• Wesolego jajka

    Ostatnie nasze swieta na obczyznie, ale chociaz spedzone w towarzystwie rodziny.
    Zona siedzi dalej w salonie i gada, wiec nie moge sie spytac co sie dzialo w ciagu tygodnia… A ja pamietam tylko ostatnie dni przygotowan, sprzatania, gotowania i ogolnie pojetej paniki zwiazanej z przyjazdem rodzicow.
    W sobote zakonczylismy prace generalnym sprzataniem i swieceniem jaj, po czym wieczorem z Victorii odebralismy gosci. W niedziele zaczelo sie probowanie wszystkich wyrobow – i o dziwo wszystkie sa dobre. Serniki dobre, babki dobre, sledzie dobre, salatki dobre, wedliny dobre. Sie wyrobilismy.
    Z racji obzarstwa probujemy walczyc spacerujac. W niedziele z kosciola spacerek, wieczorem kolejny spacerek do Battersea Parku. Dzisiaj pare godzin spacerku po National Gallery. Ja niestety od jutro bede juz musial pracowac, ale Gosia dalej ma zamiar ciagac rodzicow na piechote.
    Niestety z powodow srodowiskowych nie wyszly nam dzisiejsze plany na lodki – ale prognoza rozjasnila sie na piatek, wiec jezeli dostane urlop to jeszcze sobie poplywamy.
    Wieczory spedzamy przy drinkach, rozmowach i grach (na razie nie brydzu) i przy okazji projektowaniu domow.

  • Londynska wiosna

    Tak cos mi sie wydaje, ze te wszystkie kawaly o Londynskiej pogodzie to powstaly w czasie “wiosny”. Codziennie cos pada i wedlug prognozy prawie codziennie ma padac. I wez tu planuj jakies podworkowe aktywnosci na tydzien swiateczny z rodzicami…
    Bo i my praktycznie tylko swietami zaczynami zyc. Plany co kupic, co gotowac i co robic. W sobote wyprawilismy sie do Polskiego sklepu po niezbedne zaopatrzenie (wedzonki, twarog i majonez przede wszystkim).
    Poza zblizajacymi sie swietami jedynym wartym odnotowania faktem jest rozpoczecie nowej pracy przez Matta. Emoov – jakas agencja nieruchomosci. Ciekawe jak dlugo tam wytrzyma…
    Bo my dalej tylko odliczamy miesiace do powrotu

  • Prawie wiosna

    Tydzien minal bez zadnych wydarzen wartych zapamietania i wspomnienia. Wiosna przyszla po zimie, cieplutko sie zrobilo, kwiatki sie pojawily. Po czym znowu w weekend przysypalo sniegiem. Gosia juz zaczyna panikowac, ze na swieta n a pewno cieplo nie bedzie i co my wtedy z tymi rodzicami zrobimy?!
    W piatek wieczorem udalo sie odnowic kontakt z Markiem. Po latach calych pogadalismy na Skypie. Glupio strasznie i mam nadzieje, ze uda sie ten kontakt utrzymac.
    W biurze cisza i spokoj – Anna dalej na wakacjach. I jakos roboty malo. Rich juz na wakacjach, szczesciarz gdzies na Fiji. Zazdroscimy mocno, sami bysmy chcieli plaze i sloneczko…

  • Kontrakty

    Ten tytul w innych okolicznosciach oznaczalby ogromne zmiany. Tym razem, to Gosia dostala propozycje podpisania umowy z Karolina. Poczatkowe propozycje w ogole wygladaly super, bo miala dostawac bardzo ladna gwarantowana miesieczna wyplate, wiec i platne wolne. Niestety, standardowo – ostateczna propozycja z mniejsza kwota powoduje, ze praktycznie nic sie nie zmieni. Ale my mili ludzie, nam umowa nie przeszkadza, wiec jesli Karolina chce, to Gosia ja podpisze.
    Telewizja niedobra… znowu zaczela BakeOffa we wtorki. I znowu z ciastami bedziemy przesiadywac. I tyc. A juz powolutku tluszczyk zaczal zjezdzac w dol…
    W weekend udalo nam sie zorganizowac kolejny wieczor planszowkowy, tym razem u Michaela i Ellen. Pierwszy raz w ich mieszkaniu (bardzo przyjemne choc malutkie) w piatke zagralismy w nowa planszowke. Ja jako fan bardzo lubilem, dziewczyny chyba troszke mniej. Matt z Katie sie na nas wypieli, co obsmialismy rowno – bo glownym powodem ich braku obecnosci bylo to, ze Matt nie ma dalej pracy. Nikt nie rozumial co ma jedno, do drugiego.
    Dzisiejszy dzien spedzilismy poza domem. Z okazji dnia matki Katie znowu wyprawiala rodzinny lunch w mieszkaniu. Nijak nam sie nie chcialo spedzac czasu z ich rodzinkami, na przedpoludnie poszlismy do kosciola, pozniej kino, kolacja, a jak wieczorem wrocilismy to juz bylo pusto.
    Zona juz podrzuca mi tylko kalendarz z wypisanymi wydarzeniami, nawet nie chce powiedziec. Wiec w kalendarzu widze, ze w tygodniu byl dzien kobiet i dzien mezczyzn. Gosia dostala kwiatka (nie podzielila sie), a ja dostalem czekoladki (i sie podzielilem) – wnioski pozwole wyciagnac czytelnikowi.