• Nowy roczek z córką

    Święta się skończyły i kwarantanna też się skończyła. Co prawda w inny dzień niż uważałem i mnie policjant telefonem przyłapał poza domem, ale chyba jakoś mnie mama wykłamała. Do tej pory przynajmniej nikt się nie przyczepił.

    A poza domem byłem, bo we wtorek pojechałem z Proceedem do Olsztyna na poprawki zderzaka na którym widać było odpryski po kamieniach na drodze. Zostawiłem i wróciłem do domu zastępczym – na szczęście dostałem coś lepszego niż ełcka Panda, całkiem nowego prawie elektrycznego ceeda. Nie lubię prawie elektrycznych samochodów ;). W czwartek odebrałem gotowy samochód po kolejnej podróży do Olsztyna.

    W piątek z samego rana wybraliśmy się z tatą busem do Ełku, żeby odebrać zbiornik buforowy i dwa solary na dach. Po powrocie i pierwszym po przerwie dłuższym spacerze z Karmelem pojechaliśmy z mamą do Ełku kolejny raz. Odebrać tatę, odebrać wyniki mamy ze szpitala i po kilka sprawunków spożywczych. I tego ostatniego żałowaliśmy najbardziej – w Bi1 pustki na półkach prawie jak za komuny, a z Kauflandu w zasadzie nie dało się wyjechać. Więcej czasu spędziło nam czekanie na parkingu niż pobyt w sklepie. I tak dobrze, że ostatecznie wykorzystaliśmy trochę znajomość parkingu i zmiana decyzji pozwoliła nam na wyjechanie, bo inaczej to chyba byśmy nie zdążyli przed północą.

    Mówiąc o północy. Niestety, ze względu na kwarantannę Marysi nie mogliśmy się razem wybrać na imprezę do Mateusza, ale że mieliśmy (mówiąc mieliśmy, mam na myśli, że Gosia miała) przygotowane prezenty, to wybrałem się na wychodne. Z prezentami i flaszką. Prezenty wręczyłem, flaszkę wypiłem, posiedziałem chwilę i wróciłem do domu. Resztę wieczoru Sylwestrowego spędziliśmy oglądając do końca Expanse przy drinkach. Odcinków wystarczyło idealnie na trochę po północy, więc poszliśmy spać o normalnej porze ;).

    To nam pozwoliło na popracowanie w sobotę – dobrze zaczęliśmy rok. Skończyliśmy ścianę w rozbudowie, tata się spieprzył z palet i bloczków (na szczęście bez uszkodzeń) i przygotowaliśmy wszystkie okna pod montaż, który jeśli dobrze pójdzie powinien się zacząć i skończyć w przyszłym tygodniu.

  • Świąteczna kwarantanna

    Mama nam przyniosła koronawirusa w prezencie przedświątecznym. Zdążyłem tylko w poniedziałek pojechać do Warszawy po Roberta, a w środę z tatą jadąc na zakupy do Makro już czułem się niezbyt. Mama potwierdzona od środy, Gosia od piątku, a my z tatą od niedzieli.

    I tak całe święta bez żadnego ruchu, żadnych gości – ciężko, szczególnie Gosi kiedy u jej taty nie za bardzo miał kto pomagać. I z Robertem w zasadzie się nie spotka…

    Nawet Wigilia ciężka, bo mieliśmy spędzić ją w więcej osób, a zakończyło się na czwórce.

    O tyle dobrze, że wszyscy wirusa przeszliśmy dość lekko, jak grypę. Nawet nieszczepiona Gosia jakoś przetrwała, chociaż nie mogłą się nawet wspomagać lekami ze względu na Marysię. I sama Marysia też tylko z katarkiem.

    Jedyny plus – pełno czasu na oglądanie Expanse z rodzicami.

  • Karmel bez kołnierza

    Karmel po dwóch tygodniach w kołnierzu mógł go nareszcie zdjąć. I jemu lepiej i nam. Dodatkowo przez zimę wypadły już dwa tygodnie bez spacerów, lenistwo mnie coś złapało i ciężko się zebrać rankami. Jakoś trzeba będzie.

    Przez zimę też trzeba było załatwić wymianę opon, bo trochę niebezpiecznie i ślisko na lodzie na letnich.

    W sobotę niewielka Mikołajkowa impreza u Mateusza i Pauliny w składzie staro-liskowym. Liskowym bym go nie nazwał, bo Miłosz z Olą na razie ełccy, a Emila z Michałem nadal białostoccy. Coś zjedliśmy, trochę popilismy, trochę planszówek i innych gier. Przyjemny wieczór.

  • Kolejny rok

    Kolejny rok mi trzasnął nie wiadomo kiedy. Się nazmieniało, a Photosy mi przypominają, że kilka lat temu się wylegiwaliśmy na słoneczku. A teraz tutaj się nam zima zaczyna, ciemno wcześnie, śnieg, zimno. Brrr.

    Robota na budowach jakoś idzie. Skończyliśmy lanie posadzki w basenie w ostatniej chwili, bo kilka dni później dostarczyli dwie ciężarówki styropianu na ocieplenie i akurat mogliśmy go wsadzić w basen. No i mamy na domie strop. Równiejszy od chudziaka. Teraz tylko trochę czekania i miejmy nadzieję, że niedługo będzie dach.

    Marysia nam ładnie rośnie na szczęście, tylko straszna mamoza jej się włączyła. Ani nijak się nie da dłużej bez mamy pobyć, nie da się pospać nie u mamy na rękach. Z Gosią wszędzie… również na sobotnie urodziny Zuzi.

    A Karmel od wtorku w kołnierzu. Kastracja + usunięcie torbieli z okolicy oka. Biedny przyjechał we wtorek, a w środę już jakby nie pamiętał o zabiegu. Weź i go oszczędzaj, jak głupawki dostaje bo na razie na spacery nie chodzimy… Jeszcze tydzień mu został.