• Wielkanocnie

    Trochę wolnego od Londyńskiej roboty, a ze względu na gości trochę też delikatniej w robocie budowlanej – żeby ich nie wystraszyć od kolejnych przyjazdów. Bo gości świątecznych mamy – w końcu po prawie dwóch latach? Czy mogę ponad roku? Zjawili się u nas Przemki. I to z Filipem, bo skoro już nie z Magdą to nie ma wymówki, że zostaje z nią. Ale się nie dopytywaliśmy co się stało i czy ma nową, tylko przeczucie, że ma bo zbyt dużo czasu spędzał w komórce ;)

    Oprócz tego święta minęły spokojnie, trochę tylko cichego czasu między Gosią i Olą – pożarły się jak zwykłe z tydzień temu bodajże o głupoty i chociaż Gosia z moją pomocą pisała jakieś wiadomości – to na razie chyba Ola dalej obrażona… eh te dramaty.

    W zeszły poniedziałek też wziąłem wolny – tym razem wizyta u dermatologa w Białymstoku. I chyba nareszcie przepisane leki działają, bo Marysi skóra już po dwóch dniach wygląda znacznie lepiej. Wyszło jednak atopowe zapalenie skóry, które może nam długo sprawiać kłopoty… ale będziemy walczyli. Jeszcze jakby był facet… ale jest babka, więc skórę musi mieć ładną ;)

    A okien nie ma XD

  • Rozstania?

    Nasypało się wieści. Mama rozmawiając z Przemkami i zapraszając ich na święta dowiedziała się, że Filip z Magdą się rozstali. Coś nie może znaleźć jakiejś fajnej dziewczyny dla siebie, a kilka fajnych już przerobił…

    A znowu w niedzielę, przy szybkich planszówkach z Miłoszem gruchnęła wiadomość, że Kuba rozstał się z Patrycją. Niesamowite aż, bo wszyscy tylko czekali, aż coś się rozwinie poważniej po tylu latach. I koniec.

    Nie tylko Marysia leczy stopy u podologa, Gosia też się wyrwała we wtorek, żeby zadbać o paznokcie u stóp. Ale nie skorzystała z okazji własnych zakupów, bo mama ją wysłała po brakującego królika na pasztet świąteczny. I musiała załatwić sprawunki.

    Mama kursuje teraz regularnie do Białegostoku, żeby sobie zęby naprawiać, w poniedziałek zakładała implant, w przyszłym tygodniu jakieś kolejne leczenie, potem kilka miesięcy przerwy i kolejne zęby.

    Tata pompuje wszystkich znajomych. Jakiś czas temu zapompował Balcerków – bardzo zresztą z tego powodu zadowolonych, a w środę pojechał pompować Przemków. I też chyba zadowoleni.

    A budowlanie coś poszło do przodu, chłopaki pojawili się na kilka dni i dokończyli ocieplanie rozbudowy oraz klejenie siatki. I wygląda to już jak gotowy budynek. Teraz więcej roboty zostało nam wewnątrz, bo dalej ciągniemy kotłownię i kolejną ściankę działową. A wczoraj ni z gruszki, ni z pietruszki zadzownił do mnie gość z verteksa, że nam okna będą montowali we wtorek. Ciekawe, czy się wyrobią, bo mamy swoje wątpliwości…

  • Zimowa wiosna

    Przyszła wiosna… W środę u nas posypało śniegiem, a w Białym napadało dobre 10 centymetrów. A tak się już człowiek cieszył na cieplejsze dni.

    Problemy skórne Marysi nadal trwają. W poniedziałek na kontroli chirurg potwierdził, że na USG nic złego nie widać. Natomiast w czwartek drugi dermatolog dał całkowicie inną diagnozę od pierwszego. Szkoda tylko, że nie wygląda żeby którykolwiek pomagał. Teraz Gosia myśli o wizycie u trzeciego – już w Białymstoku. Oprócz skóry, odziedziczyła też problemy z paznokciami u stóp, największy trochę wrasta. Kolejna wizyta i specjalisty i wyszliśmy z zestawem zaleceń, jak dbać o stópki. No i dbamy.

    Z innych wieści – wojna na Ukrainie dalej trwa, budowa też dalej trwa.

  • Pierwszy ząbek!

    Marysia długo wyczekała na swój pierwszy ząbek, ale w końcu się pojawił. Pierwsza biała kropka :). Czekała tyle czasu, że aż babcia zdążyła z sanatorium wrócić.

    W ciągu tygodnia sporo wyjazdów do Ełku i poza. Chyba wspominałem wcześniej o Marysiowej dupci i jakimś mankamencie. Żeby było bezpiecznie w poniedziałek pojechaliśmy do chirurga na obejrzenie zmiany, w środę na usg zmiany – i wygląda na to, że to tylko kosmetyka. Potwierdzimy na wizycie kontrolnej jutro, ale nic złego się nie spodziewamy.

    W środę razem z Karmelem przebiliśmy się przez remontowany Ełk na szczepienie do weterynarza. Przy okazji zważyliśmy cielaka i wyszło, że ma odrobinkę ponad 40 kilogramów. Cielak. Ale i tak nie przytyło mu się jakoś strasznie po kastracji, więc nie jest źle.

    A w niedzielę wybraliśmy się na wizytę do Płońskich. Droga do i z Białegostoku w zasadzie bezproblemowa, ruch nieduży. Wizyta przyjemna, pogadane, prezenty powymieniane. I teraz będziemy czekali na rewanż przyjazdowy.