Temperatury troche spadly, juz nie 30, a 25 stopni. Za malo to dla nas, dlatego w sobote wsiedlismy do Merca i pojechalismy nad morze. Caly dzien opalania i okazjonalnego moczenia sie morzu na jednej z najladniejszych piaskowych plaz w UK – Bournemouth. I po co? Zeby teraz cierpiec, bo skora czerwona i wymagajaca balsamowania cala niedziele. Ale moze sie to zmieni w opalenizne. No i przy okazji przetestowalismy cala idee jednodniowego wyjazdu, ktora okazala sie byc calkiem przyjemna.
Dzisiaj oprocz smarowania sie, pogadalismy tez z rodzicami i sie okazuje, ze jeszcze dziadkami nie zostana. Brat i bratowa staraja sie o wiele zbyt mocno – czego chyba nikt w zasadzie nie rozumie. Skad ten pospiech?
A sroda? Fast & furious! GoKarty firmowe okazaly sie wielkim sukcesem, podobaly sie chyba wszystkim, i dziewczynom i tym nie lubiacym za bardzo aktywnosci fizycznej. Poszlo mi srednio, uplasowalem sie w polowie stawki, kamera byla skierowana zbyt nisko wiec z filmu nici (chociaz tyle, ze Michael ma swietne ujecia), ale bawilem sie ogromnie. Jednak sciganie sie ma w sobie cos mocno pociagajacego.

Category: Uncategorized
-
Topimy sie na wlasne zyczenie
-
Topimy sie powolutku
Ale nie z nadmiaru wody, a goraca. Kolejny juz tydzien temperatury rzadko spadaly ponizej 25 stopni (a czescie oscylowaly wokol 30). Wiatrak chodzi na okraglo, ale pomaga to niewiele. Nikt nie pamieta takiej okresu goraca w Anglii, a my mimo koniecznosci zacisniecia pasa chyba jednak pojedziemy w nastepna sobote nad morze, chociaz troche moc sie ochlodzic.
W ciagu samego tygodnia dzialo sie niewiele. Gosia do pracy pedalowala, ja spacerkiem. W piatek byl ostatni dzien w pracy Simona, zrobilismy pozegnalnego grilla, a potem poszlismy do pubu na kilka drinkow. Dlugo nie zostalem, bo musialem podjechac do starego mieszkania po przesylke ktora tam wyladowala. Stabilizator do GoPro z zeszlorocznego Kickstartera w koncu zdecydowal sie do nas dotrzec i od razu poszedl na sprzedaz.
Weekend mimo goraca wygonil nas do Kingston, bo zona uznala, ze juz za malo koszulek mi sie zrobilo. Koszulki zostaly zakupione, a do tego zaliczylem druga w zyciu wizyte u fryzjera – niestety podloga w nowym mieszkaniu nie nadaje sie do zbierania wlosow i Gosia postanowila oddac strzyzenie fachowcom. Pozostala czesc weekendu juz dosc leniwa, ot zlozylem zakupiony stolik przy ktorym mam nadzieje juz od sierpnia zaczac pracowac odrobine zdalnie, zalozylem nowe opony do roweru Gosi i troche pociagnalem edycje filmow (bo zbieraja sie ich ogromne ilosci…) -
Prawie normalnosc
Po pelnym wydarzen poprzednim tygodniu w tym tygodniu dla odmiany nie dzialo sie prawie nic.
Szefowie na wakacjach, wiec Gosia czas spedzala w domu gotujac i sprzatajac, czasami tylko wychodzac na zakupy, a ja pracujac codziennie.
Na weekend zjawil sie Robert, wiec sobote spedzilismy pijac i w miedzyczasie ogladajac Mistrzostwa Swiata w pilce i Titanica. No i troche zdychajac z goraca, bo pogoda przez caly tydzien oscylowala w granicach 28 stopni, braku jakiegokolwiek deszczu i pelnym sloncu. Nastepny tydzien zapowiada sie tak samo upalnie…
W niedziele mimo goraca wybralismy sie na kolejny targ w Kew. Kupilismy jakis ocet balsamiczny, bochenek chleba i tutejsze piwo (ktore bardzo nie smakowalo). Bardzo fajne sa te wydarzenia :) -
Kredyty kredyty i wlasiciele
No i zesmy dostali kredyt. Posprawdzali moje finanse niemal wzdloz i wszerz, wiec sie tylko dziwimy, jak to mozliwe ze ludzie biora te kredyty na potege, jak tak wielkim problemem jest uzyskac nawet jeden i to przy sporych dochodach. No ale udalo sie! I teraz mamy 2 do splaty… ale przynajmniej ze splata mieszkania juz spokojniej, bo na kolejna rate jest, a na koncowke, to juz uzbieramy. A propos mieszkania, to odwiedzilismy budowe (niestety tylko z zewnatrz), by stwierdzic, że nasza inwestycja zmierza w dobrym kierunku i mamy cichutka nadzieje, że wszytko bedzie na czas. Dodatkowo jeden z wieczorow spedzilismy rysujac lazienki, zeby je ladnie dopasowac. Chyba sie nawet udalo, wiec tylko wykonczyc i miec nadzieje, ze ktos wynajmie :)

A z drugiej strony juz oficjalnie jestesmy wlascicielami Lisek… (I chyba jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji :)) W piatek w Ostrowi pod czujnym okiem znajomego notariusza podpisalismy darowizne (za ktora zaplacilismy krocie…). I sie ociec teraz o dezycje w zarzadzaniu dopytuje. A oprocz notariusza to sie spotkalismy z Ostrowska i wloska rodzinka, a nawet zdazylismy nazbierac wisni na dzem.
Tydzien dosc ciezki, bo tylko tydzien. I czlowiek chce pobyc z rodzina i pozalatwiac wszystkie sprawy. Z tesciem sie napilem (i to ze dwa razy), a z rodzicami w bule sie pogralo, tylko nad jezioro jakos nie wyszlo… Wstyd. I jeszcze u dentysty bylismy. Ja 20 minut (z czego 15 to bylo czyszczenie), Gosia dluzej i dodatkowo jeszcze w sobote.
W sobote po dentyscie zapakowalismy sie do samochodu, pozniej samolotu i na wieczor bylismy w domu. Wrocilismy do pogody jeszcze goretszej niz byla w Polsce, wiec korzystajac z wolnej niedzieli zapakowalismy sie na rowery i pojechalismy do Richmond parku sie poopalac. Wrocilismy z zaczerwieniona skora i dwoma kleszczami (oby tylko).
A teraz juz tylko siedziemy i nadrabiamy MasterChefa i BakeOffa, podzerajac jakies smakolyki przy okazji…
Dosc chaotycznie, ale jakos nie potrafie trzymac opisywania dzien po dniu – no bo jednak pare rzeczy wazniejszych od innych, a do opisywania wydarzen jakis tam porzadek czasowy przyadloby sie zachowac. Zostawie chyba zonie do ewentualnych poprawek.I zona poprawia… jak kazdy inny wpis, bo inaczej za kilka lat, nic bysmy nie rozumieli z tych Twoich pospiesznie skleconych mysli :P