• Urlop budowlany

    Coś kojarzę, że to już kolejny urlop tego typu? Chociaż poprzednio to może było tylko parę dni, żeby zrobić na szybko jakąś robotę. A teraz pełne dwa tygodnie z ambitnymi zamiarami pociągnięcia budów do kolejnych etapów. Wydatnie pomagają w tym ekipy taty – jakieś budowy się im poprzesuwały i mamy w zasadzie pokończone wszystkie instalacje rurkowe w domu i po podłodze została tylko elektryka zanim będzie można kłaść styropian. A na basenie ciągniemy styropian, żeby przygotować podłoże pod podłogówkę.

    W zeszły wtorek pojechaliśmy z Karmelem na kontrolę ucha i badania krwi. Z uchem wszystko super, a z krwi wyszło, że musimy suplementować fosfor. Nie wiadomo, czy to wystarczy, żeby przestał żreć beton ale spróbujemy.

    Żeśmy przeżyli ósmą rocznicę ślubu i Marysia nam prezent zrobiła, bo zaczęła w ten dzień raczkować. I teraz codzienne odkurzanie, bo śmiga w pięknym tempie.

    Od czwartku siedzimy w domu bez mamy. Pojechała do Ostrowi na tydzień, żeby zaopiekować się babcią Lodzią – ciocia Tereska z wujkiem pojechali do sanatorium trochę odpocząć.

  • Chwila relaksu

    Albo jakoś niewiele się działo przez ostatnie dwa tygodnie, albo człowiek skleroza i nawet pamięć zewnętrzna nie pomaga.

    Bo nie działo się w zasadzie nic. Praca, praca od rana do wieczora łącznie z weekendami. Gosia z Marysią tak samo – albo i dłużej, bo i w nocy. Na szczęście efekty pracy są, wypłata jest, a i na budowach coraz lepiej to wygląda.

    W zeszły piątek zapomnieliśmy dopilnować, żeby rodzice się wybrali na koncert zafundowany z okazji imienin taty. No i się nie wybrali i tylko na następny dzień dostałem prośbę o recenzję wydarzenia… Jakby kurde nie mogli też przypomnienia o wydarzeniu PRZED wysłać…

    Karmel jakieś niewielkie problemy z uchem ma, byliśmy u weterynarza i dostał do zakraplania jakieś leki. Na kontroli sprawdzimy, czy wszystko dobrze, a przy okazji też zrobimy kontrole krwi – żeby sprawdzić, czy wszystko z psiskiem dobrze, bo dalej żre beton jak głupi.

    Wczoraj wieczorem wpadł do nas Kuba na planszów, aczkolwiek skończyliśmy wieczór na kompromitowaniu się poziomem wiedzy w iKnow. A dzisiaj – po krótkiej pracy – wybraliśmy się do niego, żeby pierwszy raz obejrzeć żaglówkę którą kupił. No i nie mogłem przepuścic okazji krótkiego przepłynięcia się po jeziorze. Przyjemnie było bardzo i czasami taki dzień bez pracy jest potrzebny…

  • Czerwony dach

    Nareszcie, dachówka jest, chłopaki przyszli i zaczyna wyglądać! Jak zwykle nie mogło pójść bezproblemowo, ale rozwiążemy i zbudujemy.

    Poniedziałek pełny wydarzeń. Razem z Gosią wieczorem wizyta z Marysią u fizjoterapeutki. No i się okazało, że troszkę opóźniona jest mała w rozwoju ruchowym, ale nie tragicznie. Wyszliśmy z zestawem ćwiczeń i kolejną wizytą za 2 miesiące. A po powrocie okazało się, że tata przejechał bok carensa na trasie do Suwałk – się telefonem zajął…

    Trochę podróży dalszych też się zebrało, ale już beze mnie. We wtorek Gosia z mamą pojechały do Ostrowi w celach towarzyskich, a w piątek dobrały do towarzystwa Elę i wybrały się do Białegostoku. Tym razem już w celach dentystycznych (mamie wyrwali zęba), zakupowych w Makro i testowych do wyboru nowego fotelika samochodowego do Marysi.

    A dzisiaj impreza imieninowa u teścia. Najpierw trzeba się było zająć Marysią kiedy Gosia pomagała w przygotowaniach, a późnie wymiana. Gosia poszła spać, a ja grillowałem. I piłem.

  • Odpieluchowanie czas zacząć

    Jeszcze lata całe pierwszy i najważniejszym tematem dziennika będzie Marysia. Ale tego się należało spodziewać. No to od tego tygodnia Marysia już potrafi zawołać wszystkich domowników. I mama i tata i baba i dziadzia. Tylko Karmela i Milę jeszcze niezbyt. W piątek mama z zakupów wróciła z nocnikiem. No to posadziliśmy małą bez nadziei na sukces. A tu zaskok całkowity, siku na nocniku jest robione bez najmniejszego problemu i nawet raz się kupa trafiła. Jak kot wie, że na nocniku się załatwia :D.

    Gosia na wtorek się umówiła z Martyną i mimo tego, że lało cały dzień to dziewczyny z dzieciakami spędziły go razem. Się okazało później, że ostatnia chwila na spotkanie, bo już dzisiaj, kiedy chcieliśmy wpaść do Martyny żeby jej złożyć życzenia urodzinowe to już Róża z gorączką i kaszlem się nie nadawała na przyjmowanie gości. Musimy czekać, aż dzieciaki pozdrowieją, żeby się spotkać.

    A wczoraj w ramach prezentu rocznicowego rodzice wybyli do Ełku na Mulatkę którą im załatwiliśmy. I mimo dość jesiennej aury bawili się dobrze.