Coś kojarzę, że to już kolejny urlop tego typu? Chociaż poprzednio to może było tylko parę dni, żeby zrobić na szybko jakąś robotę. A teraz pełne dwa tygodnie z ambitnymi zamiarami pociągnięcia budów do kolejnych etapów. Wydatnie pomagają w tym ekipy taty – jakieś budowy się im poprzesuwały i mamy w zasadzie pokończone wszystkie instalacje rurkowe w domu i po podłodze została tylko elektryka zanim będzie można kłaść styropian. A na basenie ciągniemy styropian, żeby przygotować podłoże pod podłogówkę.
W zeszły wtorek pojechaliśmy z Karmelem na kontrolę ucha i badania krwi. Z uchem wszystko super, a z krwi wyszło, że musimy suplementować fosfor. Nie wiadomo, czy to wystarczy, żeby przestał żreć beton ale spróbujemy.
Żeśmy przeżyli ósmą rocznicę ślubu i Marysia nam prezent zrobiła, bo zaczęła w ten dzień raczkować. I teraz codzienne odkurzanie, bo śmiga w pięknym tempie.
Od czwartku siedzimy w domu bez mamy. Pojechała do Ostrowi na tydzień, żeby zaopiekować się babcią Lodzią – ciocia Tereska z wujkiem pojechali do sanatorium trochę odpocząć.
