• Łazienki się robią

    Trochę nie pokolei nam to idzie, bo mamy już podłogi, łazienki się robią – a ściany nieskończone i w zasadzie nie mamy nawet jeszcze pomysłu co z nimi zrobić. Gładzić, czy po prostu malować…

     Łazienka robi się też w domu, tata powolutku prze do przodu i w ten weekend pomagałem mu montować kibelek. Jeszcze bidet i zaraz zabieramy się za rozbiórkę drugiej połowy łazienki.

    Wybory na wójta już zakończone. Dzisiaj druga tura i wszelkie znaki wskazują, że Ewa Jurkowska zostanie wójtem na kolejną kadencję. Czy to dobrze, czy to źle – się okaże, ale pewnie lepiej niż miałby zostać Bobrowski.

    W zeszłą niedzielę rodzice wybrali się na odwiedziny po znajomych w kierunku warszawskim, a my korzystając z wolnej chaty spotkaliśmy się z Kawałkami na ciasto i drinka. Dzisiaj rewizyta u nich – na ciasto, drinka i moją pomoc w przegraniu kilku płytek dvd.

    Moja wieczorna robota już prawie skończona co oznacza więcej czasu. Na tyle, że praktycznie w każdą sobotę chodzimy grać z Miłoszami w planszówki. Bardzo przyjemnie – chociaż kasy jednak mniej.

  • I po Wielkanocy

    Coś mi żona nie przypomina o dzienniku, a tutaj miesiąc jak z bicza trzasł. Teraz epopeję przyjdzie pisać. Na szczęście chociaż skrót dostaję, bo samemu nic bym nie pamiętał.

    Czwartego marca świętowaliśmy urodziny Gosi w atmosferze dość smutnej. Bez imprezy, w najbliższym gronie najpierw na kawie z teściem i babcią, a później na herbatce, cieście i drinku z Miłoszem i Olą.

    Dwa dni później wsiedliśmy rankiem do samochodu i pojechaliśmy do Olsztyna zbadać Marysi wzrok. I chociaż widzi dobrze, to z powodu delikatnego zeza zaczęła nosić nosić okulary. Dzielna dziewczyna, walczy z nimi tylko troszkę ;)

    Kolejne dwa dni później wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Warszawy. Wizyta w Novum, żeby potwierdzić, że poronienie przebiegło ok i dostać zalecenia na kolejną próbę.

    W weekend dziewiątego imprezowaliśmy u Oli na 30tych urodzinach, a parę dni później trzynastego skromnie świętowaliśmy imieniny mamy – tylko kolacja przesunięta na następny dzień, bo ociec imprezował w Gdyni (znaczy na szkoleniu był). Tak mu się spodobał hotel i lokalizacja, że teraz chce na wrzesień jechać w to samo miejsce całą rodziną.

    Przed Wielkanocą uzupełnilismy też płytki i ceramikę do łazienek. Ceramikę odebraliśmy z Białegostoku sami, a płytki w kilku turach przyjechały w ciągu tygodnia. Teraz tylko jeszcze musimy ustalić kto je będzie montował.

    W Marcu Gosia wróciła do aktywności fizycznej innej niż noszenie małej – ostry fitness dwa razy w tygodniu w Juchach, Marysia natomiast z powodu chorób, alergii, katarów niestety nie chodzi na zajęcia sensoryczne – a chce chodzić i sama o nie prosi. Zamiast zajęć została jednak czytelniczką, karta biblioteczna założona, raz w tygodniu wymiana książeczek, dodatkowa oszczędność na kupnie i trochę różnorodności w czytaniu dla nas.

    Wielkanoc w temperaturach niemalże letnich (nawet chyba marcowy jakiś rekord pobity). W poniedziałek wielkanocny wybraliśmy się na spacer do Ełku w krótkich rękawach, byliśmy na lodach – pełne wakacje. Minęły oczywiście zbyt szybko i już w czwartek byliśmy w Białymstoku na histereskopii wymaganej w Novum. Czemu nie w Warszawie? I czasowo i kosztowo zabieg w Białym był połową zabiegu w Wawie. Więc z powodów czysto ekonomicznych pojechaliśmy tam. Zresztą – jesli z jakiegoś powodu ostatnia próba nam się nie powiedzie zastanawiamy się nawet nad transferem materiału do Białego, żeby tam zrobić całą procedurę.

    A w ostatni piątek przed samym wyjazdem odwiedzili nas Robert z Izą. Narzeczeni od Nowego Roku przyjechali na dwa tygodnie Wielkanocy do Polski. Fajnie i przyjemnie było posiedzieć, pogadać i się napić.

  • A jednak ciągle trójka…

    Długo nie było dziennika, ale sporo się działo i duża doza niepewności sprawiła, że piszę dopiero teraz – jak już wiadomo co i jak.

    Niestety, mimo początkowych wskazań na ciążę, pozostałe wzrosty hormonów były nieprawidłowe i na ostatniej wizycie USG w Warszawie lekarka podjęła decyzję o zaprzestaniu podawania leków i ogłoszeniu nieudanej próby. Smutno nam i musimy chwilę odczekać przed podjęciem kolejnej próby.

    Budowlanie do przodu. Skończyliśmy z tatą saunę, w domu kominek już stoi, podłogi do zrobienia (oprócz łazienek) już tylko w dwóch pokojach i korytarzach dziennych, płytki łazienkowe zamówione, stelaże w łazienkach ustawione i zabudowane, fotowoltaika na dachu zamontowana i odpalona. Dużo się dzieje, każdy weekend na budowie.

  • Jest nas czwórka!

    Zaczynamy od najważniejszego – ostatnie 3 tygodnie spędziliśmy dwukrotnie podróżując do Warszawy, kłując niemiłosiernie brzuch Gosi – ale z powodzeniem i sukcesem. Dwie kreski na teście wskazują, że Marysia już niedługo doczeka się rozdzeństwa!

    I teraz cokolwiek napiszę to nie będzie jakoś bardzo ważne… W obu podróżach warszawskich godziny wizyt oraz nakładające się godziny jakichś lekarzy babciowych spowodowały, że musieliśmy brać ze sobą Marysię i korzystaliśmy z uprzejmości wujków nocując u nich. Miło było się spotkać, bo oni jakoś nas odwiedzać nie chcą…

    Chłopaki taty znów mieli parę dni przestoju więc znowu przyszli do nas i zaczęli układać płytki w salonie. I w zasadzie skończyli. Uznaliśmy z Gosią, że wybraliśmy bardzo ładną podłogę i teraz już naprawdę rozpoczęliśmy etap wykończeń domowych.

    Kontynuując tematy budowlane. W zasadzie zakończyliśmy garaż, ułożyliśmy ostatnie płytki, zafugowaliśmy i teraz zostały drobiazgi typu silikon i kupno/montaż psiego prysznica. Kupiliśmy też kominek do salonu, bo powoli trzeba kończyć wszystkie pozostałe podłogi. Kominek prosto z Francji, zamawiany bezpośrednio u producenta. I chyba dobrze finansowo na tym wyjdziemy, bo dostaliśmy dobrą zniżkę. A opróćz tego sauna wygląda jak sauna. Boazeria zrobiona, ławki zrobione, ledy zamontowane, drzwi wstawione. W zasadzie zostało tylko wybranie kamienia za piec i montaż samego pieca, żeby nazwać ją skończoną.

    Marysia przeżyła kolejny Dzień Babci i Dziadka. Zaśpiewała sto lat, dała prezenty i jak zawsze powaliła wszystkich swoją słodkością. To właśnie ona też zakomunikowała dziadkom, że zostanie siostrą. Dziewczyna rozwija się super i sprawia nam wielką radość obserwowanie tego. Gosia zabiera od paru miesięcy zabiera ją raz w miesiący na integrację z innymi dziećmi i o ile na początku mała była mocno nieśmiała tak teraz potrafi już odpuścić mamę i pobawić się sama.

    I już całkowicie na koniec. Za nami pierwszy przegląd Ravki. Spóźniony, ale komputer głupszy niż w proceedzie i nie przypominał się sam, że należałoby go zbadać. Kolejny raz z Karmelem u weta na przegląd podwozia, zważenie i zakupienie leków okresowych. A wczoraj Miłosze zaprosili ekipę na parapetówę, więc trochę mogłem poimprezować.