Category: Uncategorized

  • Londynska wiosna

    Tak cos mi sie wydaje, ze te wszystkie kawaly o Londynskiej pogodzie to powstaly w czasie “wiosny”. Codziennie cos pada i wedlug prognozy prawie codziennie ma padac. I wez tu planuj jakies podworkowe aktywnosci na tydzien swiateczny z rodzicami…
    Bo i my praktycznie tylko swietami zaczynami zyc. Plany co kupic, co gotowac i co robic. W sobote wyprawilismy sie do Polskiego sklepu po niezbedne zaopatrzenie (wedzonki, twarog i majonez przede wszystkim).
    Poza zblizajacymi sie swietami jedynym wartym odnotowania faktem jest rozpoczecie nowej pracy przez Matta. Emoov – jakas agencja nieruchomosci. Ciekawe jak dlugo tam wytrzyma…
    Bo my dalej tylko odliczamy miesiace do powrotu

  • Prawie wiosna

    Tydzien minal bez zadnych wydarzen wartych zapamietania i wspomnienia. Wiosna przyszla po zimie, cieplutko sie zrobilo, kwiatki sie pojawily. Po czym znowu w weekend przysypalo sniegiem. Gosia juz zaczyna panikowac, ze na swieta n a pewno cieplo nie bedzie i co my wtedy z tymi rodzicami zrobimy?!
    W piatek wieczorem udalo sie odnowic kontakt z Markiem. Po latach calych pogadalismy na Skypie. Glupio strasznie i mam nadzieje, ze uda sie ten kontakt utrzymac.
    W biurze cisza i spokoj – Anna dalej na wakacjach. I jakos roboty malo. Rich juz na wakacjach, szczesciarz gdzies na Fiji. Zazdroscimy mocno, sami bysmy chcieli plaze i sloneczko…

  • Kontrakty

    Ten tytul w innych okolicznosciach oznaczalby ogromne zmiany. Tym razem, to Gosia dostala propozycje podpisania umowy z Karolina. Poczatkowe propozycje w ogole wygladaly super, bo miala dostawac bardzo ladna gwarantowana miesieczna wyplate, wiec i platne wolne. Niestety, standardowo – ostateczna propozycja z mniejsza kwota powoduje, ze praktycznie nic sie nie zmieni. Ale my mili ludzie, nam umowa nie przeszkadza, wiec jesli Karolina chce, to Gosia ja podpisze.
    Telewizja niedobra… znowu zaczela BakeOffa we wtorki. I znowu z ciastami bedziemy przesiadywac. I tyc. A juz powolutku tluszczyk zaczal zjezdzac w dol…
    W weekend udalo nam sie zorganizowac kolejny wieczor planszowkowy, tym razem u Michaela i Ellen. Pierwszy raz w ich mieszkaniu (bardzo przyjemne choc malutkie) w piatke zagralismy w nowa planszowke. Ja jako fan bardzo lubilem, dziewczyny chyba troszke mniej. Matt z Katie sie na nas wypieli, co obsmialismy rowno – bo glownym powodem ich braku obecnosci bylo to, ze Matt nie ma dalej pracy. Nikt nie rozumial co ma jedno, do drugiego.
    Dzisiejszy dzien spedzilismy poza domem. Z okazji dnia matki Katie znowu wyprawiala rodzinny lunch w mieszkaniu. Nijak nam sie nie chcialo spedzac czasu z ich rodzinkami, na przedpoludnie poszlismy do kosciola, pozniej kino, kolacja, a jak wieczorem wrocilismy to juz bylo pusto.
    Zona juz podrzuca mi tylko kalendarz z wypisanymi wydarzeniami, nawet nie chce powiedziec. Wiec w kalendarzu widze, ze w tygodniu byl dzien kobiet i dzien mezczyzn. Gosia dostala kwiatka (nie podzielila sie), a ja dostalem czekoladki (i sie podzielilem) – wnioski pozwole wyciagnac czytelnikowi.

  • Zima

    Podobno jestem przewidywalny i Gosia od poczatku wiedziala jaki bedzie tytul. No, ale jak inny jak to nasza pierwsza (i pewnie ostatnia) prawdziwa Londynska zima. Snieg i mrozy (no… powiedzmy) przez caly tydzien sprawily spore problemy komunikacyjne, ale jednoczesnie uruchomily prawdziwy nastroj zimowy. I troche nostalgii za Polska, kiedy rano w sniegu szlo sie do pracy.
    Poniedzialek sie zaczal bardzo leniwie dla mnie. Po niedzielnym rozlozeniu sie uznalem, ze jeden dzien odpoczynku dobrze mi zrobi i spedzilem go w lozku ogladajac seriale i grajac na konsoli. Moglbym byc chory czesciej…
    We wtorek juz niestety do pracy musialem isc. Spotkania i popracowa rozmowa kwalifikacyjna z włochem poszla dobrze, ale i tak nie wiadomo, czy gosc zdecyduje sie na prace u nas.
    Skoczymy teraz do weekendu. Zaczal sie wczesnie od popoludniowej imprezy Twin Cup. Vicky z bratem blizniakiem i jeszcze jedna para blizniakow co roku organizuja impreze w ktorem razem z zespolami probuja dowiedziec sie kto jest najlepszy. W tym roku mialo to postac tzw. Beer Mile, czyli odwiedzaniem ogromnej ilosci malutkich piwiarni w Bermondsey. Byloby lepiej, gdybym tylko lubil piwo.
    Widze jeden calkiem dobry powod dla ktorego wczesne zaczynanie imprez jest dobre. Juz o 9 bylismy z powrotem w domu. Nawet weekendowy McDonald i spanie na kanapie nie przeszkodzilo nam, zeby w niedziele isc grzecznie do kosciola.
    A pozniej swietowac. Bo oto, ni stad ni zowad Gosia skonczyla kolejny roczek. Cheesecake, kaczka na obiad, 2 godzinna pogadanka z rodzicami, a na wieczor kieliszek babelkow ktore przyniesli Matt z Katie. Nic specjalnego, mam nadzieje tylko ze jest ok. W przyszlym tygodniu poswietujemy troche bardziej – plany na kino i obiad na miescie. Szkoda tylko, ze wymuszone kolejnym obiadem rodzinnym u nas.