Takie wpisowo-datowe urodziny, więc dla odmiany wpis dziejszy robię ja, gdyż mąż mój jest “zapracowany” poprzez lenistwo kanapowo-weekendowe :-P
Otóż tak:
Wiewióry stają się coraz bardziej przyjacielskie, co wyrażają poprzez wpakowywanie swoich puchatych zadków na nasze tutejsze włości. I nie to, żebym miała coś przeciwko, oj nie :) Jednakże ich liczba zaczyna niepokojąco wzrastać, gdyż z dokarmianej pary zrobiło się niezłe trio, co przekłada się na błyskawiczne opróżnianie zawartości paczki fistaszków, a przeca to jeszcze nie zima!
W domu bez zmian, może oprócz moich “zdolnosci kulinarnych”, które poszerzają się o coraz to nowsze eksperymenta w kuchni, także Kamil przeżywa czasem prawdziwne “kuchenne rewolucje”.
Co do pracy to nadal bezrobotna gosposia ze mnie, ale mąż mój za to rozkwita istnie towarzysko i nie tylko, stołując się we wtorek anglijskimi brurgerami na firmowej kolacji (a ja pilnując Oskara i zarabiając kolejne funciory na przyszłe zakupowe szlaństwo) oraz ziemniakowo-jajecznnym daniem na śniadanie we środę, z racji integracji śniadaniowo-deweloperskiej w Kamilowej firmie.
Poza tym bez większych rewelacji, chłód na dworze odczuwalny coraz bardziej, co oznacza zbliżającą się zimę i Święta…które to będziemy spędzać tutaj, ze względu na wysokie koszta przelotowe….



