Jakoś wyszło, że cały grudzień trzeba opisać – a działo się sporo.
Na początku Mikołajki. W weekend Marysia spotkała Mikołaja przy krzyżu, dała mu piątkę i w zamian dostała całą torbę słodkości. A wieczorem rodzice spotkali się u Mateusza na imprezie Mikołajkowej.
W same Mikołajki (które wypadały w środku tygodnia), Gosia razem z rodzicami pojechała do Suwałk. Mama na zdjęcie szwów po jakiejś estetycznej operacji, a Gosia namówiona usunęła sobie tę minimalną brodawkę z rzęsą którą od wielu lat miała na oku.
Budowlanie powolutku do przodu. Ułożyliśmy płytki w garażu, zakupiliśmy płytki podłogowe do reszty domu, zaczęliśmy układać deskowanie sauny. I nie tylko my do przodu, bo kilka dni przed świętami Miłosze przeprowadzili się już do Lisek – prace wykończeniowe zakończone, brakuje im jeszcze paru mebli, ale ogólnie są na gotowo.
Święta pierwszy raz zdrowo w całej rodzince. Marysia i dzieciaki Miłoszów zdrowe, więc mogliśmy na spokojnie i bez większych zmartwień spędzić wigilię razem. Dla raportu – w tym roku ulepiliśmy 159 pierogów.
Sylwester też zadziwiająco zdrowo i udało się nam spędzić go bardzo miło u Czaplickich. Dziecia też zadziwiająco dotrwały do samej północy!