Marysia do przedszkola pochodziła trzy tygodnie. Dwa z płaczem, a trzeci już bez. Myślimy, że pomogło znalezienie pierwszej przedszkolnej przyjaciółki – Judyty. I niestety zaczęliśmy chwalić jaka to dzielna i zdrowa, więc córka błyskawicznie się pochorowała. Czwarty i piąty tydzień spędzone już w domu z zapaleniem krtani.
Rodzice wybyli na tydzień na coroczną wyprawę z Balcerkami. Przynajmniej w tym roku nie pojechali do Sandomierza, tylko zmienili kierunek na zachodni. Roboty w domu na tyle dużo, że nawet nie poczuliśmy, że ten tydzień minął… mogliby jeździć na dłużej. A w sobotę kiedy wrócili, Gosia razem z mamą wybyły na nocną imprezkę z okazji 50-tki Agnieszki. Pierwszy całonocny wypad i daliśmy sobie z Marysię radę.
Dalej doprowadzam się do porządku. Po ostatniej kolonoskopii wyszedł polip i po kolejnej rundzie czyszczenia się, w poniedziałek zgłosiłem się do szpitala. Polipa usunęli w znieczuleniu, nastraszyłem pielęgniarki, bo im zemdlałem podczas pobierania krwi (pierwsze moje zemdlenie w życiu), ale po kilku dniach w domu doszedłem do siebie. Teraz ostatnie kilka badań i mam nadzieję, że na jakiś czas będzie spokój. Nawet przy wyjściu ze szpitala przygody, bo tak leciałem do samochodu, że zgubiłem teczkę z dokumentacją. Dobrze, że uczciwy znalazca oddał do rejestraji i nie było problemu z odzyskaniem. Dzień pełen wrażeń niekoniecznie przyjemnych.
We wsi wybory na sołtysa. Mamy chyba jakiś skok świadomości obywatelskiej, bo nie dośc, że rekordowa frekwensja w ostatnich wyborach parlamentarnych, tak i rekordowa ilość osób na wyborach na wsi. Chociaż i tak się nic nie zmieniło, bo tata Gosi został sołtysem na kolejną kadencję. W radzie się znalazła Agnieszka i Józek Trzcianowski.
Zmiany i perturbacje rodzinne natomiast nadchodzą, bo tata Gosi zapoznał nową kobietę – Jolę która zapowiada się na tyle poważnie, że będzie ją przedstawiał dzieciom. I o ile dzieci w zasadzie nie mają nic przeciwko, o tyle babcia robi straszne larum…