Wpis z dwóch tygodni, bo się narobiło…
Zacznę tylko od tego, że z dzieckiem wszystko ok. Na 70% dziewczynka. Cieszymy się, ale trochę to śmiech przez łzy niestety. Niestety, w poniedziałek rano mama Gosi trafiła do szpitala z rozległym wylewem. I chociaż wszyscy się modliliśmy i mieliśmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze to w sobotę rano 20 stycznia zmarła…
Jako, że Gosia dalej leżała w szpitalu, to we wtorek pojechałem ją odwiedzić z wiadomościami o mamie. Mimo wirusa wpuścili mnie na oddział, ale lekarka zabroniła przekazywania złych wieści. Niewiele to dało, bo dosłownie godzinę po mojej wizycie Gosia już wiedziała z złym stanie mamy od kogoś z rodziny… No nie powstrzymasz.
Lekarze się odgrażali, że poleży do piątku, ale już w środę okazało się, że krwawienie ustało i jest na tyle dobrze, żeby Gosia wróciła do domu i leżała dalej tutaj. Chyba jej lepiej jednak w łóżku z psem, śniadaniami do łóżka (znaczy w szpitalu też miała, ale nie takie dobre) i kisielkami teściowej.
W czwartek do Polski wrócił Robert, pomóc tacie i braciom jakoś się trzymać podczas tego trudnego czasu.
Tamten weekend nam niestety minął smutnie. Na szczęście melisa pomogła Gosi jakoś przetrwać smutne wiadomości o mamie i na badaniach sobotnich lekarz nie znalazł nic niepokojącego. W niedzielę poszliśmy tylko do babci Gosi z okazji jej urodzin. Smutnych… Teraz sporo rzeczy będzie smutne.
We wtorek – 23 stycznia odbył się pogrzeb. Wziąłem cały dzień wolny. Z daleka przyjechali Miłosz z Olą i Filip z Magdą. Z trochę bliżej Martyna. Ale kościół był pełen, cała rodzina, wszyscy znajomi bliżsi i dalsi przyjechali się pożegnać.
W czwartek urodziny Roberta. Znowu posiedzieliśmy razem, znów dość smutno. Ale jakoś żyć dalej będzie trzeba i wspierać tatę z bacią i Damianem.
Cały poprzedni tydzień, a już szczególnie w ten weekend czuć było wiosnę. Temperatury na plusie nawet w ciągu nocy, słoneczko świeci, śnieg się topi, ptaszki śpiewają, żurawie się drą. Roboty też zaczyna być dużo, tylko Gosia sobie leży. Pewnie też by porobiła, ale jej nie wypuszczamy z łóżka.
W piątek wieczorem do mieszkania zjawili się goście. Ta sama dziewczyna która wynajęła mieszkanie na Sylwestra… Mocno zestresowani czekamy na koniec ich aktualnego pobytu – miał się skończyć dzisiaj, ale przedłużyli do jutra. Oby tylko bez kolejnych szkód.
Zostawiłaś nas Mamo, tak bez słowa, tak niespodziewanie… a przecież tyle jeszcze mieliśmy razem przejść, o tak wiele zapytać…