Category: Uncategorized

  • Sie zyje na salonach

    W ciagu tygodnia praca, praca. Obydwoje na pelny etat. Pogoda sie zrobila taka nijaka i chyba z tego powodu jakos w srode zlapalem jakiegos wirusa i przeziebienie. W sobote caly dzien spedzilem pod dwoma kocami i czujnym okiem zony – i na niedziele juz wstalem prawie zdrowy. Na szczescie, bo czekaly na nas salony palacu Buckingham. Poszlismy troche wczesniej obejrzec uroczysta zmiane warty, a pozniej pochodzilismy po tych wnetrzach. Niesamowite po prostu. Te zyrandole, sufity, zdobienia. Przepiekne po prostu. Tylko niestety zdjec nie mozna bylo robic. Chociaz moze z drugiej strony to i dobrze, bo znowu sie opuscilismy w ich przebieraniu – i obrabianiu filmow. Moze kiedys przysiadziemy.

  • Podwojnie certyfikowany

    Udalo sie! W piatek rano, o wlos zdalem certyfikat Magento 2 Professional Developer. Pierwszy w firmie, bonusik wpadnie – juz obiecany na nowy telewizor. Sie ciesze bardzo, bo nawet jesli w Polsce z LogicSpot nie wyjdzie, to z certyfikatem mam jeszcze wieksze szanse zahaczyc sie w jakms fajnym projekcie/firmie.
    W sobote dla uczczenia poszlismy na pizze w Kew, a wczesniej pojechalismy do Kingston ostrzyc mnie kolejny raz. W niedziele rano tradycyjnie krotki spacerek po chleb na rynecznku Kew, a pozniej kolejny raz podeszlismy do zupy cebulowej, tym razem w lzejszej wersji ktora znacznie bardziej odpowiada Gosi. A mi obojetne – i tak jest pyszna. Pojechalem tez na siatke na chwilke.
    Niestety, wiekszosc soboty i czesc niedzieli spedzilem na pracy. Wpadl nan spory projekt w firmie i razem z normalna praca nie mamy wystarczajacej ilosci programistow, zeby dostarczyc wszystko. Dlatego zostalismy poproszeni o pociagniecie pracy projektowej po godzinach. Na szczescie platnej dodatkowo, wiec bardzo narzekac nie musze.
    I jeszcze z zeszlego tygodnia zapomnialem wspomniec, ze wreszcie udalo sie opchnac Guitar Hero. Poszlo za okolo polowe ceny po miesiacu oczekiwania. Troche zalujemy, ale nie chcielismy sie zostac z tymi kontrolerami i tylko kilkoma piosenkami do grania…

  • Ostatni dlugi weekend

    Jako ze tradycyjnie jedyne wydarzenia godne wspomnienia wydarzyly sie (albo jakos wiazaly sie) w weekend, to nawet o pracy nie wspomne.
    W piatek kolejne spotkanie planszowkowe, w ramach wczesniejszej celebracji urodzinowej Jasona.  Umowilismy sie na wypad do Escape roomu, a do domu wrocilismy mocno napici kolo 2 (chyba). I to byl pierwszy raz, kiedy w sobote obudzilem sie z kacem typu… ale ta Gosia glosno gada. Na szczescie po poludniu przeszedl i cos tam sie udalo porobic – ot zupke i przejscie z lozka na sofe.
    W niedziele dalszy ciag swietowania trzydziestki Jasona, tym raze troche bardziej tradycyjna. Najpierw w pubie spotkalismy sie z Anna, Matte Kempsterem i… Alicja z jej nowym chlopakiem. Dosc szybko Jason z Chantelle sie zmyli, niedlugo potem Alicja, a my paczka zostalismy az do zamkniecia pubu. Pozniej probowalismy dostac sie do klubu, ale ze wzgledu na zbyt wysoki poziom alkoholu w cialach Gosi i Anny ostatecznie wyladowalismy u Michaela i Ellen. Tym razem my sie szybko zmylismy, bo czulismy dosc napieta mozliwa sytuacje u Michaela. Nie chcielismy jej pogarszac.
    Dzisiaj ostatni dzien ostatnie dlugego weekendu w Londynie. Jako ze w ciagu tygodnia podjelismy decyzje o zakupieniu czlonkostwa w Kew Gardens po nastawieniu obiadu w slow cookerze wybralismy sie na spacer po ogrodach. Po powrocie zjedlismy kaczke w pomaranczach ze slow cookera. Alez przepyszna byla. I juz tylko wieczorne lenistwo zostalo.

  • Staczania ciag dalszy

    Tym razem z biszkoptowym ciastem z truskawkami. Nie wiem czyja to zasluga, ale biszkopt mi wyszedl taki jak nigdy. Tylko kurde bebech rosnie, bo znowu przy tv, z alkoholem i niezdrowym zarciem weekend zostal spedzony.
    W sobote troszke popracowalem, zamontowalem w Gosi rowerze blotniki, umylem i naoliwilem na czas jesienny. Teraz tylko zazdroszcze, bo taki blyszczacy stoi.
    Gosia w ciagu tygodnia sie cieszyla “odpoczynkiem” gotujac sprzatajac i dbajac o dom. A ja praca, praca. Troche luzniej i ciszej jak bez szefow.
    W czwartek jak z bicza trzasl minelo nam 4 latka po slubie. Wszystkie 4 spedzone na obczyznie, ale juz niedlugo i to sie zmieni. W ramach oszczednosci kolacje zjedlismy w domu, Gosia serwowala figi z serem kozim i lososia z malinami. Polaczenia niespotykane czesto, ale bardzo smaczne.