Oficjalnie wkroczylismy w okres swiateczny. Filmy swiateczne w telewizji, muzyka swiateczna w biurze, imprezy swiateczne w toku i przygotowaniach, niedzielne korki na drogach – m-a-s-a-k-r-a.
Wiec w poniedzialek Gosia na chorobowym probowala sie leczyc z chorobska weekendowego. Udalo jej sie to o tyle, ze we wtorek spedzila 14 godzin w pracy. Ale chrycha ciagle… W zwiazku z jej dlugimi godzinami ja musialem porobic troche w domu. Poprasowalem kosmicznym zelazkiem, gotowalem i w ogole calkiem niezlym mezem chyba bylem. I caly czas jestes :)
W srode mielismy zaplanowana wizyte inzyniera z British Gas, ktory musial odnowic jakis certyfikat gazowy. Ze wzgledu na godziny musielismy sie zgodzic, zeby troche czasu poczekala na niego wlascicielka mieszkania. Na szczescie nasze prowizoryczne naprawy podlogi i ogolny porzadek sprawily, ze dostalismy podziekowania za dobra opieke nad mieszkaniem. A certyfikat zalatwilismy bez problemow.
W piatek natomiast zorganizowalismy mieszkanowa impreze swiateczna. Zaczelismy w 6 w mieszkaniu z szybka dostawa imprezowego zarcia, pozniej przenieslismy sie do swietnego pubu Four thieves z calym pokojem gier – VR, zdalnie sterowane wyscigi samochodowe, mini golf, stare maszyny do gier. Super miejsce. A na koniec przenieslismy sie do klubu The Swan. Podobno straszny, ale otwarty dlugo i Gosi bardzo podobal sie snieg wytwarzany z piany. I impreza byla calkiem ok, wrocilismy ostatni kolo 4 nad ranej do domu. Z tego wzgledu w sobote w zasadzie nie ruszylismy sie z lozka. 



Dzisiaj natomiast ruszylismy sie na zakupy, czego bardzo szybko pozalowalem. Gosia kupila jakies prezenty dla dzieci, kartke dla Ani i bluzeczke i sukienke. Ciekawe kiedy zalozy, bo do tej pory na imprezy zakladala w zasadzie jedna… Zakupy odrobine sie przedluzyly, a powrot do domu przedluzyl sie jeszcze bardziej. Droga ktora na piechote da sie zrobic w pol godziny my autobusem jechalismy prawie godzine… Na szczescie na siatke z niewielkim spoznieniem udalo mi sie dotrzec.
A po siatce nadeszla pora na podlizywanie sie Mattowe, zorganizowal nam kolacje meksykanska. I wyszlo mu to znacznie lepiej niz jakiekolwiek desery – naprawde smaczne.



