Category: Uncategorized

  • Potrzydziestkowe imprezy

    No to tym razem to jest co opisywac, bo caly tydzien sie cos dzialo.
    Mielismy pare problemow w mieszkaniu – brak cieplej wody wieczorem, cieknacy prysznic, straszna kondensacja w ogrodach zimowych i glosne wywietrzniki. Jako ze wszystko to dzialo sie w strefach Matta i Katie to oni zalatwiali wszystkie wizyty. Ale oczywiscie trafilo sie, ze to Gosia przyjmowala majstrow w swoim dniu wolnym. Mieli wrocic we wtorek, ale jak to budowlancy… nie wrocili. Problemy z mieszkaniem zmusily nas do bezposredniego kontaktu z wlascicielka, po ktorym okazalo sie, ze jednak mozna szybko to pozalatwiac.

    Z racji ciaglego posiadania abonamentu do kina (ale juz niedlugo…) we wtorek zrobilismy sobie wypad na kolacje burgerowa i seans kinowy zaraz po pracy.

    Razem z Gosia praktycznie caly tydzien jedlismy jakies pozostalosci imprezowe, natomiast w srode wieczor urzadzilismy sobie gre w Carcassonne i dojadanie resztek. Nie wyszlo, dlatego w sobote zrobilismy powtorke i zaprosilismy pomoc – Jasona i Michaela z Ellen. No i w koncu udalo sie oproznic te lodowke! Mysle, ze powtorzymy takie wieczory planszowkowe z czego bardzo sie ciesze.

    W piatek zdolalismy w koncu odwiedzic Richa i Vicky w ich “nowym” mieszkaniu. Gosia skutecznie tym razem sie poskarzyla, ze jeszcze nas nie zaprosili. Przyjemne mieszkanie i bardzo przyjemny wieczor. Tak tez rozpoczelismy grudzien i imprezy swiateczne bo wszedzie juz slychac koledy (chociaz to bardziej piosenki swiateczne), ozdoby i choinki. I nawet u nas w mieszkaniu juz choinka stoi – nieubrana tylko.

    A dzisiaj juz tylko wyprawa na jakies zakupy, naprawianie innych problemow mieszkaniowych (bo ja akurat na majstrow nie musze czekac, zeby cos naprawic) i problemow internetowych (bo mi moja strona wizytowkowa cos nie zadzialala). Z lenistwa zezerlismy McDonalda i wstyd troszke…

    A oprocz tego mama poprosila mnie, zebym wylosowal im tajemniczego Mikolaja, bo organizuja wigilie razem z Przemkami.

    Tylko czasu troche jednak zabraklo – a musze sie w koncu zabrac za to obliczenie w jaki sposob najkorzystniej mi bedzie pracowac w Polsce.

  • Imprezowa trzydziestka

    Poniedzialek wolny, na aklimatyzacje po wakacjach – bardzo potrzebna sprawa bo do domu zawitalismy kolo 11 w nocy, w trakcie najnizszych mozliwych temperatur. Zziebnieci straszliwie. Dzieki wolnemu moglismy sie wyspac, zrobic jakies zakupy i odpoczac po tych meczacym tygodniu.
    No i niby wolny, ale niestety pracy bylo tyle ze w piatek juz nie czulem ze tydzien byl krotszy, a wakacje wydawalo sie juz tylko wspomnieniem. Na szczescie na odswiezenie pamieci sa filmiki, ale wiekszosc nie nadaje sie do pokazania ;)

    W ciagu tygodnia oprocz pracy ostro przygotowywalismy sie tez do mojej imprezy urodzinowej na ktora zaprosilismy kilka osob. Oczywiscie, Gosia przygotowala zarcia jak dla armii i zostala wiekszosc. Tyle z tej diety powakacyjnej…

    Sama impreza bylo w wiekszej czesci udana. Zona sliczna, jedzenie dobre, goscie dopisali. Dostalem tort i konfetti w ramach niespodzianki. Niestety, pijani goscie czasami nie dogaduja sie ze soba i musielismy zakonczyc impreze szybciej i upewnic sie ze wszyscy wroca do domu bezpiecznie.

  • Upalona trzydziestka

    Ha, tym razem pamietalem, ze musze napisac dziennik i nawet sie przygotowalem. Po raz pierwszy chyba w samolocie. Ale wiedzialem, ze w domu zjawimy sie na tyle pozno, ze na pewno nie bedzie mi sie nic chcialo.
    Tydzien… Full inclusive. Prazenie na plazy codziennie, trzy posilki dziennie codziennie i tyle alkoholu ile sie w czlowieku zmiesci. Dobrze ze tylko tydzien, bo po dwoch to watroba by wysiadla. Doszlismy tez do wniosku, ze i lenistwa tydzien to zbyt duzo. Jesli dluzsze wakacje to tylko z dodatkowymi aktywnosciami, a nie lezenie plackiem na plazy.
    Hotel bardzo fajny, wielka wanna w lazience, taras z widokiem na ocean… Sama Fuerteventura nas troche zaskoczyla krajobrazem. Ot pustynia z bardzo nieliczna zielenia. No ale nie przyjechalismy tam dla wyspy. Codziennie prawie zamiast nad basenami hotelowymi goscilismy na plazy oceanicznej. Bo Gosia opalala cycki. I wyszlo jej to wspaniale i super bylo sobie popatrzec na te polkule skapane w sloncu. Zeby tylko woda taka slona nie byla.
    Gosia zaczela tez jesc ryby i pomidory. Chyba to slonce jej zaszkodzilo. Albo alkohol, bo pomidory chwalila tylko pijana. Ja jak zwykle jadlem wszystko. Oboje boimy sie troche co nam pokaze waga jutro rano…
    Oczywiscie nie obylo sie tez bez spiec na tle ubiorowym. W moich myslach wyjazd urodzinowy na sloneczne wakacje wiazal sie z calkowitym brakiem stanikow. Gosia szybko to zrewidowala, bo codziennie gdzies ten stanik wcisnela… I nic zupelnie sobie nie robila ze mnie.

    Dzisiaj juz powrot do zimnego Londynu razem z 30 latkami na karku. Dziwnie tak, ale jakos zupelnie tego nie czuje. Wspominalem tylko Gosi, ze mentalnie zatrzymalem sie chyba kolo 25 i wiecej mnie nie rusza. Ciekaweckiedy tylko nastapi mentalne zatrzymanie sie na kolejnym progu? Oby jak najpozniej!

  • Po pijaku

    Tydzien oczekiwania na wakacje. Nic tylko odliczanie kolejnych dni. Doczekalismy w koncu niedzieli, ale dziennik bedzie musial poczekac tydzien az zdam relacje z pelnego tygodnia. Dzisiaj pisany w stanie lekkiego rauszu… No bo jak nie korzystac z full inclusif?!

    Aby sprawiedliwosci dziennikowej stala sie zadosc krotkie wspomnienie zeszlego tygodnia: praca, praca i jeszcze wiecej pracy. Z niewielkim urozmaicehiem w postaci fotografa ktory robil nam przez caly czwartek zdjecia. W zalozeniu do wykorzystania na strone, ale jestem ciekawy czy cos fajnego wyszlo.

    A tymczasem, zona bez stanikow caly tydzien w skapych strojach kapielowych bedzie przyprawiala o zawaly pozostalych gosci hotelowych, a teraz po kolacji i zawiani po paru drinkach idziemy na zwiedzanie hotelu.