• Nieudane wyjazdy

    Wpis z dwóch tygodni, bo wcześniejszy tydzień był tak nudny, że nikt nie pamięta co się działo. Oprócz nawiązania weekendowego, w sobotę z tatą żeśmy mocno pociągneli na budowie cały dzień – dokończyliśmy ścianki, sufity w kotłowni, parę kabli i skończyliśmy zadowoleni.

    A w niedzielę odwiedziliśmy Karola na urodziny. Imprezę miał co prawda w sobotę, ale teraz w ciągu dnia ja zajęty, a wieczorem Marysia śpi. I tak jesteśmy trochę uwiązani. Mieliśmy się wyrwać w ten weekend na wielką rodzinną wyprawę do Malin. Z córką i psem. I wszystko już szło na dobrej drodze, a tutaj w czwartek Malina zadzwonił i oznajmił, że Monia trafiła do szpitala z bliżej nieokreślonego powodu. No i odpoczywać musi, więc goście odpadają. I dalej się nigdzie nie ruszyliśmy…

    Zamiast się napić z Malinami, w sobotę starałem się pomagać z Marysią, żeby Gosia mogła ogarniać dom, a w niedzielę ruszyłem do roboty, a Gosia zaprosiłą koleżankę z dawnej pracy na plotki. No i aktualnie jesteśmy sami przez cały tydzień. Rodzice od piątku wieczór, do następnej soboty na luksusowym rejsowaniu gdzieś po Morzu Śródziemnym (i kawałku oceanu?).

    W czwartek obchodziliśmy Dzień Matki. Gosia swój pierwszy w życiu – i nawet kwiatka dostała!

  • Wybieramy auta

    “Niedługo” kończy nam się wynajem proceeda. Fajny samochodzik, ale trochę nieprzystosowany do rodzinnej jazdy. W normalnych czasach pewnie jeszcze bym nie myślał o nowym, ale w dzisiejszych czasach trzeba czekać półtora roku na Skodę! Na Skodę!… Więc po przejrzeniu całego internetu, jednak najprawdopdobniej zdecydujemy się na znienawidzonego suva, toyotę rav 4. Też nie konfigurowaną pod siebie, ale model który nam odpowiada powinien być dostępny na listopad.

    Skorzystaliśmy z oferty przedstawiciela w Ełku i żeby lepiej przetestować samochód wzięliśmy go wczoraj z salonu, a dzisiaj powoziliśmy się na chrzciny Mai. Ot, mała imprezka w mieszkaniu, Gosia jako chrzestna w kościele, a ja z naszą malutką zaliczyliśmy przyjemny spacer w Stradunach.

    Muszę też przeprosić baby – co prawda zderzak dalej zarysowany, ale kluczyk się znalazł w jakiś sposób w moich spodniach które rano założyłem. Na pewno Gosia podłożyła :P.

    W poniedziałek zabrałem Karmela do Ełku, zważyliśmy się i kupiliśmy porcję odstraszaczy kleszczowych. Prosiak potrzebował już porcji dla psów powyżej 40 kilogramów.

    W czwartek Gosia się strzygła. Razem z Bezą. Tak jakoś wyszło zgranie terminów. Po raz pierwszy Marysia została tak długo z babcią – bo dobre 4 godziny. Ale dały radę wszystkie!

  • Okiennie

    W zeszły wtorek dość niespodziewanie i bez zapowiedzi przyjechali monterzy z oknami. Dwa dni i okna zamontowane. I do tej pory nikt z firmy się nie odezwał, że należałoby zapłacić za montać :D

    A oprócz tego budowlanie, chłopaki od taty w tym tygodniu porobili dwa dni i powiesili na basenie pod dache rurę od rekuperatora. A my w weekend przygotowujemy wszelkie instalacje na podłodze – może niedługo udałoby się zacząć wyrównywać i kłaść styropian?

    W środę mocno wyjazdowo. Gosia z Marysią i mamą wybrały się do Ostrowi na spotkanie z wujkiem Tadzikiem i dogadanie ostatecznego terminu chrztu. A tata zrobił wyjazd pracowy do Suwałk z którego wróćił mocno późno, bo jak się okazało, nalał do diesla benzyny… i stracił tylko sporo czasu i kasy, żeby go wyczyścić. Na szczęście znalazł jakiegoś Szewczyka w Suwałkach który mu pomógł, bo tak to chyba trzebaby było po niego jechać.

    W majówkę ja przepracowałem normalnie, bo żadnych planów nie zrobiliśmy. Z gości to tylko Miłosze przyjechali do nas w niedzielę – i pochwalili się, że ich starania się zakończyły sukcesem i sprawią Leonowi rodzeństwo.

    Dopiero kilka dni temu Marysia zaczęła przekręcać się z brzucha na plecy. Trochę w tyle jest od sąsiadki, ale dalej chyba w normie, więc nie martwimy się. Coraż bliżej do samodzielnego przemieszczania się.

    A w weekend trochę relaksu, wczoraj wybraliśmy się na krótkie ognisko do Kuby nad jezioro, a dzisiaj pierwsze w życiu kinderparty z okazji czwartych urodzin Róży.

  • Daj babom samochód…

    Zapomniałem chyba napisać jakiś czas temu – mama wzięła proceeda, pojechała do Wydmin odebrać z apteki leki dla Marysi i zarysowała zderzak o jakiś słupek parkingowy… a w tym tygodniu jak wróciłem z Ełku po wymianie opon na letnie, Gosia wybrała się z Marysią do Martyny – po czym zgubiła jeden z kluczyków do proceeda… A ja co? Zgłaszaj straty, załatwiaj nowe kluczyki – jakbym nie miał lepszych rzeczy do roboty…

    Trwają natomiast poszukiwania samochodu na wymianę proceeda, bo już w listopadzie kończy się wynajem. Przejechałem się z tatą nowym Sportagem – fajny, ale idea jest taka, żeby wziąć większe auto, a Sportage oprócz tego, że wyższy to wiele większy nie jest. W przyszły tygodniu spróbujemy Tucsona. Największy problem niestety w tym, że jest parę fajnych dużych wozów, ale kosztujących więcej niż chcemy.

    Dalej dzielnie ciągniemy prace w rozbudowie, w ten weekend wciągnęliśmy do kotłowni pompę ciepła i bufor. Zostało podłączenie, chociaż będzie dość ciasno. Gorzej, że jeszcze ciaśniej jest z rekuperatorem na basen – nie wchodzi nam zupełnie nigdzie. Musimy kombinować z opuszczaniem sufitów i budową specjalnych podestów, żeby go gdzieś umieścić. A umieścić go trzeba.

    A okien dalej nie ma xD. Może się okazać, że jednak dachówki będą szybciej, bo w końcu odezwali się przedstawiciele, że da się zamawiać. Drogie jak cholera, ale też trzeba brać…