• Gorąca Hiszpania

    Cały miesiąc bez dziennika. Ale, a to żona nie przypomni, a to by mnie nie zmusiła do pisania na wakacjach (chociaż pamiętam, że kiedyś w czasie wakacji pisałem…). Na szczęście mimo tego, że minął cały miesiąc, to nie działo się jakoś wiele.

    24 października w niedzielę ochrzciliśmy Laurę, Gosia z Mateuszem zostali chrzestnymi. Potem obiad w burgerowni – ale bez burgerów.

    Po powrocie z obiadu zaczęło się pakowanie na wakacje, bo już następnego dnia ruszaliśmy w pierwszą część podróży. Pierwszy etap, Borowa Góra i nocleg przed wtorkowym wylotem na wakacje.

    A wakacje w Hiszpanii, jak to wakacje w Hiszpanii. Słoneczko, ciepełko, morze i brak komputera – no przyjemnie było. Gosia pewnie wstawi później jakieś zdjęcia.

    Powrót niestety przywitał nas już mocno jesienną pogodą, trochę szoku temperaturowego zaznaliśmy, ale trzeba było się szybko przyzwyczajać, bo zaraz do pracy i do budowy.

    Udało nam się chociaż pochwalić opalenizną Martynie i Karolowi, bo korzystając z niechorowania dzieci odwiedziliśmy ich w ostatnią sobotę, żeby sobie pogadać.

  • Żona się bawi,

    a mąż pracuje… Bo w ciągu ostatnich paru tygodni Gosia zaliczyła imprezę dawno-firmową na kręglach, a tydzień później wybrała się na wykopki do rodziny z których wróciła na tyle późno że to ja musiałem małą kłaść spać… Na szczęście już cyca nie trzeba i ciepłe mleczko do spania wystarcza z kubeczka. Tata na szczęście też nie taki zły.

    Marysia rośnie ładnie – potwierdzone przez dwie wizyty u lekarza. Nie wiemy, czy to dzięki zabawce “małego doktora”, czy po prostu wydorośleniu córki, ale obydwie – pierwsza na szczepieniu, a druga na bilansie odbyły się bez żadnego płaczu. Marysia waży już 13 kilo, idealnie w średniej. Mierzy 82 centrymetry, trochę poniżej średniej, ale zupełnie się tym nie przejmujemy.

    Ciągniemy tematy budowlane i dwa tygodnie temu w sobotę wybraliśmy się do Białegostoku na spotkaniem z Mańkiem – znajomym Olafa. Sprzedają płytki łazienkowe, zazwyczaj hurtowo, ale dość niedawno otworzyli salon detaliczny. No i chyba skorzystamy ze znajomości. A wracając, korzystając z wolnego wieczoru i braku gila u dzieci zajechaliśmy do Czaplickich.

    Oprócz tematów budowlanych ciągniemy też oczywiście tematu remontowe – powolutku do przodu idzie łazienka i w tę samą sobotę jak my do Białegostoku, to tata powiesił i odpalił nową termę (całą przyczynę w zasadzie rozpoczęcia remontu). Odpalił, a później razem z mamą poszli do Juch na imprezę. Szkoda tylko, że kiedy my wróciliśmy do domu z Ełku, to okazało się, że ciepła woda co prawda jest… ale nie spływa do kanalizy. Cała następną niedzielę spędziliśmy na jej odtykaniu, poważnie się przytkała i wymagała nawet odpalenia koparki i odkopania przyłącza. Ale już wszystko z powrotem działa.

    Sezon wakacyjny co prawda skończył się definitywnie, ale pogoda w dalszym ciągu letnia. Zdarzał się ciepły wrzesień – w końcu w ten sposób jeszcze jako studenci korzystaliśmy z żagli, ale nie pamiętam, żeby w połowie września temperatury dalej oscylowały w okolicach 25 stopni… W kwestii wynajmy wrzesień też niezły, bo od niedzieli przyjechał Konrad z Olą na cały miesiąc. Oczywiście nie w cenach krótkoterminowych, ale mimo wszystko lepiej jest mieć mniejszą kasę niż nie mieć w ogóle.

    Od zeszłego czwartu Gosia została też wygoniona ze wspólnego łóżka. Tak jej kiedyś zapowiedziałem i taką decyzję musiałem podjąć. Wzięła i ścięła włosy. Tyle lat chodziła z długimi, a teraz ledwo do ramion…

    Jako, że zeszłoroczna wyprawa rodziców z Balcerkami okazała się ogromnym sukcesem to i w tym roku wybrali się na powtórkę. Rejony podobne – wschód Polski. Wyjechali w zeszłą niedzielę, a wrócili dopiero w tą, więc mogliśmy skorzystać z wolnej chaty.

    Korzystanie rozpoczęliśmy od razu od niedzieli, imprezując na sali zabaw i świętując urodziny Letycji, a później zajadając burgery w knajpie z Miłoszami i Konradami. Kolejne korzystanie już w czwartek, bo wpadła do nas Martyna z dziećmi na obiad, a później Renata (już bez dzieci) po pracy na kolację.

    Rodzice wrócili w sobotę – wcześniej niż się spodziewaliśmy. Spryciarze akurat ominęli wykopki u teścia. Ja niestety nie ominąłem i czułem w kręgosłupie kilogramy przerzuconych kartofli. A słabe niestety te pyry w tym roku, oj słabe.

    No i między innymi z powodu wykopków jakoś nie chciało nam się dziś żadnego obiadu robić, a do tego rodzice zażyczyli sobie wizyty Konrada z Olą, żeby pogadać – więc razem też wybraliśmy się do Upałt. Jak zwykle bardzo pysznie.

  • Koniec z karmieniem piersią

    Gosia się zawzięła i na drugie urodziny Marysi zafundowała jej odstawienie od cyca. Trochę było histerii, parę nocy nieprzespanych, ale chyba się nawet udało. Już od kilku dni Marysia nie dostaje bufetu i w ciągu dnia i w ciągu nocy. Pozwoliło to nam też na nauczenie jej zasypiania bez cyca, co pozwoliło też na usypianie jej beze mnie. Pełny sukces.

    Drugie urodziny Marysi świętowaliśmy na sali zabaw ze znajomymi, a później już z najbliższą rodziną obiad w domu. Oprócz urodzin Marysi obchodziliśmy też kolejną rocznicę ślubu. Nawet mieliśmy plany na poświętowanie i wybranie się na jakiś obiad do Giżycka… ale się goście zjawili do apartamentu i Gosia musiała w weekend sprzątać. Ale przynajmniej kasa z wynajmu wpadła.

    Z innych imprez, 11 sierpnia mama się bawiła na weselu Daniela Brzezińskiego z Ostrowi. Sama, bo tata nie chciał jechać, Miłosze się bawili na innym weselu, a my z Gosią przygotowywaliśmy się do imprezy następnego dnia – 18stki Damiana.

    Budowlanie jak zawsze powolutku. Zamontowali nam drzwi zewnętrzne, uruchomilismy i przetestowaliśmy rekuperator, pracuję nad ścianami w garażu i zaczęliśmy budowę konstrukcji sauny.

    Wszystko powyższe jak zwykle w weekendy, ale nie samą pracą żyje człowiek i dzisiaj korzystając w pogody (lub niepogody zależy jak patrzeć na bezwietrzne 30 stopni), wybraliśmy się przetestować katamaran w wersji wiosłowej. Daje trochę mniej frajdy ekstremalnej, ale daje frajdę całej rodzince – włączając w to Marysię która zachowywała się jak stary żeglarz. A później obiad w knajpie w Wydminach, tak obleganej, że prawie godzinę trzeba było czekać na jedzenie…

  • Lato w kratkę

    Takie dość dziwne lato w tym roku. Parę dni po trzydzieści kilka stopni, które w ciągu nocy potrafią się zmienić w kilkanaście. To spowodowało, że udało nam się raz razem wybrać nad jezioro i zamoczyć coś więcej niż nogi. Ale raz się udało i podobało się wszystkim :).

    Na szczęście mimo pogody w kratkę wynajem naprawdę dopisuje i nasz króciutki mazurski sezon pozwoli na opłacenie chociaż części rachunków mieszkaniowych. Tylko Gosia się narobi bo i sprzątać trzeba. Na szczęście Marysia już bez problemu zostaje albo ze mną, albo z babcią na kilka godzin sprzątania.

    Mimo ogromu pracy budowlanych staramy się wybierać się gdzieś w weekendy. I tak, zaliczyliśmy pokazy balonowe w Ełku, imieniny teścia, oglądanie babci śpiewającej w deszczu na pikniku jaćwieskim i jakieś spotkania z Miłoszami.

    Babcia na swoje śpiewania ledwo zdążyła wrócić, ostatni tydzień spędziła w Ostrowi opiekując się babcią. Na szczęście nic złego się nie stało – po prostu ciocia Tereska z wujkiem postanowili spędzić kilka dni nad morzem.