do Polski zarezerwowalismy. Gosia wymogla na mnie towarzyszenie jej na komunii jej chrzesniaczki. I tym sposobem jedziemy na pare dni do Polski i w czerwcu.

  • Tyyle wymiarow

    Bo az 4. W srode pierwszy raz wybralismy sie na nowa sale w kinie. Ruszajace sie fotele, wiatr, dym, woda. Efekty fajne, ale tylko na krotka mete. A sam film slabiutki.

    Gosia sie pochorowala w piatek z nie wiadomo za bardzo jakiego powodu. Wylezala w lozku caly dzien i pomoglo, bo w sobote juz zdrowa. Moze do pracy sie nie chcialo isc? Wlasnie, ze wiadomo… nie z lenistwa! a z grypy zoladkowej zlapanej od chorujacych po kolei Hallerow…

    W sobote juz za to na spacer chciala isc i zrobilismy kilka dobrych kilometrow okrazajac Tamize. Fajnie, chociaz troszke zimno.

    W niedziele kolejny raz Rich uraczyl nas pieczona obiadokolacja – tym razem zaserwowal wolowine ze standardowymi dodatkami. Jak zwykle dobre. Sie teraz zatanawiamy, czy nie wypadaloby sie odwdzieczyc i tez cos przygotowac wiekszego.

    W przyszlym tygodniu wisi nade mna wizja nocki w pracy – wypuszczamy projekt na serwery i klient nie chce tego robic w dzien.  Damy rade, chyba…

  • Fit!

    Minal nam tydzien zycia fit. Ciezko jest. Chodzimy tacy na wpol glodni czasami, ale sie trzymamy. Podobno mowia, ze po 2 miesiacach zaczyna byc latwiej bo wchodzi to w nawyk. Ale wez i wytrzymaj dwa miesiace!

    Na razie sie nie poddajemy, Gosia dzielnie trzyma diete z niewielkimi odstepstwami na kolacje Richowe i cwiczenia. Ja dzielnie licze kalorie i cwicze i nawet znowu do pracy rowerkiem zasuwam no i jak zwykle w siatke gram.

    Oprocz tego bez w zasadzie wielkich nowin. Ot, praca, jedna wizyta kino. Dzisiaj zabraklo wody, ale to chyba niewielki problem w porownaniu z kolejnym wypalaniem komina w Liskach. Na szczescie nic sie nie stalo – oprocz popekanego komina.