No i zaczęliśmy nowy rok. Jeśli to prawda co mówią, że cały rok będzie jak początek nowego, to czeka nas dużo grania w planszówki! Miałem rację, pierogi pod koniec wizyty rodziców wyszły nam bokiem, Gosia w dalszym ciągu mówi, że odczuwa ich wpływy… Ale zjedliśmy praktycznie wszystko co przywieźli i co sami zrobiliśmy – śledzie, pierogi, zupę grzybową, ciasta, sałatkę warzywną, zostało tylko trochę mięsa pieczonego.
Plan tygodnia wyszedł chyba w całości, nałaziliśmy się, że aż nam nogi właziły tam gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Obejrzeliśmy zatłoczone centrum, przespacerowaliśmy się po Hyde Parku, zaliczyliśmy Science Museum, napiliśmy się piwa w prawdziwym angielskim barze (znaczy ja coli, reszta piwa), zjedliśmy fish & chips, zagraliśmy w snookera, kupiliśmy nową planszówkę z którą dzielnie przegrywaliśmy. Obejrzeliśmy też fajerwerki z Richmond Park po których spodziewaliśmy się czegoś więcej, ale i tak było fajnie.


Wyjazd rodziców natomiast był bezproblemowy jeśli nie liczyć braku biletów – okazało się, że Miłosz kupił im takie w jedną stronę. Dobrze tylko, że sprawdziliśmy i wyszło to wcześniej, mogliśmy im kupić bilety autobusowe. Odstawiliśmy ich na dworzec autobusowy, wsadziliśmy do autokaru. W Polsce wylądowali nawet pół godziny wcześniej co natychmiast stracili, bo okazało się, że padł im akumulator w Kii i musieli czekać, aż pojawi się ktoś z kablami i pomoże odpalić.
My natomiast cały weekend się leniliśmy w czym bardzo pomocna była aura pogodowa i deszcz padający całą sobotę. Niedziela objawiła się złym samopoczuciem więc po powrocie ze mszy dalej się leniliśmy śpiąc.
Przyszły tydzień to ambitny plan Gosi żeby się odchudzać, w związku z czym zakupiliśmy robota kuchennego i dużo zdrowego jedzenia. Gosia się odgraża, a ja ją dopinguję – może na wesela założy jakąś obcisłą sukienkę?
A ja wracam do pracy, bardzo fajnie było wziąć płatny urlop (mój pierwszy w życiu) i bardzo ciężko jutro będzie wstać rano… A już w piątek zjawiają się kolejni goście w osobie Kuby z koleżanką (znaczy Anią Rejewską). Oni na szczęście widzieli już prawie wszystko w Londynie, więc wizyta będzie znacznie mniej intensywna i podejrzewam, że znowu pogramy sporo w planszówki!
A o tym, że ostrzygłam to nic? Dziś pierwsze mężowe postrzyżyny były, więc stracił chłop tu i ówdzie włos, ot co.





