Swieta zakonczylismy kinowo, na ostatnim seansie 4DX Jumanji. Film sredni, ale z efektami ogladalo sie go bardzo przyjemnie. Tydzien w pracy rozpoczelismy rowniez kinowo, bo wybralismy sie na The Greatest Showman. Przyjemny musical. No i konczac juz watek kinowy, to zlozylismy rezygnacje z Unlimited. Przyjemnie bylo przez ten rok pochodzic do kina, ale wspolnie uznalismy, ze coraz czesciej nie chce nam sie isc i idziemy z “musu”. No to sobie odpuszczamy.
W czwartek korzystajac z ostatnich dni wolnego urzadzilismy sobie randke przy swiecach. Gosia w krotkiej sukience, wysokich szpilach i do tego pyszne jedzonko. A ja przynioslem kwiatka ;)
W niedziele Sylwester. Nudny jak flaki z olejem, bo w towarzystwie głównie rodziny Kate. Przesiedzielismy do 23 w ogrodzie zimowym, a reszta na sofach przy sciszonej muzyce… paranoja. Pozniej weszlismy na dach i tez sie troche rozczarowalismy, bo najblizsze duze fajerwerki byly w centrum. Fajnie widoczne, ale spodziewalismy sie widoku na wieksza skale… A jak wrocilismy do domu, to impreza juz sie sprzatala i kiedy wiekszosc gosci poszla to muzyka dalej nie zostala wlaczona. Dobrze chociaz, ze kupilismy Guitar Hero, wiec mielismy z Gosia co robic – bo gramy w nie bardzo namietnie. Chyba musze zaczac powoli dozowac, zeby sie nam zbyt szybko nie znudzilo.
A dzisiaj pierwszy stycznia – to oznacza, ze zaczal sie nasz ostatni rok w Londynie. Troszke szkoda nam na pewno bedzie, ale tez i troche teskno do kraju, rodzinki i przyjaciol.
Category: Uncategorized
-
Ostatni rok w Londynie
-
10 lat
Zanim przejdziemy do Swiat, zacznijmy od tygodnia.
We wtorek po tygodniu podrozy (zgodnie z planem) przyszla paczka swiateczna z Polski. Tym razem bez strat. W srode odwiedzil nas Tom na kolacje zaserwowana na raclette (chyba). Taki kamien z podgrzewaczami, gdzie kazdy robi jedzenie sobie sam przy stole. I teraz Gosia chce taki sam…
W piatek wzialem wolne i zaczelismy przygotowania. 103 pierogi i zupa grzybowa. Wyszly wspaniale, szczegolnie zupa.
Wieczorem zjawily sie tez Jackie z Hanna. I zaraz nastepnego dnia zaczelismy obchody Swiat. Najpierw uroczysty obiad mieszany polsko-angielski, na starter zupa grzybowa, na pierwsze pierogi a na drugie pieczen z indyka ze wszystkimi przystawkami. Pozniej prezenty. Troche glupio sie czulismy, kiedy my bardzo skromnie wreczylismy jakies slodycze, a dostalismy butelke ginu od Matta i Katie i wielki kosz prezentowy od Jackie…

Wigilia to juz tylko resztki przygotowan. Salatka warzywna, sledzie na dwa sposoby i pieczenie mies i chleba. No i sprzatanko. Kolacja tylko we dwoje, symbolicznie. Pierwsze Swieta w Londynie tylko we dwoje i ostatnie tez. Z racji lenistwa wpis przesunalem dopiero na pierwszy dzein swiat. Az glupio… Caly spedzony przed telewizorem, jedzac i spiac…
I jeszcze z rzeczy wartych wspomnienia, kupilismy bilety do Polski na czerwiec. Bedziemy sie starali ogarniac jakies pierwsze decyzje w sprawie domu… -
Biale prawie swieta
Snieg! Padal przez godzine i nie utrzymal sie nawet dnia, ale byl. Temperatury zimowe sie jednak utrzymaly i spowodowaly ogromna moja niechec do roweru. I znowu bede gruby.
Skoro zimno na dworze to pociagi chcialy sie rozgrzac poprzez pozar na Waterloo. W poniedzialek do domu udalo nam sie z Richem wrocic Uberem po godzinie jazdy. Okropnosc…
W czwartek 3 rok z rzedu premierowa wizyta na kolejnych Gwiezdnych Wojnach. 8 czesc sagi juz!
W piatek mielismy impreze swiateczna. Rich byl moim tajemniczym Mikolajem i dostalem spodnie na rower chroniace kostki przed zimnem. Przydadza sie na pewno! Niestety, Karolina nie mogla zalatwic niani na zastepstwo Gosi, wiec Gosia zamiast bawic sie ze mna to pilnowala dzieciakow. No i zeby jej zbyt smutno nie bylo, wrocilem z nia do domu jak tylko szefy uznaly ze tez wroca.
Wczoraj w ramach zakupow przedswiatecznych wybralismy sie do polskiego sklepu na Hounslow, ktore przywitalo nas szczurami na stacji… No jakby inny kraj. Na szczescie udalo sie wrocic z kilogramami kapusty, miesa, marmolady i cala reszta dobroci, ktore nie zmiescily sie w paczce pomocowej. Ktora to, mamy nadzieje, do nas dotrze na poczatku tygodnia. Albo przynajmniej przed swietami…
Dzisiaj wspolnie stwierdzilismy, ze bardzo powazni z nas dorosli ludzie. Trwaja bowiem rozmowy na temat wlasnosci Lisek, splacania czesci Milosza, wyboru projektu i w ogole powaznych rozmow o dalekiej przyszlosci. Ja tam optymista jestem i wiem, ze bedzie dobrze.
A. I Gosia dzisiaj udekorowala trzy blachy piernikow swiatecznych. Sliczne som.
-
Mikolajki
Tak malo sie dzialo, ze nawet komputera nie chce mi sie odpalac zeby opisac. Jak dobrze ze ten tablet wzielismy. Jak do tej pory nie bylem przekonany ze tablety sa przydatne, szczegolnie po doswiadczeniach ze slabymi modelami, tak porzadny jest bardzo ulatwiajacym zycie urzedzeniem.
Tydzien minal nam typowo, czyli na pracy. Od poniedzialku mamy ustrojona przez Matta i Kate choinke, w srode byly Mikolajki. I to tyle… No moze poza tym, ze caly tydzien nocowal u nas Tom – przyjaciel Matta i znowu trzeba bylo pouczac naszych wspollokatorow na temat porzadku…
W weekend troche wiecej, bo w sobote Gosia wyciagnela mnie na caly dzien zakupow, ale w ramach rewanzu ubrala sie w super seksi sukienke i poszlismy do klubu. Chyba polubie zakupy…

A dzisiaj wyszla mi idealna piers z kaczki. Mniam.