• Nowa sukienka

    Znowu będzie krótko i na temat, bo dalej nic się nie dzieje. Rutyna z pracą, rano spacer, po pracy basen na który kupiłem 6-miesięczny karnet i do domu na obiad do żony. Chociaż nie pracuje to dzielnie ćwiczy i obiadki gotuje.

    Ze względu na zmianę czasu i kolejną sobotę imprezową u sąsiadów zaspaliśmy do kościoła  na rano, ale wybraliśmy się na popołudnie. Rezultat wyprawy to nowa sukienka Gosi – ani nie obcisła, ani nie krótka, ani nie ma dekoltu. I jeszcze okazuje się, że nie ma też butów, dodatków i całej reszty…

    Tydzień będzie krótszy, weekend dłuższy – ze względu na Wielkanoc piątek i poniedziałek mamy wolny, układ 4 dni pracy, 4 dni weekendu jest wspaniały!

  • Gołąbki

    Normalności ciąg dalszy. W pracy bez zmian (oprócz otrzymania kolejnej ciekawej propozycji, tym razem jednak opiszę coś więcej jeśli będą jakieś konkrety), siedzimy w piwnicy i robimy swoje. Gosia siedzi w domu i też robi swoje – znaczy gotuje i sprząta. Mogłaby się jeszcze ubierać jakbym chciał to w ogóle byłaby żona idealna…

    Weekendowa pogoda nie zachęcała do ruszania się nigdzie, więc w sobotę nigdzie się nie ruszyliśmy. W niedzielę pojechaliśmy do kościoła i przy okazji obejrzeć sukienki. Tym razem Gosia przymierzyła chyba ze dwie – nie kupiła żadnej.

    Jeszcze tylko status ćwiczeń, biegać przestałem i nogi też boleć przestały. Przerzucam się na pływanie, zaś Gosia dalej ćwiczy i biega.

    I już taka ochota mnie naszła, że gołąbki, gołąbki pierwsze w życiu zrobiłam i chyba nawet wyszły :) 

    golabki

  • Dzień Świętego Patryka

    Zaskoczyła mnie żona w zeszłym tygodniu swoim wpisem, ale już wracamy do normalności.

    Drugi tydzień biegania 3 razy w tygodniu zaowocował bólem piszczeli. Spróbuję go przechodzić, ale jeśli nie przejdzie to chyba będę musiał ćwiczyć w jakiś inny sposób…

    Gosia zdążyła wychlać butlę wina w ciągu jednego wieczoru z Anią na Skypie, w związku z czym musiałem sam zrobić obiad, ogarnąć dom i wynieść się z łóżka bo mnie kopała. OooOoo!  I nie zrobić obiad a jak już to dokończyć (jest różnica) i nie kopała a ewentualnie przez sen szturchała, bo widocznie koszmar jaki podczas drzemki mnie dopadł i nie wynieść z łóżka a jedynie przejść na kanapę, byś mógł spokojnie oglądać jakieś dziwne strzelankowe zawody… i w ogóle nie rob mężu wpisów, jak Ci humor nie dopisuje cuś, bo marudnyśśśś jest za bardzo. Dodatkowo dodam, że znów cieszymy się słoikami majoneza, piklów, dżemorów, ogórasów itp. itd., bo zawartość paczki od rodziców raduje nas zawsze :-)

    W pracy dość spokojnie, ciągle siedzimy w piwnicy i odliczamy kolejne tygodnie do przeprowadzki do nowego biura, w weekend wybraliśmy się na Ealing żeby “poszukać” sukienki. Więcej tego nie zaproponuję. 2 godziny jazdy + może 2 godziny “szukania” zakończonego bez przymierzenia chociaż jednej. Niech sama szuka.

    W niedzielę mimo niesprzyjającej aury pogodowej wybraliśmy się do centrum obejrzeć paradę z okazji dnia świętego Patryka. Obejrzeliśmy sporo orkiestr, tancerzy i performersów (chyba jest takie słowo?), zmokliśmy i przemarźliśmy doszczętnie tak że po dość krótkim czasie siedzieliśmy w pociągu powrotnym do domciu z jednym tylko krótkim przystankiem na pizzę.

    patryk

     pochod

  • Dzień Kobiet

    Dzień Kobiet – tak więc wpis odświętnie zrobię ja.

    Tydzień w wykonaniu Kamila zleciał w ciężkich zmaganiach pracowych (bo to hakerzy swoje pięć pensów dorzucali w klientowych stronach, a to cuś innego przestawało działać i trza było naprędce naprawiać, więc naprawiał, odhakowywał i przeprowadzał rozmowę kwalifikacyjną (i nie tylko) z kim się dało i kiedy się dało).

    U mnie zaś zleciał tak, że się tylko postarzałam do oficjalnego ćwierćwiecza i pomijając fochy na angoli co to mi nie odpisują na zapytania pracowe gimnastykuję się dzielnie, żeby dodatkowe lata nie przekładały się na dodatkowe kilogramy. Z racji urodzinów mąż sprawił mi (a ja mówię że nam) parowar i teraz zdrowa żywność na całego, choć czasem taki smażony schaboszkak lub karkóweczka robiona dla męża na obiadki kusi, oj kusi :) W tym tygodniu również reaktywowaliśmy nasze bieganie do rangi 3 km x 3 dni w tygodniu i sapiem jak niejeden dziadek o lasce ale postanowienie to ambitne i nie zamierzamy odpuszczać, by do Polski zawitać w niepowiększonej objętości cielistej, a jak w ciut pomniejszonej to chwała nam za to :-)

    Dodatkowo w tym tyg zarejestrował nas Kamil w opłatach za wodę, bo list do Mandany utwierdził nas, że przecież nie ona a my teraz zobowiązani do opłat, tak więc kolejne wydatki narastają a żywiciel rodziny wciąż jeden, bo ja nadal bezrobotna gosposia jestem. Zaś wczoraj była piękna, ciepła, wiosenna pogoda i podczas spaceru mijaliśmy ludziów jak mrówków, zarówno spacerujących jak i porozsiadanych, gdzie się dało i cieszących się z 15°C jak nie lepiej.