• Wielkanoc

    Święta, święta i po świętach. Jak zwykle czas wolny minął zbyt szybko, a bo w piątek to sprzątanie i gotowanie, w sobotę wyprawa do kościoła poświęcić jajka, w niedzielę kolejny raz do kościoła i już został tylko poniedziałek. A od wtorku dalej do pracy.

    Jedzenie wyszło nam bardzo dobre, sałatka warzywna jak domowa, śledzik pod pierzynką idealny i nawet żurek się udał, Gosia przez całą niedzielę chodziła w sukience – mogłyby te święta częściej być, bo widoki były ładne…

    baby

    A wieczorem oprócz filmu spędziliśmy trochę czasu na Skypie śmiejąc się i patrząc jak w domu grają w “karteczki”.

    I jeszcze zaopatrzyliśmy się w nowe telefony – uznałem że czas na zmianę wysłużonego i odrobinę przestarzałego HTC, a przy okazji kupiłem też coś nowego Gosi – czekamy tylko na przesyłki.

    Zapomniałem też pochwalić się w zeszłym tygodniu. Zautomatyzowałem co nieco prace przy odzyskiwaniu danych ze starego dysku i zamiast do wakacji zabrało mi to jeden weekend. Nie odzyskałem wszystkiego, nie znalazłem na przykład archiwa z pracami ze studiów. Ale przynajmniej odzyskane zostałe dokumenty weselne, faktury z czasów pracy w Ronwe, zdjęcia z pobytu Beżyka, ogólnie to był dobry pomysł.

  • Nowa sukienka

    Znowu będzie krótko i na temat, bo dalej nic się nie dzieje. Rutyna z pracą, rano spacer, po pracy basen na który kupiłem 6-miesięczny karnet i do domu na obiad do żony. Chociaż nie pracuje to dzielnie ćwiczy i obiadki gotuje.

    Ze względu na zmianę czasu i kolejną sobotę imprezową u sąsiadów zaspaliśmy do kościoła  na rano, ale wybraliśmy się na popołudnie. Rezultat wyprawy to nowa sukienka Gosi – ani nie obcisła, ani nie krótka, ani nie ma dekoltu. I jeszcze okazuje się, że nie ma też butów, dodatków i całej reszty…

    Tydzień będzie krótszy, weekend dłuższy – ze względu na Wielkanoc piątek i poniedziałek mamy wolny, układ 4 dni pracy, 4 dni weekendu jest wspaniały!

  • Gołąbki

    Normalności ciąg dalszy. W pracy bez zmian (oprócz otrzymania kolejnej ciekawej propozycji, tym razem jednak opiszę coś więcej jeśli będą jakieś konkrety), siedzimy w piwnicy i robimy swoje. Gosia siedzi w domu i też robi swoje – znaczy gotuje i sprząta. Mogłaby się jeszcze ubierać jakbym chciał to w ogóle byłaby żona idealna…

    Weekendowa pogoda nie zachęcała do ruszania się nigdzie, więc w sobotę nigdzie się nie ruszyliśmy. W niedzielę pojechaliśmy do kościoła i przy okazji obejrzeć sukienki. Tym razem Gosia przymierzyła chyba ze dwie – nie kupiła żadnej.

    Jeszcze tylko status ćwiczeń, biegać przestałem i nogi też boleć przestały. Przerzucam się na pływanie, zaś Gosia dalej ćwiczy i biega.

    I już taka ochota mnie naszła, że gołąbki, gołąbki pierwsze w życiu zrobiłam i chyba nawet wyszły :) 

    golabki

  • Dzień Świętego Patryka

    Zaskoczyła mnie żona w zeszłym tygodniu swoim wpisem, ale już wracamy do normalności.

    Drugi tydzień biegania 3 razy w tygodniu zaowocował bólem piszczeli. Spróbuję go przechodzić, ale jeśli nie przejdzie to chyba będę musiał ćwiczyć w jakiś inny sposób…

    Gosia zdążyła wychlać butlę wina w ciągu jednego wieczoru z Anią na Skypie, w związku z czym musiałem sam zrobić obiad, ogarnąć dom i wynieść się z łóżka bo mnie kopała. OooOoo!  I nie zrobić obiad a jak już to dokończyć (jest różnica) i nie kopała a ewentualnie przez sen szturchała, bo widocznie koszmar jaki podczas drzemki mnie dopadł i nie wynieść z łóżka a jedynie przejść na kanapę, byś mógł spokojnie oglądać jakieś dziwne strzelankowe zawody… i w ogóle nie rob mężu wpisów, jak Ci humor nie dopisuje cuś, bo marudnyśśśś jest za bardzo. Dodatkowo dodam, że znów cieszymy się słoikami majoneza, piklów, dżemorów, ogórasów itp. itd., bo zawartość paczki od rodziców raduje nas zawsze :-)

    W pracy dość spokojnie, ciągle siedzimy w piwnicy i odliczamy kolejne tygodnie do przeprowadzki do nowego biura, w weekend wybraliśmy się na Ealing żeby “poszukać” sukienki. Więcej tego nie zaproponuję. 2 godziny jazdy + może 2 godziny “szukania” zakończonego bez przymierzenia chociaż jednej. Niech sama szuka.

    W niedzielę mimo niesprzyjającej aury pogodowej wybraliśmy się do centrum obejrzeć paradę z okazji dnia świętego Patryka. Obejrzeliśmy sporo orkiestr, tancerzy i performersów (chyba jest takie słowo?), zmokliśmy i przemarźliśmy doszczętnie tak że po dość krótkim czasie siedzieliśmy w pociągu powrotnym do domciu z jednym tylko krótkim przystankiem na pizzę.

    patryk

     pochod