• Żegnamy 2023, witamy 2024

    Jakoś wyszło, że cały grudzień trzeba opisać – a działo się sporo.

    Na początku Mikołajki. W weekend Marysia spotkała Mikołaja przy krzyżu, dała mu piątkę i w zamian dostała całą torbę słodkości. A wieczorem rodzice spotkali się u Mateusza na imprezie Mikołajkowej.

    W same Mikołajki (które wypadały w środku tygodnia), Gosia razem z rodzicami pojechała do Suwałk. Mama na zdjęcie szwów po jakiejś estetycznej operacji, a Gosia namówiona usunęła sobie tę minimalną brodawkę z rzęsą którą od wielu lat miała na oku.

    Budowlanie powolutku do przodu. Ułożyliśmy płytki w garażu, zakupiliśmy płytki podłogowe do reszty domu, zaczęliśmy układać deskowanie sauny. I nie tylko my do przodu, bo kilka dni przed świętami Miłosze przeprowadzili się już do Lisek – prace wykończeniowe zakończone, brakuje im jeszcze paru mebli, ale ogólnie są na gotowo.

    Święta pierwszy raz zdrowo w całej rodzince. Marysia i dzieciaki Miłoszów zdrowe, więc mogliśmy na spokojnie i bez większych zmartwień spędzić wigilię razem. Dla raportu – w tym roku ulepiliśmy 159 pierogów.

    Sylwester też zadziwiająco zdrowo i udało się nam spędzić go bardzo miło u Czaplickich. Dziecia też zadziwiająco dotrwały do samej północy!

  • Rodzeństwo?

    W zeszłym tygodniu zaczęła się zima. Gosia mnie wysłała na wymianę opon w ostatniej chwili – w środę wymieniłem opony, a od czwartku zaczął padać śnieg i w zasadzie leży aż do dzisiaj. Temperatury też zimowe się utrzymują. Ale i tak chyba nie wierzę, że taka aura utrzyma się do świąt.

    W zeszły piątek wybraliśmy się do Warszawy do Novum porozmawiać z panią doktor i potencjalnym rodzeństwie Marysi. Po szybkim przebadaniu Gosi okazało się, że muszę ją trochę pokłuć i wspomóc lekami i na potencjalny transfer umówimy się na styczeń.

    A następnego dnia w sobotę zapakowaliśmy się znowu do samochodu i ruszyliśmy w trasę do Białegostoku. Kolejny raz obejrzeć płytki i podjąć ostateczną decyzję. I się chyba nawet udało, płytki co prawda nie tak ładne i trochę inne od zakładanych początkowo, ale w cenie tak dobrej, że nie dało się z tego zrezygnować. A przy okazji standardowo jakieś zakupy w Makro. Mieliśmy też zaproszenie na imprezę, ale Marysia trochę zakatarzona i pokasłująca – nie sprzyjało to odwiedzinom niestety.

    W piątek Gosia zabrała małą na wizytę do fizjoterapeutki – bardziej kontrolną, ale i tak wyszła z zaleceniem dostarczenia Marysi bodźców stopowych, żeby trochę ją przyzwyczaić do różnych faktur i tekstur i tym samy pomóc w lepszym chodzeniu.

    Od dwóch dni Marysia dopominała się też o odwiedziny od Jejona, no i dzisiaj Miłosze nas odwiedzili. Posiedzieli, zjedli – tylko w zasadzie beze mnie i bez taty, bo my ambitnie poszliśmy do roboty. I nawet udało nam się chyba dokończyć położenie płytek w garażu. Pierwsze prawie wykończone pomieszczenie!

  • Ciepło choć zimno

    Mamy ocieploną chałupę. W ostatniej chwili przedzimowej, bo od tego tygodnia już temperatury na minusie. A w domu ciepło! I już oficjalnie można powiedzieć, że zostało nam do zrobienia już “tylko” wykończenie. Z którym też staramy się nie spać jakoś długo, bo już zaakceptowaliśmy projekty łazienkowe. Teraz musimy tylko pracować i zarabiać, bo duży dom, dużo łazienek, dużo płytek, dużo pieniędzy…

    Gosia parę razy odwiedzała Ełk badając się intensywnie. W ciągu miesiąca czeka nas bowiem pierwsza wizyta w Warszawie i pewnie niedługo potem (mamy nadzieję), kolejna próba.

    Rodzice sobie fundują plastykę oczu, tata miał jakąś mała zmiana w kąciku – którą w zasadzie na miejscu wycięli laserem. Mama natomiast umówiła się na jakiś większy zabieg powiek.

    Weekend urodzinowy, bez imprezy – tylko z obiadem z rodzinką. Dzieci chyba zdrowe, więc Miłosze mogli do nas wpaść. A na kolację urodzinową wrócił tata ze swoich żeglownych wojaży na których przebywał cały poprzedni tydzień.

  • Śpimy razem

    Żona obcięła włosy po czym wróciła do łóżka. A przecież nie tak miało być… Już od dobrych kilku dni, po uspaniu Marysi zostawiamy tylko uchylone drzwi, a sami z Gosią śpimy już razem. Co prawda zazwyczaj noc Gosia kończy jednak z małą, ale i tak jest duży postęp.

    Postępy są też budowlane, byliśmy w Białymstoku ostatecznie uzgodnić wygląd łazienek, a w Piszu ustalić ostateczny wygląd sauny. Obydwa ustalenia się powiodły, czekamy tylko na projekty. Ustalony został też termin ocieplenia stropu, teraz siedzę tylko na strychu i przygotowuję wszystko.

    W zeszły weekend rodzice pojechali do Borowej świętować wiek emerycki wujka Przemka, a w ten weekend po powrocie z Białego my poszliśmy do Mateusza na imprezę urodzinową. Miała być wspólna, jego i Miłosza – ale się dzieciaki rozchorowały mocno, więc spotkaliśmy się w trochę mniejszym gronie.