Podobno na prezydenta. Ale było nam za daleko, zresztą wybór był pomiędzy jednym i drugim złym, więc nie było nawet najmniejszej motywacji, żeby się ruszyć. Więc na ruszyliśmy się nigdzie i weekend przeleżelismy w łóżku leniąc się i pracując na przemian.
Tydzień natomiast przeżyliśmy prostując Gosię (i wydając na to sporą kasę, więc lepiej, żeby się wyprostowała), pracując, pływając i biegając i oglądając wieczorem wspólnie filmy i seriale. I jeszcze dużo spacerując :)
Ten weekend trochę przyjemniejszy od innych bo dłuższy. Z jakiejś okazji poniedziałek to kolejny bank holiday, więc jeszcze jutro się polenimy. Dzisiaj tylko kolejny zastrzyk w tyłek, winko, później może co innego (tu cenzuruje wypowiedź męża) ;)) i jakiś film na dobranoc. Lubię takie spokojne weekendy.
Ja jeszcze dodam, że prostuję się 3x w tygodniu tak, że słyszę strzelanie kości… a dwa pozostałe dni chodzę do Karoliny pilnować dzieciaczków i mam nadzieje, że moje pilnowanie utrzyma się aż do wakacji, dzięki czemu będziemy ratować nasz budżet. Dodatkowo nadszedł czas wszelakich pisklaków :)
Aaaaa…i jeszcze jedno. We wtorek (19.05) grzmiało i błyskało tak, że nawet Kamila wygonili z zewnętrznego basenu i biedak się żalił, że przez to nie pobił życiowego rekordu i w ogóle i w szczególe, mało focha nie strzelił i opuścił basen hehe :)







