• Imprezowa Marysia

    Nareszcie kasa na koncie. Podejrzewam tylko, że wydamy ją szybciej niż się o nią staraliśmy… Ale robota pełną parą, dachówki zamówione, okna popłacone. Wygląda to dobrze.

    A my imprezujemy. W sobotę na urodzinach i parapetówie u Mateusza, Marysia ładnie się zachowywała i po opiciu parapetów wróciliśmy do domu dopiero po 11 w nocy.

    A w niedzielę u Kuby. Haloweenowe planszówki, pogadanki itd. Mieliśmy być w szóstkę, ale Leon dostał gorączki i Miłosz z Olą musieli się zmyć, zanim jeszcze my zdażyliśmy przyjechać. I mimo tego, że córka już była trochę mniej grzeczna to w domu byliśmy po północy.

    Wygląda na to, że łatwiej jest zostać dłużej z małym dzieckiem, bo większe wymaga uwagi i łóżka. A takie małe to przytulić, położyć do wózka i już.

  • Pniemy się w górę

    Tak jak było planowane – chłopaki zaczęli w środę budować ściany i mamy już w zasadzie ponad połowę postawioną. W tym tempie w przyszłym tygodniu zaczną szalować stropy. Szkoda tylko, że trafiliśmy w “ciekawe” czasy i kolejne problemy mamy z dachówką – firma nie będzie już produkować naszej dachówki i żaden magazyn już też jej nie ma… Jeszcze nie wiemy co z tym fantem zrobimy… A do tego mimo spełnienia wszystkich warunków dalej czekamy na kasę z kredytu. Maksymalnie do piątku, ale jak nie dostanę do środy to chyba zacznę wydzwaniać…

    Oprócz postępów budowy działo się niewiele w ciągu tygodnia. Oprócz wczorajszej imprezy urodzinowej Miłosza. Zaczętej od partyjki laser taga – bardzo przyjemnej, a zakończyliśmy na planszówkach i spotkaniu ze znajomymi. Niestety bez Gosi i Marysi, bo Leon miał podejrzenie owsików i żeby dmuchać na zimne pojechałem sam.

  • Dziewczyny się wożą

    Tak jak się można było spodziewać wpisy w większej części poświęcane będą teraz córce. W poniedziałek pojechały kolejny raz do Grajewa na poprawkę pępka. A ten wygląda już znacznie lepiej, może już niedługo będzie można pampersy zakładać bez zawijania. We wtorek pierwsze szczepienie… w zasadzie kolejne, bo pierwsza dostała zaraz po urodzeniu… Ważne że poszczepiona. A wczoraj wszystkie trzy zabrały się i pojechały do Ostrowi. Po kurczaki i pokazać córkę ostrowskiej części rodziny.

    Planowaliśmy też chrzciny na za niedługo - bo się wujek odgrażał, że przyleci - ale niestety wyszła mu dodatkowa operacja przepukliny, więc i chrzciny przesunięte na wiosnę. Przynajmniej będzie ciepło

    Budowy powolutku do przodu. W domu stoją już wszystkie materiały, a ekipa od środy powinna zacząć piąć się w górę. A w rozbudowie pomierzyliśmy w końcu okna i na początku przyszłego tygodnia podpiszemy umowę. Teraz już tylko kończymy załatwiać formalności na drugą transzę kredytu i trzeba będzie zacząć płacić faktury.

    W międzyczasie wizyta u dentysty. Na szczęście moje zęby dalej zdrowe i tylko wyczyszczone z kamienia. I następna wizyta za rok.

  • Nareszcie kredyt

    Nasza wspólna saga kredytowa wreszcie dobiega końca i nareszcie z sukcesami. W poniedziałek wybraliśmy się do Suwałk do oddziału banku ING podpisać umowę i związać się już ostatecznie na 30 lat… Ale przynajmniej postawimy dom. Kredyt w ostatniej chwili, bo już trzeba kupować materiały, majstry wchodzą w przyszłym tygodniu! Oczywiście nie obyło się bez niewielkich dodatkowych komplikacji, ale na szczęście rozwiązaliśmy je szybko i już w czwartek po kolejnej wizycie w Suwałkach uruchomiliśmy pierwszą transzę na spłatę obecnego kredytu.

    Pępek Marysi cały czas sprawia nam problemy, różni doktorzy mówią różne rzeczy. Konsultowaliśmy się z Giżycku, gdzie wszystko wyglądało ok, a we wtorek Gosia pojechała do Grajewa gdzie w zasadzie też wszystko ok, ale pępek posmarowali na srebrno – tak na wszelki wypadek. I tak dobrze, że udało się dostać do lekarza praktycznie z dnia na dzień, bo umawiając się w Ełku termin nam dali dopiero na kolejny tydzień.

    Kredyt przyda się też żeby pociągnąć finansowanie rozbudowy, w środę pojechałem pogadać o montażu okien i mam nadzieję, że po pomiarach i zapłaceniu zaliczki zamkniemy pierwszy budynek.