• Robota stoi…

    Tylko robota przy domu oczywiście, bo my dzielnie pracujemy dalej! Robota stoi bo tartak się opóźnia z dostawą więźby. Przekładają już kolejny raz, ciekawe co powiedzą w przyszłym tygodniu… A do tego kolejny raz zostaliśmy pozbawieni dachówek… Nie dość, że sama budowa domu jest dość stresująca, to jeszcze dokłada się sytuacja materiałowa.

    Sami kończymy basen, ze względów oszczędnościowych uznaliśmy, że sami wylejemy posadzkę na ogrzewaniu podłogowym. I prawie nam się udało, gdyby nie zabrakło żwiru do betonu…

    Marysia jeździ po lekarzach. We zeszły wtorek i ostatni – podróże do Grajewa na sprawdzanie pępka. Na szczęście już się wszystko zagoiło, została tylko malutka przepuklina – do zrobienia kiedyś w przyszłości. W środę kolejne szczepienie, ale nie mam pojęcia na co. Oprócz podróży od poniedziałku (8-go listopada) zaczęło się gaworzenie pełną gębą. Już ślicznie zaczyna do nas gadać.

    Zaczął się listopad. Mimo święta, wolnego na poniedziałek nie brałem – nie widziałem sensu na korzystanie z dnia wolnego na jeżdżenie po cmentarzach. Ale zarezerwowałem sobie pół miesiąca wolnego na święta, wtedy sobie człowiek odpocznie. Natomiast w tym tygodnia na 11 listopada i piątek zaraz po nim wolne wziąłem.

    Weekendy mocno imprezowo. W zeszły weekend mama pojechała na “szkolenie” razem z żonami innych ludzi z firmy taty. A ten weekend zaczęliśmy już od czwartku na imprezie patriotycznej z Mariuszem który nas odwiedził z Grodziska, Olafami, Elą i Miłoszami.

    W sobotę po laniu betonu pojechaliśmy do Ełku spotkać się Miłoszem, Olą i Kubą. Dość cichy wieczór przy planszówkach. A w niedzielę urodziny Oskara u Karola i Martyny. Dłuuugi dzień, zaczęliśmy pić w południe a do domu wróciliśmy koło 22…

  • Imprezowa Marysia

    Nareszcie kasa na koncie. Podejrzewam tylko, że wydamy ją szybciej niż się o nią staraliśmy… Ale robota pełną parą, dachówki zamówione, okna popłacone. Wygląda to dobrze.

    A my imprezujemy. W sobotę na urodzinach i parapetówie u Mateusza, Marysia ładnie się zachowywała i po opiciu parapetów wróciliśmy do domu dopiero po 11 w nocy.

    A w niedzielę u Kuby. Haloweenowe planszówki, pogadanki itd. Mieliśmy być w szóstkę, ale Leon dostał gorączki i Miłosz z Olą musieli się zmyć, zanim jeszcze my zdażyliśmy przyjechać. I mimo tego, że córka już była trochę mniej grzeczna to w domu byliśmy po północy.

    Wygląda na to, że łatwiej jest zostać dłużej z małym dzieckiem, bo większe wymaga uwagi i łóżka. A takie małe to przytulić, położyć do wózka i już.

  • Pniemy się w górę

    Tak jak było planowane – chłopaki zaczęli w środę budować ściany i mamy już w zasadzie ponad połowę postawioną. W tym tempie w przyszłym tygodniu zaczną szalować stropy. Szkoda tylko, że trafiliśmy w “ciekawe” czasy i kolejne problemy mamy z dachówką – firma nie będzie już produkować naszej dachówki i żaden magazyn już też jej nie ma… Jeszcze nie wiemy co z tym fantem zrobimy… A do tego mimo spełnienia wszystkich warunków dalej czekamy na kasę z kredytu. Maksymalnie do piątku, ale jak nie dostanę do środy to chyba zacznę wydzwaniać…

    Oprócz postępów budowy działo się niewiele w ciągu tygodnia. Oprócz wczorajszej imprezy urodzinowej Miłosza. Zaczętej od partyjki laser taga – bardzo przyjemnej, a zakończyliśmy na planszówkach i spotkaniu ze znajomymi. Niestety bez Gosi i Marysi, bo Leon miał podejrzenie owsików i żeby dmuchać na zimne pojechałem sam.

  • Dziewczyny się wożą

    Tak jak się można było spodziewać wpisy w większej części poświęcane będą teraz córce. W poniedziałek pojechały kolejny raz do Grajewa na poprawkę pępka. A ten wygląda już znacznie lepiej, może już niedługo będzie można pampersy zakładać bez zawijania. We wtorek pierwsze szczepienie… w zasadzie kolejne, bo pierwsza dostała zaraz po urodzeniu… Ważne że poszczepiona. A wczoraj wszystkie trzy zabrały się i pojechały do Ostrowi. Po kurczaki i pokazać córkę ostrowskiej części rodziny.

    Planowaliśmy też chrzciny na za niedługo - bo się wujek odgrażał, że przyleci - ale niestety wyszła mu dodatkowa operacja przepukliny, więc i chrzciny przesunięte na wiosnę. Przynajmniej będzie ciepło

    Budowy powolutku do przodu. W domu stoją już wszystkie materiały, a ekipa od środy powinna zacząć piąć się w górę. A w rozbudowie pomierzyliśmy w końcu okna i na początku przyszłego tygodnia podpiszemy umowę. Teraz już tylko kończymy załatwiać formalności na drugą transzę kredytu i trzeba będzie zacząć płacić faktury.

    W międzyczasie wizyta u dentysty. Na szczęście moje zęby dalej zdrowe i tylko wyczyszczone z kamienia. I następna wizyta za rok.