Dawno, albo nigdy się nie zdarzyło, żeby cały tydzień nie było wpisów, ale święta i inne zajęcia… No cóż, w taki razie wpis z ostatnich dwóch tygodni.
Święta przyszły błyskawicznie, ale jeszcze w Wigilię mieliśmy wizytę z gminy w celu obejrzenia i zmierzenia drzew do wycięcia. Głupota straszna, szczególnie to mierzenie, a już nie zazdrościłem babce lażenia po lesie, bo pogoda nie rozpieszczała. I niby nie można, ale dosłownie godzinę po wizycie jeden świerk już leżał, a jego czubek zdobił salon. Wyszla choinka rubensowska, bo gęsta i rozpostarta – ale bardzo ładna.

Święta, święta, minęły jak zawsze błyskawicznie. Wizyty u rodzinki, znajomych, posiadówki, jakieś planszówki (chyba) i zaraz był weekend poświąteczny. W niedzielę po południu wybrałem się do Ostrowi na Magica z Markiem i ekipą i wróciłem pozno w nocy i to był główny powód braku wpisu.
Na Nowy rok planowalismy do Warszawy wybrać się z samego rana, bo umówiliśmy się na wizytę wstępną w Novum. W poniedziałek nastąpiła szybka zmiana planów, bo przełożyli wizytę na ranek, więc już wieczorem zameldowaliśmy się w Borowej Górze.
Sam Sylwester był mocno w biegu, wizyta w klinice (Gosia dostała zastrzyki – z dobry tydzien klucia), zakupy, przygotowania do imprezy, a na samej imprezie prawie przegapiliśmy północ grając w planszówki. Zresztą, po północy też graliśmy i na graniu dotrwaliśmy do czwartej nad ranem.
Wczoraj i dzisiaj kładlismy z tatą kabel do bramy przez podwórko. Rozryliśmy, zakopaliśmy i mam nadzieję, ze uda mi się w końcu zmusić ten bramofon do współpracy.
No i na sam koniec niedzieli Gosia popsuła łóżko :) Połamała się deska wspornikowa i trzeba było wymienić i wzmocnić. Dodatkowa nóżka, długie wkręty. Się zobaczy ile teraz wytrzyma.

