Wielkanoc minęła w zasadzie bez żadnych specjalnych wydarzeń. Ot przyszła, odrobinkę odpoczęliśmy i sobie poszła. Jedyną rzeczą wartą wspomnienia była mała imprezka u teścia gdzie w końcu poznałem Jolę – nową wybrankę.
W weekend po Wielkanocy panowie z Toyoty podstawili nam na podwórkę Camry – śliczny i luksusowy sedan do testów. Za darmo i nawet sami się do nas zgłosili. Korzystając z okazji i miłego słoneczka pojechaliśmy na wycieczkę do Giżycka przejść się nad jeziorem i wypić kawkę w kawiarni. I wszyscy zadowoleni, łącznię z Marysią która sama zeżarła dwie gałki lodów.
Ostatnie dni kwietnia mocno intensywne na froncie budowlanym, bo na basen weszła ekipa od folii. Dwa dni, zarobili krocie, ale folia zgrzana, położona i nawet trochę wody nalane (potrzebne technologicznie). Od razu Marysia się wytaplała i nawet zaliczyła rejs pontonem.
Majówka niezwykle ale z dniem wolnym. A to z powodu wizyty mojej i Marysi u laryngologa. W końcu poszliśmy, żeby dowiedzieć się skąd te ciągłe katary. Podobno jakieś chronicznie niealergiczne nieżyty nosa i się będziemy leczyć sterydami. Zobaczymy, czy da coś cokolwiek…
Korzystając z pięknej wiosennej pogody zaprosiliśmy też gawiedź liskową na grilla i wszyscy chętnie się zjawili – mimo tego, że zaproszenie było z koszykiem własnym. A, że wszyscy z dziećmi to i zaczęliśmy o nieludzkiej południowej godzinie, a skończyliśmy wczesnym wieczorem. Gdzie te prawie całonocne imprezy? Zestarzał się człowiek.