Jako ze tradycyjnie jedyne wydarzenia godne wspomnienia wydarzyly sie (albo jakos wiazaly sie) w weekend, to nawet o pracy nie wspomne.
W piatek kolejne spotkanie planszowkowe, w ramach wczesniejszej celebracji urodzinowej Jasona. Umowilismy sie na wypad do Escape roomu, a do domu wrocilismy mocno napici kolo 2 (chyba). I to byl pierwszy raz, kiedy w sobote obudzilem sie z kacem typu… ale ta Gosia glosno gada. Na szczescie po poludniu przeszedl i cos tam sie udalo porobic – ot zupke i przejscie z lozka na sofe.
W niedziele dalszy ciag swietowania trzydziestki Jasona, tym raze troche bardziej tradycyjna. Najpierw w pubie spotkalismy sie z Anna, Matte Kempsterem i… Alicja z jej nowym chlopakiem. Dosc szybko Jason z Chantelle sie zmyli, niedlugo potem Alicja, a my paczka zostalismy az do zamkniecia pubu. Pozniej probowalismy dostac sie do klubu, ale ze wzgledu na zbyt wysoki poziom alkoholu w cialach Gosi i Anny ostatecznie wyladowalismy u Michaela i Ellen. Tym razem my sie szybko zmylismy, bo czulismy dosc napieta mozliwa sytuacje u Michaela. Nie chcielismy jej pogarszac.
Dzisiaj ostatni dzien ostatnie dlugego weekendu w Londynie. Jako ze w ciagu tygodnia podjelismy decyzje o zakupieniu czlonkostwa w Kew Gardens po nastawieniu obiadu w slow cookerze wybralismy sie na spacer po ogrodach. Po powrocie zjedlismy kaczke w pomaranczach ze slow cookera. Alez przepyszna byla. I juz tylko wieczorne lenistwo zostalo.
Category: Dzienniki Londynskie
-
Ostatni dlugi weekend
-
Staczania ciag dalszy
Tym razem z biszkoptowym ciastem z truskawkami. Nie wiem czyja to zasluga, ale biszkopt mi wyszedl taki jak nigdy. Tylko kurde bebech rosnie, bo znowu przy tv, z alkoholem i niezdrowym zarciem weekend zostal spedzony.
W sobote troszke popracowalem, zamontowalem w Gosi rowerze blotniki, umylem i naoliwilem na czas jesienny. Teraz tylko zazdroszcze, bo taki blyszczacy stoi.
Gosia w ciagu tygodnia sie cieszyla “odpoczynkiem” gotujac sprzatajac i dbajac o dom. A ja praca, praca. Troche luzniej i ciszej jak bez szefow.
W czwartek jak z bicza trzasl minelo nam 4 latka po slubie. Wszystkie 4 spedzone na obczyznie, ale juz niedlugo i to sie zmieni. W ramach oszczednosci kolacje zjedlismy w domu, Gosia serwowala figi z serem kozim i lososia z malinami. Polaczenia niespotykane czesto, ale bardzo smaczne.
-
Wielki skurwysyn 🕷
To chyba oficjalna klasyfikacja pajaka ktorego Gosia napotkala w czwartkowe przedpoludnie. Powrzeszczala, zrobila zdjecie, poplakala sie, ale zabila. Rozbryzgala go na cale drzwi. Nie wiem tylko, czy mi nie zejdzie na zawal jak jeszcze kilka takich zobaczy. Zejdzie :( zdjecia nie wstawie, dla dobra ludzkosci… brrr
Lato sie nam chyba oficjalnie skonczylo i pogoda zrobila sie typowo Londynska. Ot codziennie cos popada, troche sloneczka i chlodniej. Calkiem przyjemnie jest jednak po tej fali upalow, ktorych nawet najstarsi Brytyjczycy nie pamietaja.
Gosia od piatku kolejne wakacje, bo szefy sobie gdzies pojechali. Na szczescie przez 4 dni zdazyla napracowac ponad trzydziesci godzin, wiec sierpien moze nie byc tak zly jak sie obawialismy.
Po ubieglym glosnym weekendzie ten spedzlismy po cichu – przed tv, komputerami, z niezdrowym jedzeniem (m.in.: domowym puszystym cheescakem)i alkoholem. Staczamy sie jednym slowem.
-
Juz prawie nasze!
Mieszkanie jest juz nasze w 90%. Zostala ostatnia rata. Jeszcze jakos chyba do nas to nie dotarlo, ale koniecznie musimy zaczac szukac jakichs inspiracji jesli chodzi o wykonczenie…
W srode zgodnie z planem zjawil sie wlasciciel oceniac wszystkie przecieki. Na dach i okna ponaklejal jakies tasmy, a przeciek okololazienkowy zgodnie z przewidywaniami okazal sie byc spowodowany nie deszczem a uszczelka. Dobrze, ze mamy druga lazienke, bo naprawa do czasu otrzymania odpowiedniej czesci zostala przeprowadzona bardzo prowizorycznie z zaleceniem ograniczenia wykorzystania.
Szefowie sie wakacjowali caly tydzien – dla mnie (i calego biura) oznaczalo to troche wiecej luzu, ale niestety Gosia bez pracy i zarobku. I dalsza czesc sierpnia ze slabymi perspektywami, bo idzie na trzy dni do pracy a pozniej kolejne dziesiec bez. Jakos to bedzie :) A ja przynajmniej gotowac nie bede musial.
W sobote w ciagu dnia wybralismy do Richmond nad rzeke na Riverside Festival i posiedzielismy na wyschnietej trawce sluchajac fajnego bluesa i popijajac drinki. Bardzo przyjemnie.
Wieczorem zjawili sie goscie, Robert z Paulina. Duzo picia, pozniej gry w eksplodujace kotki – niestety na tyle glosnej, ze sie sasiedzi poskarzyli. Bywa.
Dzisiaj troche zdychalismy, wiec dzien spedzilismy na sofach przed tv. Nie zebysmy jakos bardzo narzekali na taka forme spedzania czasu.