• Starosc mnie dopada

    We wtorek 2 wazne sprawy. Z tych wazniejszych, to ostatni raz bylismy w kinie w ramach abonamentu. Fajnie bylo, ale sie skonczylo. A tym mniej waznych to mieszkaniowa rata zostala splacona. I teraz zbieramy na kwiecien.
    Czwartek zostal zakonczony pogadanka z Markiem i Karolina odnosnie pracy zdalnej po nowym roku. Na razie wszystko optymistycznie, ale twardo bede stal przy swoich warunkach i mam nadzieje, ze do porozumienia dojdziemy.
    Wczoraj rano wysylalismy zyczenia do Kawalkow z okacji ich wesela, niestety ale uznalismy, ze finansowo nie damy rady wyrobic sie z lotami w tym roku. A troche pozniej mnie dopadlo cos – starosc, albo nie wiem. Kregoslup zaczal mnie bolec przed siatka, myslalem, ze jak sie rozgrzeje i pogram to rozchodze… oj nie… cala sobote i wieksza czesc niedzieli spedzilem chodzac jak stary dziadek, ledwo przewracajac sie z boku na bok… Dobrze, ze chociaz na wieczor juz jakos sie rozluznilem i ruch nie sprawia juz takiego bolu. Oby tylko przeszlo calkiem, zebym mogl wrocic do roweru i siatki.
    A wrocic koniecznie musze, bo kolejny weekend zawalamy z nasza “silna” wola. W sobote Gosia zrobila muffinki i nawet nie zdazyly wystygnac. A dzisiaj znowu McDonalds z dostawa. I wstydzimy sie tego… ale takie dobre…

  • Kredyt, kredyt i jeszcze raz kredyt

    Ot perypetie doroslych ludzi chyba. Bo ten kredyt hipoteczny co go mama miala bez problemu dostac, to bank sie wypial tydzien temu i jednak go nie dal. I to zmusilo nas do goraczkowego rozwazania innych opcji. Na szczescie chyba jednak sie uda – mama dostanie wystarczajaco na pokrycie 2 rat (no prawie), ja mam szanse dostac na pozostala czesc – a pozniej juz tylko zostanie splacanie.
    Zona sie na mnie obrazila, bo wypila akurat wystarczajaco, zeby sie wkurzac… i z tego powodu nie chce powiedziec co sie oprocz tego dzialo. Wieksza czesc tygodnia z powodu rekonwalescencji szefa byla na przymusowym zwolnieniu – dopiero w piatek, po wyjezdzie dziadkow wrocila do pracy. Ja bardzo mocno jakos nie narzekalem, bo obiadki mialem codziennie pyszne.
    Z racji zakonczenia przygody abonamentu kinowego praktycznie codziennie bylismy goscmi na seansach – zeby wykorzystac ten czas jak najlepiej i najkorzystniej.
    A dzisiaj w koncu nie przelezelismy calej niedzieli (tylko pol), udalo nam sie przysiasc i zalatwic ze 3 albumy zdjec z zeszlego roku – wgrac na chmure, posortowac, poprzebierac. Meczace to, ale przyda sie, zeby pozniej moc sie tymi zdjeciami pochwalic

  • Planszowkujemy ponownie

    Z racji zblizajacego sie terminu oplacenia kolejnej raty mieszkania jakos czesciej gadalismy z rodzicami. No i kupilismy im bilety do nas na Swieta Wielkanocne. Symbolika normalnie, pierwsze Swieta i ostatnie w Londynie z rodzinka.
    W czwartek szefuncio zoperowal sobie kregoslup i niestety na tydzien zostaje w domu. Czyli Gosia ma przymusowy tydzien wolnego. Przynajmniej obiadki bede mial pyszne.
    W weekend zorganizowalismy kolejny wieczor planszowkowy z Ellen, Michaelem i Jasonem. Bardzo przyjemne rundki w Carcassonne i Cyklady. Mam nadzieje ze znowu powtorzymy, a Gosia ma nadzieje ze nie u nas tym razem ;)

  • Spokojnie i pracowo

    Wlasnie tak Gosia okreslila nasz poprzedni tydzien. Bo i nic wartego wspomnienia w zasadzie sie nie wydarzylo.
    Ot wczoraj z racji braku siatkowki (smuteczek) zabralem Gosie z jej telefonem na wymiane baterii. Sie okazuje, ze lenistwo czasami poplaca, bo jakbysmy sie jednak wybrali w zeszla sobote to zaplacilibysmy 2 razy wiecej. Czy wymiana cos dala tylko czas pokaze.
    Z drugiej strony lenistwo (albo alkohol) nas dopadl wieczorem i nic z kolejnego wyjscia do klubu nie wyszlo… A szkoda, bo Gosia w zlotej sukience wygladala genialnie.
    A dzisiaj wieczorem z bratem swoim i bratowa pogadalismy. I sie moze okazac, ze swieta Wielkanocne rodzinne beda, bo wszyscy zainteresowani bardzo przylotem do nas. Zobaczymy tylko kiedy bilety kupia.