• Ciasteczkowe potwory

    Znowu zrobiliśmy ciasto, ale tym razem nie zeżerliśmy go przynajmniej w jeden weekend, zostało trochę na przyszły tydzień.

    Postanowiliśmy przyjąć Piotrka też na ten weekend kiedy będzie Beżyk z Magdą – trochę ciasno będzie, ale myślę że jakoś się pomieścimy. Pod warunkiem, że uda nam się pożyczyć od kogoś materac.

    A propos gości, wykorzystując doświadczenia z wizyty Martyny i Karola, umówiłem się już z Piotrkiem i Beżykiem na nieoficjalną wymianę waluty. Będziemy potrzebowali sporo gotówki do Polski i dzięki temu praktycznie wszystko załatwimy taniej niż w kantorach.

    Weekend minął na sobotnich szybkich letnich zakupach w Kingston i niedzielnych grillowaniach u szefostwa. Zakupy zaowocowały paroma prezentami, spodenkami i skarpetkami i spódniczką Gosi. A grill zaowocował lekkim wstawieniem Gosi, niezłą wyżerką i sporą ilością gadania i śmiechu.

    W przyszłym tygodniu prawdopodobnie kupimy bilety na święta do domu, z przesiadkami, ale to jedyne wyjście żeby nie spłukać się na tych biletach całkowicie.

    P1050565

  • Ach ta pogoda. Zakochałby się człowiek…

    Tylko żona nie pozwala.

    Pogoda piękno angielska. Z jednej strony lepsza bo temperatury znacznie bardziej przyjemne od 30 Polskich stopni, z drugiej gorsza bo zamiast słoneczka mamy typowo angielskie czasem słońce czasem deszcz.

    Dzisiaj udało mi się wyciągnąć Gosię do centrum na obejrzenie samochodów Bondziora. Szkoda, że tylko na to. A samochody pikne, obrobinę tylko przykurzone. I część porozwalana (dwa Astony Martiny z Casino Royale i Quantum of Solace) – aż się łezka w oku może zakręcić.

    BBond bond bondziory bonnnd

    Gosia się prostuje i skarży że ją dupcia pobolewa. Ma powiedzieć o tym Toby’emu, żeby upewnić się, że tak powinno być. Co jakiś czas chodzi też ze mną na basen (może to trochę nad wyrost powiedziane, bo na razie była raz). Pracuje też więcej, bo Karolina co i rusz prosi ją o pomoc.

    Ja pracuję ciągle tyle samo, pływam też tyle samo i nawet pompek robię coraz więcej. Biuro ciągle w piwnicy, ale do końca czerwca musimy się przenieść więc już krócej niż 5 tygodni. No i mamy dwóch nowych programistów, w przyszłym tygodniu pewnie nawet z nimi trochę popracuję.

    A propos przyszłego tygodnia. Mam nadzieję, że uda się ruszyć odrobinę sprawę badań bo ten tydzień przeszedł bez żadnego echa na moje emaile.

    Właśnie okazało się też, że znowu będziemy gościli Beżyka w naszych skromnych progach – tym razem z dziewczyną! No i odliczamy już prawie dni do naszego miesięcznego powrotu do Polski!

  • Ach te ubezpieczenia…

    Wychodzi na to, że jednak dobrze zrobiliśmy rejestrując się w przychodni. Zdałem sobie właśnie sprawę, że żeby zrobić w Polsce badania i umówić się na konsultacje z Tomkiem przydałoby się ubezpieczenie. Mam – ale brytyjskie. Okazuje się, że żeby móc zbadać się w Polsce muszę uzyskać zgodę tutejszego odpowiednika NFZtu, a do tego trzeba wypełnić tonę formularzy. Nie wiadomo tylko, czy uda mi się uzyskać tę zgodę w terminie…

    Oprócz perturbacji lekarskich wszystko w zasadzie po staremu. Gosia się prostuje i czasami pracuje. Czasami też się opala korzystając z coraz piękniejszej aury pogodowej. Ja grzecznie pracuję, wszyscy w biurze z niecierpliwością czekają na termin przeprowadzki, szczególnie że od najbliższego poniedziałku zaczynają pracę 2 nowe osoby więc w piwnicy zrobi się naprawdę ciasno…

    Ćwiczeniowo ciągle się trzymamy, ja z codziennymi pompkami i pływaniem, Gosia z trochę rzadszymi ćwiczeniami i bieganiem. Ale i tak chudniemy w oczach.

    I z powodu przeciwdziałania nadmiernemu chudnięciu wracam teraz do wyżerania wspaniałego ciasta z truskawkami które zrobiłem w sobotę.

    No niee…epidemia… :D Znowu spadła na nas nowina, że będziemy wujkami. Michał chyba pozazdrościł Rafałowi i Justynka nasza w ciąży :-)  Ojj pchają się w te pampersy pchają, a my to jednak pocieszymy się jeszcze tylko sobą…może tak za 2-3 lata?? 

  • Nic się nie dzieje – na, na, na, na…

    I o czym tu pisać jak nic się nie dzieje. Dni sobie mijają spokojnie, z rozprostowywaniem Gosi i jej rekordami biegów, moją pracą, pływaniem i też rekordami.

    Ot weekend tylko odrobinę ciekawszy, bo znowu w kinie byliśmy, Gosia po raz pierwszy raz odważyła się świętować dzień bez stanika (:D), pogadaliśmy z rodzicami. Ale oprócz tego też nic – ot lenimy się.

    W robocie ludzie odchodzą, Gavina nie ma od czwartu (wraca do Australii przez RPA i USA), Simona nie będzie w ciągu 3 tygodni. Ale może chociaż do nowego biura się przeprowadzimy.

    W przyszłym tygodniu spróbujemy zarejestrować się do lekarza, w zasadzie niepotrzebne ale na wszelki wypadek dobrze by było mieć gdzie pójść.

    I jeszcze ponoć kolejne zaproszenie na sierpniowe wesele przyszło (od strony Kamila), na które na pewno się nie wybierzemy ale które to podniosło weselne szaleństwo do liczby 9… jak nie było to nie było a jak się chajtać, to hurtem… co za czasy :)