Tata już od świąt chciał, żebym na początku marca pojechał z nim do Austrii na targi łodziowe. Napalił się strasznie na składany katamaran – bardzo fajny zresztą. No i w środę się zapakowaliśmy wieczorem do samochodu, żeby przespać się w Warszawie i skrócić trochę pierwszy dzień jazdy. Zupełnym przypadkiem zabraliśmy też ze sobą Przemka i pojechaliśmy. Tulln w Austrii śmieszne, miasteczko wielkości Ostrowi, ale z ogromną ilością knajp (w większości pustych i nic dziwnego), zabytkowym starym rynkiem, no i centrum wystawowym tak dużym, że się w nim zgubiliśmy. Tylko to ostatnie da się wytłumaczyć bliskością Wiednia, bo reszta nas mocno zaskoczyła.
Na samych targach ogromna ilość wszystkiego związanego z wodą, całe masy motorówek i żaglówek, akcesoriów, czarterów. 10 hal pełnych. A w tym wystawca katamaranów, którego po obejrzeniu i wypytaniu sprzedawcy, tata wziął i zamówił jeden. Zaraz następnego dnia podróż powrotna, dobrze że z Wiednia jest bliżej do domu niż z Włoch i na jeden raz bez problemu da się przejechać.
Gosia od jakiegoś czasu kontaktowała się z arborystami w sprawie przycinki naszej przydomowej brzozy, a w poniedziałek zjawiła się dwójka, wspięła się na drzewo i po kilku godzinach brzoza zadbana. Nie wycięta i mamy nadzieję, że dalej będzie ładnie rosła.
W ciągu tygodnia mieliśmy Dzień Kobiet, już myślałem że nie uda mi się kwiatków dziewczynom kupić, ale Gosia chciała kupić buciki Marysi więc skorzystałem z okazji. Nawet nadprogramowe kupiłem, bo rano Gosia dostała życzenia od Karola i kazała zrewanżować się tym samym Martynie. Wolę jednak osobiście z kwatkiem, więc oprócz róż dla Gosi, Marysi i mamy, kupiłem dwie dodatkowe dla Martyny i Róży. Się ucieszyły obydwie z niespodzianki. A Marysia oprócz busików od mamy dostała też kwiatka od pani sprzedawczyni i też była bardzo zadowolona.
A już następnego dnia (albo i tego samego), nadszedł czas na pierwszy spacerek małej. Sama przeszła prawie całą drogę do dziadka Mirka!
W piątek był też dzień mężczyzny i dostałem całusa od swoich.
Niestety od wczoraj zauważyliśmy ropiejące oczka u małej, chyba zaraziła się jakimś zapaleniem spojówek. Leczymi kropelkami przeciwzapalnymi i dzisiaj jest na szczęście lepiej. Choróbska dzieci jak zwykle przeszkodą spotkaniową, w ten weekend nawet dwie okazje nam przepadły. W sobotę miała być impreza urodzinowa Oli, ale Marysia i Laura nam przeszkodziły. A na dzisiaj Gosia umawiała się na drinka z Martyną, ale znowu Marysia i Oskar im przeszkodziły. I takie to plany.
Dzisiaj mieliśmy niespodziewanego gościa na podwórku. Mama za domem zobaczyła pasącego się jelonka, w jakiś sposób dostał się na podwórko i zapewnił nam kilka chwil rozrywki.
Na budowie do przodu, przed posadzkami musimy skończysz wszystkie styropiany. Salon już zrobiliśmy, w tym tygodnia byli chłopaki od taty ułożyć podłogówkę. W ten weekend posprzątałem cały garaż i układamy styropian. Zostaną nam tylko dwa weekendy do dokończenia korytarza i gabinetu, a potem miesiąc czekania na posadzkarzy.