Wydaje mi sie, ze zapomnialem w kilku ostatnich czesciach (a sprawdzac mi sie nie chce) wspomniec o moich problemach z siatkowka. Zakonczylem lige z GoMatmmoth i probowalem sie zapisac na nowa, na srednim poziomie. Z wysilkow nic nie wyszlo, bo z powodu braku chetnych nie otworzyly sie 2 kolejne ligi do ktorych probowalem sie dostac.
Zaczalem wiec szukac innych rozwiazan i znalazlem otwarte spotkania siatkowkowe, na ktore to chetnych nie brakuje, a do tego tansze od poprzednich. W ostatni wtorek bylem pierwszy raz i zamierzac zostac tam czestym gosciem.
Gosia 4 dni spedzila w domu, do Karoliny przyjechala tesciowa i zajela sie dziecmi. Gosia miala bardzo ambitne plany lenistwa, ale nie za bardzo jej wychodzily. W poniedzialek zrobila nam wszystkim na kolacje baklazany, a w pozostale dni, a to sprzatala, a to chodzila na zakupy. I tak jakos zlecialo…
W piatek wrocila do pracy, z przygodami jak zwykle. W Twickenham okazalo sie, ze drzwi w wagonie sie nie otwieraja i dojechala az do Whitton. Na szczescie jakos udalo jej sie wrocic i spedzic “wspaniale” 12 godzin w robocie…
W piatek dostalem nowy zegarek, bo stary sobie popsulem. Po czym popsulem sobie telefon i tez musialem kupic nowy. Mam nadzieje, ze wystarczy tego psucia na troche…








