• Prąd z natury

    Trochę nam to zajęło, roboty i czekania, ale jest. Od teraz nie tylko zużywamy prąd, ale też go produkujemy. Czekamy tylko, aż słońce nam zarobi na flaszkę, żeby to opić.

    We wtorek załatwiliśmy badania wymagane do uzyskania profilu na kierowcę i pociągnięcia dalej prawa jazdy na motor. Teraz tylko musimy się dostać do Wydziału Komunikacji – co nie bedzie proste bo z samego rana straszne kolejki, a Gosia nie moze się wyrwać z pracy, bo jedyna koleżanka z działu poszła na urlop.

    Mama się ostatnio coś źle czuła i po badaniach wyszła anemia. Teraz wcina tylko wątróbkę i zdrowe jogurty próbując trochę poprawić wyniki. Niestety niezbyt pomaga konieczność zajmowania się psem – urwisem strasznym, ale slicznym. Ale powolutku, z częstymi odpoczynkami jakoś daje radę.

    W sobotę odwiedzili nas Filip z Magdą. Odwieźć materac i gry które im pożyczyliśmy, zostawić klucze od mieszkania i zupełnie przy okazji pograć w turnieju siatki plażowej. Trochę wcześniej na sobotę wieczór dodatkowo zaprosił nas Kuba, więc we czwórkę się wybraliśmy, zjedlismy i poganialiśmy lisa naokoło ogniska prawie. Ot, normalka na wsi. Jak nie bąki, to lisy.

    A piesio nam rośnie w oczach. Oswaja się z Leonem, z kotami. Gdyby tak jeszcze oswoił się z przedmiotami, a nie gryzł wszystko jak popadnie.

  • Karmel

    W ciągu tygodnia niewiele się działo. Tylko w czwartek po pracy zamiast od razu do domu spotkaliśmy się z ciężarną Wiolką i Piotrkiem na obiedzie w Smętku nad jeziorem. Gosia po dwóch piwkach tak się ululała, że musiałem ją po schodach w domu wnosić. Strasznie ekonomiczna się zrobiła.

    W weekend działo się trochę więcej. Po pierwsze, w piątek pojechaliśmy do Warszawy na dwudzieste ósme urodziny Magdy. Po drodze zahaczając Wyszków gdzie kupiliśmy kasę fiskalną i Novum na drugą wizytę startową. Sama imprezka w Borowej Górze w gronie kilkunastu znajomych – bardzo kulturalna, aczkolwiek długa, bo skończyła się o 4 nad ranem.

    W sobotę przed powrotem spotkaliśmy się z ciężarną Edzią i Kasprem na gofrach. I przy okazji z Agatą. Miło było się z nimi zobaczyć, szczególnie, że nie byliśmy na ich weselu. Po spotkaniu zakupy w Makro i ruszyliśmy do Piątnicy.

    Bo tam właśnie czekał na nas nasz piesek. Karmel. Słodka kulka. Odebrana, przywieziona do domu, gdzie natychmiast podbiła wszystkie serca. Ale kłopotów sprawi pewnie dużo…

    Od razu dzisiaj zostawiona zresztą z mamą, bo my sami do Ełku, przygotowywać mieszkanie na przyjazd kolejnych gości.

  • Kopiemy, sprzątamy i wynajmujemy

    Ciąg dalszy kopania pod fundamenty, sprzątania między goścmi i pozytywnego zaskoczenia ilością chętnych – mamy już zarezerwowany prawie cały sierpień!

    Lekko podpici wrócilismy dzisiaj z imienin teścia, ale zaraz i tak dalej do pracy…

  • Pierwsza awaria (kiedyś musiała być)

    W czwartek po południu zjawili się nasi kolejni goście apartamentowi. I wszystko było fajnie, do kiedy przed dziesiątą wieczorem dostaliśmy telefon, że im prąd wywaliło. No i dawaj skrzynkę z narzędziami, samochód i razem z tatą ratować. Zdiagnozowaliśmy uszkodzony bezpiecznik różnicowo-prądowy, którego oczywiście nie mieliśmy – więc musieliśmy gości zostawić na noc w ciemnościach ełckich doświetlanych latarkami, które im pozostawiliśmy. Dopiero następnego ranka się okazało, że bezpiecznik jest dobry, a awarię spowodowała fuszerka ludzi od kuchennej stolarki, którzy podłączyli piekarnik pod jakiś słaby przedłużacz i przy większym obciążeniu po prostu się spalił. Wymiana przedłużacza zlikwidowała awarię, ale płatność za noc już gościom oddaliśmy…

    Gosiowe uszczerbki zębowe naprawione w zasadzie na gwarancji. Dentysta wziął, poczyścił i przykleił za naprawdę niewielkie pieniądze, tylko to co wypadło. I wszystko jest ok, tylko Gosia boi się trochę żuć gumy.

    W piątek Martyna miała swoje trzydzieste urodziny. Ale co to za imprezowanie jak solenizantka w ciąży i pić nie może. Chyba trzeba będzie to powtórzyć, jak już się będzie mogła napić ;). A tak posiedziliśmy sobie we trójkę (bo Karol na miesiąc w Norwegii) wieczorem i pogadaliśmy.

    Weekend minął pod znakiem wykopów, robią się coraz głębsze i dłuższe. Mamy nadzieję, że uda się to dokończyć w ciągu tygodnia i będziemy mogli zaczynać robotę z fundamentami. A później jakoś pójdzie.