Category: Uncategorized

  • A mowia ze sport to zdrowie

    Gosia po pierwszym tygodniu biegania ledwo sie ruszala. Piszczel i biodro. Chyba obiazenie plecakowe to robi, bo dystanse przeciez mniejsze od jej normalnych i tylko ten plecak jest roznica. Musimy sprobowac kupic jakis mniejszy moze.
    Z tego powodu nawet dwa razy zrobilismy sobie dluzsze spacery, ja wychodzac Gosi naprzeciw, a pozniej spacerkiem wracajac do domu.
    Oddali nam tez depozyt z mieszkania, w pelnej wysokosci. Tym razem to Gosia byla optymistka i naderwana sciana z lustrem jakos przeszla niezauwazona. Jeszcze tylko 2 rachunki i nic wiecej nie bedzie nas laczylo z Mattem i Katie oprocz paru wspomnien.
    Oprocz tego reszta tygodnia minela na odliczaniu dni do urlopu i w sobote po calym dniu podrozy znalezlismy sie w juz prawie naszych Liskach. Od razu tez zaczelismy imprezowanie bo ledwo zdazylismy sie przebrac i juz jechalismy na imieninowe ognisko do Gaszczakow. A w niedziele nadrabianie znajomosci i rodzinek. Ania z Hania i Piotrkiem, wieczorem picie z tesciami, a dzisiaj juz biznesowo – Elk i zakupy i pierwsze przymiarki do kredytu.

  • Kilometrowka

    Pierwszy tydzien w nowym mieszkaniu. Juz nie zyjemy na kartonach, wiele rzeczy zostalo rozpakowany i poprzekladanych z miejsca w miejsce tak, ze wzgledny porzadek juz panuje. Teraz zostalo to najgorsze dorozpakowanie. Jakos mam takie dziwne przeczucie, ze nie zostanie dokonczone w ciagu tego ostatniego pol roku…
    Tydzien ogolnie minal spokojnie. Gosia kazdego dnia robila godzine spaceru do pracy, a pozniej 6 kilometrowy bieg do domu. Nie wiem czy sie nie przemecza za bardzo, ale juz za tydzien jedziemy do Poski – to tam sobie odpocznie.
    W srode pierwszy raz pojechalem w druga strone na siatke. Ciezko, bo nie dosc ze dluga trasa rowerowa, to 2 godziny siatkowi i powrot. Ale jakos wyszlo. Szkoda tylko, ze w te sama srode okazalo sie, ze skradziono dane mojej karty, zauwazylem jakies podejrzane transakcje na koncie. Karte zablokowalem blyskawicznie, bank odda kase, wiec na szczescie oprocz zamieszania z wymiana kart we wszystkich miejscach wiekszych strat juz nie ma.
    W sobote kolejny wieczor planszowkow. Mialo byc u nas, ale w sobote dalej bylismy jeszcze bez stolu, wiec Michael z Ellen zaoferowali sie z organizacja. Brak wiekszych sukcesow Szewczykow niestety, za mala wiedza, za malo szczescia w rzutach koscmi, a w Carcassonne po prostu pare osob bylo lepszych. 
    Dzisiaj rano do kosciola, a pozniej “szybka” wyprawa do Ikei. I juz mamy stolik, mamy tez pare dodatkowych pudel, szafeczek i tak dalej. Na szczescie majatek nie poszedl.

    Dla upamietnienia – ostatni (chyba :)) londynski adres to: 2A Alexandra Road, Richmond, TW9 2BS

  • Kew is cute

    No i koniec kolejnego etapu Londynskiego. Mial byc etapem ostatnim, no ale coz.
    W piatek wieczorem pakowanie wszystkich naszych zakonczone niewielka katastrofa podczas proby oderwania lustra od sciany. Zamiast lustra zaczela sie odrywac sciana. Lustro zostawilismy i teraz mamy cichutka nadzieje, ze nie beda sie czepiac ani lustra, ani widocznej rysy w tynku. A do nowego mieszkania chyba kupimy lustro stojace… Poza tym pudelka popakowane i zajmowaly wieksza czesc ogrodu zimowego. Skad tyle rzeczy?!
    Od soboty rano przeprowadzka. Najpierw dojazd samochodem z telewizorem i innymi latwo tlukacymi sie rzeczami, odbior kluczy i szybki powrot do vana. Ambitne plany zmieszczenia sie w jednym kursie nie wypalily – zaladowalismy prawie 2 Volkswageny transportery. Skad tyle rzeczy? Dumny z zony bylem, bo mimo ciezaru wszystkich mebli dzielnie dawala rade – niestety wszystkie 3 osoby o ktore moglibysmy prosic o pomoc nie mogly.
    W niedziele rozpakowywanie. Wszystkie szafki w kuchni zajete, a tu dalej kartony stoja. Buty tez dalej w torbach i nijak nie wiadomo skad gdzie je wsadzic. Chyba tylko szansa na wstawienie ubran jest, ale patrzac po ilosci pojemnikow – niewielka. Skad tyle rzeczy?!
    Ale mimo wszystko jest super, wybralismy sie na ryneczek (w kazda pierwsza niedziele miesiaca), posluchalismy orkiestry, kupilismy ladny chlebek i ogorki i podziwialismy sliczna wioske jaka jest Kew. Nawet zastanawiamy sie nad kupnem czlonkowstwa w Kew Gardens – jak wiemy juz z wczesniejszych wpisow, jest tam naprawde ladnie. Szkoda tylko, ze kasa dalej idzie, sprzatacze ktorych “zalatwila” Kate sie nie zjawili i okazalo sie ze trzeba za sprzatanie bedzie slono doplacic. Same problemy z nimi, ale naprawde mamy nadzieje, ze to juz koniec…
    Teraz sie tylko urzadzic i ostatnie londynskie pol roku przezyc we wzglednym spokoju.

  • Polska kielba z grilla

    Jakos kasa sie znalazla, po niewielkich wariacjach data tez sie ustalila i oficjalnie jestemy juz w ostatnim tygodniu mieszkania z naszymi angielskimi brudasami. Jeszcze tylko sie rozliczyc ze wszystkich rzeczy (lacznie ze sprzataczka na koniec), znalezc kogos do pomocy w noszeniu rzeczy i w przyszla sobote sie przeniesc. Jak wszystko dobrze pojdzie, to przyszly wpis bedzie z nowego mieszkania – znaczy pewnie nie bedzie, bo internet bedziemy mieli dopiero od czwartku… Teraz tylko sie zaopatrujemy we wszelkie mozliwe filmy i seriale, zeby miec co robic w tej dlugie bezinternetowe wieczory.
    Poza tym, w ciagu tygodnia nie dzialo sie nic ciekawego. Ot praca, praca. Dla Gosi na szczescie tez, wiec maj wyglada calkiem okiej z jej wyplata. To bardzo dobrze, kiedy wiekszosc mojej musiala isc na depozyty i czynsze.
    W weekend dzialo sie troche wiecej, w piatek wieczorem podjelismy blyskawiczna decyzje o spedzeniu soboty i nocy u Roberta. Jak sie nawarzylo, tak trzeba bylo wypic. A bylo, co pic. Bimberek i… absynt. Uh. No i grill, bo maja kawalek ogrodka dla siebie. W toku jedzenia wyszlo, ze to nasza pierwsza polska kielbasa z grilla w Londynie. Jakos do tej pory byly tylko angielskie barbecue – kurczaki, owoce morza, burgery i tym podobne wynalazki. Dzisiaj juz tylko dogorywanie, partyjka w tysiaca i powrot do domu na kolacje z Maka. Ot zdrowe zycie.
    A i jeszcze udalo mi sie dokonczyc Tomb Raidera. Ekonomiczny jestem pod wzgledem gier – jedna na poltora roku. A juz mam nastepna, tym razem z naszego podworka, Wiedzmin 3. Ciekawe ile nad tym czasu spedze.