Category: Uncategorized

  • 2…

    Coraz blizej swieta. I nie tylko. Odliczanie trwa.
    We wtorek pierwsze pozegniania, szefy zaprosili nas na kolacje. Poszlismy najpierw na drinka do MBaru w Twickenham, a pozniej do St Margarets do Crown na kolacje. Bardzo dobre jedzonko :)

    W ciagu tygodnia odezwal sie do Gosi Piotrek  z zapowiedzia przyjazdu razem z Ola. Troche nam to nie po drodze z roznymi planami, ale obiecuja ze Ola sie zmienila, ze im bajzel nie bedzie przeszkadzal i ze oni tez nie beda przeszkadzali – wiec jakos to chyba przezyjemy…
    A w ciagu weekendu kolejne etapy “pozegnan”. Po raz ostatni wybralismy sie na impreze do Granda. Tradycyjnie Gosia wygladala super seksi i tradycyjnie zakonczylismy klotnia o nic. I ja glupi i zona troszke tez…

    Wlasnie wrocilismy z wieczornej swiatecznej wizyty w Kew Gardens. Piekne dekoracje, ale najwieksze wrazenie zrobila chyba na nas instalacja i wykorzystanie fontanny jako ekranu. Jak dobrze pojdzie to za jakies pol roku wrzucimy filmik z wizyty, ale moze zona uraczy nas zdjeciami troszke wczesniej. I szkoda tylko, ze z tata nie damy rady pojsc.

  • 3…

    Zaczynamy ostatnie odliczanie, zostaly 3 tygodnie do wyprowadzki i wszystko powolutku sie wokolo tego kreci. W poniedzialek wzialem urodzinowe wolne ktore spedzilismy na ostatnich odwiedzinach centrum i zjedzeniu czegos na Borough Market. Po powrocie okazalo sie, ze tego wolnego tak naprawde nie mialem, wiec musialem odrobic caly dzien po godzinach w ciagu reszty tygodnia. Przynajmniej mam jeszcze jeden dzien wolnego do wykorzystania…
    W srode dostalismy zaproszenie na przyszlosciowa kolacje od Marka i Karoliny,  a takze wyszedl na jaw kolejny przeciek dachu (byla kolejna wizyta wlasciciela, zeby zatkac), a takze zamienilismy nasza zwykla koldre na zimowa- temperatury sie tego domagaly.
    W sam piatek, plany byly na wizyte w Wonderlandzie z Katie, Mattem, Vicki i Richem, ale odwolali. Z tego powodu moglem uczestniczyc w spotkaniu administratow ligi londynskiej. Co ciekawe, dalej zostane jednym z adminow, ale wylacznie na odleglosc. Jak widac wszystko da sie teraz zrobic przez internet.
    W weekend dalsze zalatwianie sprawunkow przedwyjazdowych. Bardzo nieskuteczne zreszta. W sobote w banku w Richmond okazalo sie, ze musimy to zrobic na sam koniec pobytu, bo nie da sie zamknac z wyprzedzeniem. Umowilismy sie na sobote przed wyjazdem. A pozniej wrocilismy spacerem nad rzeka do domu. Dzisiaj wybralismy sie do Kingston zamienic nasze abonamenty na doladowania. Na miejscu okazalo, ze w sklepie tego nie robia… musimy dzwonic. W zamian wrocilismy z torba zakupow do Polski – ale autobusem tym razem.

  • Kartonow jak mrowkow

    Zona mowi, ze w ciagu tygodnia sie nic nie dzialo. Ja tam jej wierze. Starosc, nie radosc i niektorych rzeczy sie nie pamieta.
    Weekend troche bardziej pamietliwie minal. Jak zwykle ostatnio. W piatek Gosia poszla na kolejny babski wieczor. Tym razem wyladowaly w jakims klubie w Kingston. Zona jednak bardzo odpowiedzialnie, nie wypila zbyt duzo i spokojnie sama wrocila do domu.

    I nawet nastepnego dnia czula sie na tyle dobrze, ze poszlismy sobie na spacer do ogrodow zaowocowany kilkoma bardzo ladnymi zdjeciami z pierwszymi ozdobami swiatecznymi.
    Na wieczor umowilismy sie z grupa planszowkowa na wyjscie na miasto z okazji moich zblizajacych sie urodzin. Zaczelismy w Four Thieves, fajnym (ale glosnym) pubie z sala gier Arcade. Spedzilismy tam pare godzin, a potem przenieslismy sie do klubo-baru gdzie dokonczylismy picie. Bar byl w stylu hawajskim, a alkohol podawali w wielkich lodkach. Fajny efekt. Tam tez posiedzilismy troche i po polnocy zmylismy sie do domu. Ot takie niezobowiazujace, ale przyjemne wyjscie na miasto.
    Wczesniej w ciagu tygodnia przygotowalem liste rzeczy do zrobienia przed wyjazdem z Londynu, a jedna z nich byla sprzedaz czesci mebli. No i wystawilem 3 komody na sprzedaz. Nikt nie spodziewal sie, ze pojda w ciagu tego samego dnia, co zmusilo nas do blyskawicznego  oproznienia zawartosci i spakowania czesci rzeczy w kartony. I od tego pory oficjalnie juz jestesmy czesciowo spakowani. Przerazajace…
    Dzisiaj juz troche leniwiej. Ja spedzilem troche czasu na konfiguracji serwera, od dzisiaj dzienniki znajduja sie za ladna klodeczka i certyfikatem SSL. Po poludniu z okazji wygasajacych kuponow poszlismy na pizze i wrocilismy nazarci jak swinie. A teraz odpoczywamy na sofie po ciezkim dniu :)

  • W trakcie

    Coraz blizej i blizej, co powoduje koniecznosc podejmowania coraz powazniejszych krokow. I tak w tym tygodniu rozmawialem z Karolina na temat umowy ktora podpiszemy kiedy wyjade do Polski, kupowalem bilety promowe, zalatwialem rejestracje busa i wynajmowalem miejsce parkingowe. I tak to powolutku idzie do przodu. Ale im blizej konca tym i bardziej nam sie nostalgia wlacza – jak to fajnie tak w tym Londynie. Chociaz drogo, chociaz znowu dach przecieka i znowu wlasciciela trzeba bedzie sciagac, to jednak wszelkie te niedogodnosci sa przycmiewane przez ogrom miasta i te taka beztroskosc zycia. A tu wracac trzeba do kredytow, rodziny i doroslosci… Z drugiej strony to i czekamy na to. Ot, czlowiek to jednak glupi i niezdecydowany.
    A powrotow to mielismy wiecej niz jededn w tym tygodniu, bo wrocila do nas Wiola (z Piotrkiem) ostatni raz odwiedzic nas przed wyjazdem. Przyjechali w piatek po poludniu i od razu sami zalatwili wszystkie wieksze atrakcje turystyczne, dzieki czemu w sobote moglismy skupic sie na zwiedzaniu pubow. W sobote pochodzilismy chwile po centrum, odwiedzlismy sklep z zabawkami w ktorym chyba wszyscy poczuli cos z dziecka (i odrobinke nienawisci do gownazerii), zjedlismy pyszne jedzonko na Borough Market i pojechalismy do Bermondsey. Spedzilismy w tamtejszych browarach pare dobrych godzin cieszac sie z dachu nad glowa i ciepelka, bo pogoda sie zrobila typowo londynska.
    Dzisiaj korzystajac natomiast ze slonceczka obejrzelismy Tower i odstawilismy gosci na Victorie. Po czym wroclismy do domu zasiadajac na kanapach i cieszac sie odpoczynkiem.