• Liskowe pół urlopy

    Wpis opisujący nasz tydzień wyjątkowo w piątek, gdyż już jutro zabieramy nasze dupki na tydzień żeglugi :)

    O ile dnie Kamilowe upływają codziennie od 10 do 18 na pracy zdalnej, a moje  różnie (głównie pomoc teściowej w kuchni i nie tylko), tak wieczory spędzane są poza domem. Poniedziałkowy wieczór to ognisko w Płocicznie w towarzystwie Kuby, jego koleżanki Agnieszki, Hanki i jej chłopaka Macieja. Wtorek to odwiedziny w towarzystwie małżonów Czaplickich, świeżo upieczonych rodziców maluśkiej Lilianki, czyli Ilony i Rafała (Maluśka – ssssssłodziak :)) Środa to wieczorna herbatka u rodzinki Sobolewskich w Krzywych, zaś czwartek – ełckie kino i “Ant-Man”. No a dziś piątek i zamiast pakowanki na żagle, mamy dezintegracyjne grillowanie :)

    Tak właśnie upływa niemal połowa naszego pobytu tutaj…

    P1050702

  • Świadkujemy

    Już chyba tak zostanie, że nasze posty są czasowo przesunięte, bo nawet nie ma czasu by je pisać. Tyle się dzieje :) 

    Ubiegły tydzień upłynął oczywiście pod znakiem przygotowań do wesela Martyny i Karola, które to oczywiście minęło tak szybko, że teraz tylko miłe wspomnienia i żal, że już po wszystkim :) alee po kolei: poniedziałek i wtorek Kamil opisał w poprzednim poście :) środa minęła na moim upiększaniu u kosmetyczki, Kamil zaś w tym czasie zdążył się wynudzić, jak również zrobić zdjęcia i złożyć wniosek o wydanie paszportu. Cały czwartek to wizyta w Olsztynie, w którym to Martyna robiła się na bóstwo u zaprzyjaźnionej kosmetyczki a my odebraliśmy suknie ślubną, materiał na kokardy, odwiedziliśmy kino, ponarzekaliśmy na rozkopane miasto, bo im się tam trakcji tramwajowej kłaść zachciało, pojedliśmy, ponudziliśmy. No a w piątek, no a w piątek… poranna wizyta w gminie w celu odebrania mojego dowodu (który to czekał dzielnie prawie rok) i złożeniu wniosku przez Kamila o nowy dowód, bo mu się ważność niedługo kończy. Następnie dzięki podwózce teścia, ja udałam się do Martyny, by pomóc im udekorować krzesła kokardami, godzić ich podczas nerwówki usadzania weselników i wspierać ostatnimi radami. Kamil zaś musiał tylko wyczyścić na błysk jaguara, który to po raz drugi służył za ślubną limuzynę :)

    A sobota, to długo wyczekiwany przez Państwa Czaplickich dzień ślubu. Ojjj pięknie, pięknie nasze gołąbeczki wyglądały i o dziwo podczas przysięgi się nie popłakali, chociaż chusteczki dla Martyny w pogotowiu już były trzymane :) Kościół był pięknie przystrojony, tort weselny smaczny, dodatkową furorę zrobił pyszniutki, że ho ho pieczony prosiak.  A my jako świadkowie staraliśmy się dzielnie dotrzymać im kroku i solidnie wykonywać powierzone funkcje :) Muzykanci grali do 4 rano, odciski czuję do dziś :) Po weselu krótkie after party w apartamencie młodych, o 12 zwolnienie pokoi hotelowych i kurs poprawinowy do Regelnicy, gdzie nie balowaliśmy za długo, gdyż w Liskach zjawił się dziadek Zbyszek z wujkiem Przemkiem, którzy obdarowali Kamila w ramach prezentu imieninowego… ginem, bo już się wieści rozeszły, że mąż mój pić zaczął nie tylko wino. Wieczorem do Miłosza dołączyła Ola, byśmy mogli obejrzeć zdjęcia z bułgarsko-tureckich wojaży, naprzemiennie drinkując z racji ich zaręczyn i planowanego za 2 lata ślubu.

    I trzeba przyznać wspomnianą kiedyś rację Kamilowi, że takie świadkowanie to jednak fajne przeżycie :)

    martyna_karol48martyna_karol184

    martyna_karol204martyna_karol368martyna_karol560

     

  • Wakacje!

    Wpis sponsoruje wtorek, z powodów zajęć wszelakich, wizyt i zabaw po raz pierwszy uruchomiłem komputer.

    Poprzedniego tygodnia nawet nie bardzo pamiętam… dwa dni przesiedziałem pracując zdalnie, bo internet w nowym biurze prawie nie działał, w piątek pakowanie i instruowanie Piotrka jak ma się zająć mieszkaniem. We wcześniejsze dwa, albo i trzy wieczory graliśmy w Potwory i to z sukcesami!

    Polska! Podróż przebiegła wszędzie na czas, wszędzie bez problemów. Na Heathrow nas zaprosili do szybkiej odprawy bezpieczeństwa, samolot bez dzieci, na lotnisku idealne zgranie czasowe z odbiorem bagaży i później spotkanie z wujkiem Przemkiem i Filipem.

    A od niedzieli wojaże, podróż do Białego i spotkanie z Malinami, później podróż do Wasilkowa i spotkanie z Płońskimi… i wszędzie piję. Może i w Anglii się rozpiłem, ale to w Polsce więcej piję. No i w międzyczasie Makro, zakupy elektroniczne, Castorama, dentysta Gosi…

    Cały tydzień w ogóle przejdzie biegiem, przygotowania do wesela, odwiedziny ludzi – pełno spraw i tak mało czasu.

    Plan na tydzień w skrócie przedstawia się następująco. Gosiowe kosmetyczki, wyrabianie nowego dowodu i może paszportu, wyjazd do Olsztyna po suknie ślubną, czyszczenie Jaguara no i w sobotę wesele.

    P1050687

  • Goście, goście!

    Na szczęście scenariusz wizyty naszych gości nie był tak drastyczny jak ten filmowy. Wpis po raz drugi poniedziałkowy, bo w niedzielę zmęczony byłem i nawet nie chciało się usiąść do komputera.

    Beżyk zaliczył drugie spotkanie z Londynem, jego dziewczyna pierwsze. Dziewczyna fajna i lubi planszówki. Standardowy weekendowy objazd londyńskich atrakcji z nieco mniejszą ilością chodzenia, a większą ilością jeżdżenia z korzyścią dla nóg.

    Beżyki

    Sobotę zakończyliśmy wizytą w pizzerii w Richmond. Wiedzieliśmy już, że pełno tam Polaków, ale podczas ostatniej wizyty okazało się, że Szewczyki są wszędzie! Kelner który nas obsługiwał, początkowo wzięty za Włocha okazał się być pół Polakiem pół Włochem. I do tego Szewczykiem Ireneuszem. Ciekawem, czy to jakaś rodzina…

    W niedzielę zorganizowaliśmy grilla na który oprócz nas i Beżyków wpadł Piotrek z Olą i Karoliną, więc całkiem sporo osób się zebrało. A propos zbierania to wszyscy chwalili i burgery i ciasto. Chyba otworzę jakąś knajpę jak mi się w końcu programowanie znudzi.

    grill

    Piotrek mieszka u nas już od środy z przerwą weekendową. Na początku coś narzekał na odległość do centrum, ale po weekendzie wraca z utęsknieniem do czystości. A dbamy o tą czystość, Gosia mnie co i rusz gania do zamiatania i zmywania powierzchni wszelakich.

    Gosia przez tydzień przepracowała więcej niż ja, sporo zarobiła ale podejrzewam że wystarczyłyby jej mniejsze zarobki i odrobinę mniej pracy. Ja przepracowałem tydzień spokojnie, w piątek nareszcie przeprowadziliśmy się do nowego biura. Przeprowadzka nie poszła gładko, bo dzisiaj z powodu problemów z internetem i planowych prac wymagających tego internetu cały dzień przepracowałem w domu. Powrót do dawnych czasów nie był tak miły, jakoś dziwnie mi się cały dzień samemu siedziało w domu… Wolę jak jacyś ludzie naokoło jednak się kręcą.

    A już w sobotę Polska! A to oznacza, że przyszły wpis już z ojczyzny.

    A ja jeszcze dodam moje czerwcowe osiągnięcie wyliczone z Endomondo…znaczy się chodzenie na ponad 200 km tylko na drogę na prostowanie i do pracy. Ojjj nałaziłam się, nałaziłam w tym ubiegłym miesiącu, że na inne ćwiczenia nie było jakoś siły i chęci… I tak, jeszcze 5 dni i Polska :D 

    unnamed