Category: Dzienniki Londynskie

  • Walentynki i orchidee

    Szybki przegląd tygodnia. Odzyskiwanie danych chyba się powiodło, mam do przejrzenia kilka setek tysięcy plików w kilku tysiącach katalogach. Zdążyłem przerobić pięćdziesiąt katalogów… zajmie mi to chyba czas do samego lata. Pewne efekty na szczęście są, bo znalazłem listę projektów co rokuje na szczęśliwe odzyskanie pozostałych dokumentów i zdjęć.

    Wizyta w nowej firmie na tyle skuteczna, że złożyli mi ofertę taką jaką chciałem i jeśli tylko w następny poniedziałek napiszę dobrze test kompetencji to czeka nas przeprowadzka.

    Walentynki minęły całkiem przyjemnie, odwiedziliśmy Kew Gardens i wystawę orchidei, zapomnieliśmy aparatu, więc będą tylko wspomnienia. Chociaż ogrody są tak duże, że jeżeli się uda to spróbujemy je odwiedzić jeszcze raz. A kiedy my oglądaliśmy kwiatki Ilonka brała ślub cywilny z Rafałem, co oznacza że z 4 psiapsiółek już tylko Martyna została panną. I to też niedługo!

    11004865_888710701180399_315427299_n

    10967930_888706977847438_355968586_n11004325_888707191180750_1044880954_nI był tłusty czwartek, narobiliśmy rogalików z marmoladą i czekoladą i mąż w owy czwartek przyniósł różyczkę i zadowolona byłam, oj byłam :-) I stoi teraz i prezentuje się ladnie na stoliczku obok kwiatu gwiazdy betlejemskiej, który o dziwo pięknie nam się trzyma i cieszy oko podczas posiłków i nie tylko :-) i wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc, którą to również spędzimy tylko we dwoje… i w ogóle jakoś czas szybko leci i już coraz bliżej do odwiedzin w PL, na które baaardzo czekamy ;-)10984748_888707127847423_102205911_n

  • Pierwszy śnieg!

    Z odzyskiwania danych nic nie wyszło, bo kieszeń nie przyszła. Gupi Amazon. Znaczy przełożone na przyszły tydzień.

    W pracy daliśmy radę mimo braku Richa, a w późniejszym czasie też Marka (Karolina urodziła (5 lutego)  zdrowego synka). Musiałem gadać z klientami, ale chyba pokazałem się z całkiem niezłej strony i rozwiązałem ze dwie kryzysowe sytuacje.

    Tydzień ogólnie minął szybko i bez żadnych rzeczy mniej lub bardziej godnych uwagi, może oprócz aury pogodowej – w końcu zobaczyliśmy śnieg w Londynie. Tak z centymetr i tak ze 2 godzinki. Ale był!

    snieg

    A ja się szykuję do odwiedzin w “możliwe, że nowej” firmie. Poniedziałek o 13 mam spotkanie z prezesem, okaże się jak to wygląda na żywo.

  • Kolejne wesela…

    Oj ciężko, ciężko kiedy katar męczy. A męczy mnie od czwartku, przez to w piątek żadnego bilarda, tylko szybko do domciu, sobota przeleżana w łóżku i na szczęście trochę lepiej się czuję. Za to Gosia zaczęła ciągać nosem, a jutro musi przecież iść opiekować się dzieciakiem… Mam nadzieję, że jej przejdzie choć trochę.

    Już 8 wesel w tym roku – okazało się że Grześ też się zdecydował. A mówiła Gosia, że jak Puściany malują dom to i wesele będzie! W związku z weselami Gosia też mi sobotni wieczór smutna łaziła bo jej psiapsiółki spotkały się na wieczorze panieńsko/kawalerskim, a ona nie mogła być.
    Dzisiaj mimo kataru musieliśmy wyjść trochę na zewnątrz oddać pożyczony materac i kołdrę, a przy okazji zachcianki Gosi na sałatkę z kurczakiem pojechaliśmy do Twickenham do polskiego sklepu, gdzie ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu znalazłem na półce majonez kętrzyński. Od razu zakupiony zresztą.

    W przyszłym tygodniu spróbuję odzyskać jakieś dane z zepsutego dysku, okazało się bowiem że na dysku zapasowym nie ma żadnego folderu z dokumentami – a miałem tam wszystko: ebooki, cv, projekty, pity i pełno innych mniej lub bardziej przydatnych śmieci. W pracy nie będzie też Richa, co oznacza prawdopodobnie więcej roboty dla mnie i Jasona, ale damy radę!

    No i jak już tak relacjonujemy te nasze londyńskie zmagania, no to trzeba dopowiedzieć, że podwyżkę mąż mój dostał i owszem, o 3tys (ROCZNIE) więcej, no i umówił się na 9 lutego na spotkanie w nowej firmie (wszystko rzecz jasna po cichaczu przed obecnym szefostwem i jedną wielką walentynkową ściemą). I choć nadal nie wiemy czy Kamil będzie zmieniał firmę, nie przeszkadza mi to w przeglądaniu ofert wynajmu w tamtejszych rejonach :) Dodatkowo aż dziw bierze, że nie można o mnie powiedzieć , iż “pierwsze” zarobione pieniądze wydałam na shoppingu…ale to chyba zwyczajnie wina Kataru :P

  • Jednak świadkujemy

    Od czegóż by tu zacząć, bo w tym tygodniu wydarzyło się odrobinę więcej niż zwykle.
    Może na początek od sukcesów żony mojej w znajdowaniu pracy – bo sukcesy chyba są. Otóż była ona na 2 spotkaniach w sprawie opieki nad dziećmi z rezultatem na tyle dobrym, że jutro rano idzie na dłużej opiekować się dwuletnią dziewczynką (niecałe 2-letnia :P Sophia). W biurze też się o nią dopominają, ale muszą poczekać, bo zarabianie ma pierwszeństwo.
    Na drugi początek o moich pracowych zmaganiach, albowiem ten gość z poprzedniego tygodnia chociaż nie chce dać tyle ile chciałem na początku, to jednak rozmowy się toczą. W weekend wysłałem im mejla, że za 60 tysięcy + zaplanowane wakacje mogę zaczynać pracę w nowym miejscu od maja, odpowiedzi spodziewam się jutro. Z pracowych nowości rozmawiałem z Markiem i Karoliną o podwyżcem, której w zasadzie nie dostałem. Znaczy mam nadzieję, że trochę dostałem, ale nie tyle ile bym chciał. I to jest też między innymi powód dla którego tak poważnie myślę o zmianie pracy.

    A we wtorek oficjalnie już zostaliśmy świadkami. Na szczęście nie Jehowy. Znaczy, że Gosia zostanie świadkiem to było wiadome już od dawna, ale we wtorek kiedy Martyna z Karolem zadzwonili do nas razem okazało się, że ja też będę. Gosia się boi, ja myślę, że fajnie będzie!

    Oprócz tego popsuł mi się komputer (sam! bez żadnego udziału szanownej współmałżonki). Okazało się jednak, że padł tylko dysk, więc nici ze zwalenia wszystkiego na ubezpieczenie i kupienia nowego komputera. Komputer naprawiłem już ja (również bez udziału szanownej współmałżonki) skutecznie i szybko co pozwala mi pisać dalej ten dziennik.

    Dzisiaj mieliśmy jakieś święto (między innymi urodziny wujka Tadka, ale chyba to jednak nie o to chodziło), bo z moim niezmiernym zdumieniem, ale też aprobatą Gosia wybrała się do kościoła w spódniczce. Psuje mi to moje ekstrapolacje i już nie wiem czego spodziewać się w przyszłości. Może jednak mini codziennie?