• 6 lat razem

    Ciężki tydzień, bo strasznie rano wstawianie… W poniedziałek próba dostania się do Wydziału Komunikacji – zakończona niepowodzeniem, bo jak zajechaliśmy do Ełku na 8:15 to kolejka była już na kilkanaście osób… We wtorek jeszcze wcześniej, bo jeszcze przed 8 byliśmy w Ełku – ja zawieźć Martynę do lekarza, a Gosia popilnować Róży. Tutaj na szczęście wszystko dobrze i na szczęście pozostałe dni wstawaliśmy już normalnie – nie licząc Gosiowych wyprowadzek Karmela na dwór.

    A propos Karmela, w czwartek pierwsza wizyta u weterynarza. Odrobaczanie, szczepienie, odkleszczanie i profilaktyka. Grzeczny pies był, tylko podczas powrotu połączenie stresu, tabletek i żarcia kociego sprawiło że zapaskudził kontener. Ale jakoś poszło.

    Wczoraj ostatnie w wakacje sprzątanie mieszkania. Jedni tygodniowi goście pojechali, a drudzy przyjechali dzisiaj. Ja jak zwykle przy komputerze, a Gosia przy ścierkach.

    A dzisiaj szósta już rocznica naszego ślubu. Kiedy to zleciało? Troszkę mniej świątecznie, bo tylko przy obiedzie w Ełku (przy okazji wpuszczania gości do mieszkania) i bez prezentowo – bo Karmel to nasz prezent rocznicowy :)

    I jeszcze notka na sam koniec do pamiętania – dzisiaj się urodziła mała Estera, pierworodna Edyty i Kaspra. Mała jak i oni ;)

  • Prąd z natury

    Trochę nam to zajęło, roboty i czekania, ale jest. Od teraz nie tylko zużywamy prąd, ale też go produkujemy. Czekamy tylko, aż słońce nam zarobi na flaszkę, żeby to opić.

    We wtorek załatwiliśmy badania wymagane do uzyskania profilu na kierowcę i pociągnięcia dalej prawa jazdy na motor. Teraz tylko musimy się dostać do Wydziału Komunikacji – co nie bedzie proste bo z samego rana straszne kolejki, a Gosia nie moze się wyrwać z pracy, bo jedyna koleżanka z działu poszła na urlop.

    Mama się ostatnio coś źle czuła i po badaniach wyszła anemia. Teraz wcina tylko wątróbkę i zdrowe jogurty próbując trochę poprawić wyniki. Niestety niezbyt pomaga konieczność zajmowania się psem – urwisem strasznym, ale slicznym. Ale powolutku, z częstymi odpoczynkami jakoś daje radę.

    W sobotę odwiedzili nas Filip z Magdą. Odwieźć materac i gry które im pożyczyliśmy, zostawić klucze od mieszkania i zupełnie przy okazji pograć w turnieju siatki plażowej. Trochę wcześniej na sobotę wieczór dodatkowo zaprosił nas Kuba, więc we czwórkę się wybraliśmy, zjedlismy i poganialiśmy lisa naokoło ogniska prawie. Ot, normalka na wsi. Jak nie bąki, to lisy.

    A piesio nam rośnie w oczach. Oswaja się z Leonem, z kotami. Gdyby tak jeszcze oswoił się z przedmiotami, a nie gryzł wszystko jak popadnie.

  • Karmel

    W ciągu tygodnia niewiele się działo. Tylko w czwartek po pracy zamiast od razu do domu spotkaliśmy się z ciężarną Wiolką i Piotrkiem na obiedzie w Smętku nad jeziorem. Gosia po dwóch piwkach tak się ululała, że musiałem ją po schodach w domu wnosić. Strasznie ekonomiczna się zrobiła.

    W weekend działo się trochę więcej. Po pierwsze, w piątek pojechaliśmy do Warszawy na dwudzieste ósme urodziny Magdy. Po drodze zahaczając Wyszków gdzie kupiliśmy kasę fiskalną i Novum na drugą wizytę startową. Sama imprezka w Borowej Górze w gronie kilkunastu znajomych – bardzo kulturalna, aczkolwiek długa, bo skończyła się o 4 nad ranem.

    W sobotę przed powrotem spotkaliśmy się z ciężarną Edzią i Kasprem na gofrach. I przy okazji z Agatą. Miło było się z nimi zobaczyć, szczególnie, że nie byliśmy na ich weselu. Po spotkaniu zakupy w Makro i ruszyliśmy do Piątnicy.

    Bo tam właśnie czekał na nas nasz piesek. Karmel. Słodka kulka. Odebrana, przywieziona do domu, gdzie natychmiast podbiła wszystkie serca. Ale kłopotów sprawi pewnie dużo…

    Od razu dzisiaj zostawiona zresztą z mamą, bo my sami do Ełku, przygotowywać mieszkanie na przyjazd kolejnych gości.

  • Kopiemy, sprzątamy i wynajmujemy

    Ciąg dalszy kopania pod fundamenty, sprzątania między goścmi i pozytywnego zaskoczenia ilością chętnych – mamy już zarezerwowany prawie cały sierpień!

    Lekko podpici wrócilismy dzisiaj z imienin teścia, ale zaraz i tak dalej do pracy…