Niebywałe są te kalendarze szpitalne. Jak człowiek jest na miejscu i próbuje zarejestrować córkę na kolejny rok na kontrolę oczu to się nie da – bo nie ma jeszcze kalendarza na kolejny rok i trzeba dzwonić w styczniu. A jak się zadzwoni w styczniu, to zapisują – ale już na następny rok! I tym sposobem Marysia na kontrolę oczu jest zapisana na 2024… Dobrze, że nie na rano.
Poprzedni weekend, pierwszy po chorobie i wszyscy się ruszyliśmy z domu. Mama pojechała do Ełku zobaczyć malutką Laurę, Gosia zapakowałą się w samochód pierwszą imprezę urodziną chrześnicy Mai, a my z tatą w saunie zrobiliśmy sufit. I jako jedyni trochę jeszcze przeceniliśmy siły na zamiary, bo się okazało że mimo braku choroby jeszcze do pełni sił nie wróciliśmy. Ale daliśmy radę! Może to dobrze, że w poprzedni piątek siatkówki nie było…
Ale za to była w tym tygodni, gdzie już w pełni sił wróciliśmy do chociaż jednej aktywności sportowej tygodniowo! I to w pełnych składach – chyba postanowienia noworoczne na razie wszystkich trzymają.
Gosia po wielu telefonach i tygodniach w końcu ściągnęła na podwórko wiertaczy gwarancyjnych. Od środy kopali, w piątek wpuścili sondę i już w sobotę podłączyliśmy ją pod pompę. Wszystko działa! Teraz została kwestia pieniężna, ale jak już wykopane to na spokojnie można o tym rozmawiać. I niezależnie od tego co w końcu wyjdzie na pewno będzie taniej niż kopanie odwiertu przez nowych wiertaczy w pełnej cenie – więc opiliśmy sukces.
Opiliśmy też sukcesy mamy, która po kilku tygodniach dzielnego ćwiczenia w śpiewaniu w piątek wieczorem zaprezentowała się na recitalu grupowym. I podobno bardzo ładnie im to wyszło, niestety razem z tatą się siatkówkowaliśmy, a Marysia mogłaby nie pozwolić Gosi docenić śpiewania (albo sama zacząć śpiewać głośniej). Ocenę opieramy więc tylko na przekazach ustnych.
W weekend oprócz standardowej pracy okołobudowlanej przeżyliśmy kolejny już dzień babci i dziadka. Marysia wręczyła komplet personalizowanych ręczników – wygląda, że postawiła na praktyczność. No i w końcu wszyscy wybraliśmy się na proszony obiad do Ełku nacieszyć oczy najnowszą Szewczykową.