Category: Dzienniki Londynskie

  • I po żaglach

    Wczoraj wróciliśmy z naszych wojaży żaglowych. Pogoda nas nie rozpieszczała oj nie – praktycznie każdego dnia padało, nie było słońca i wiało. A z tych trzech rzeczy tylko jedna jest dobra do żeglowania. Temperatury były wspaniałe… gdybyśmy tylko pływali pod koniec września, a nie między lipcem i sierpniem…

    Gosia z żagli wróciła poobijana z każdej strony i każdy siniak był jej własnym dziełem, a do tego na koniec ugryzła ją osa. Dziamdziak mój kochany.

    Po zakończeniu żagli zrobiliśmy szybkie after party z gościnnym udziałem Oli Zawiszy i Mariusza którzy na weekend przyjechali na Mazury. A niedziela to żegnanie Zawiszów wracających do Ostrowi, wujka Przemka z Filipem i Domi wracających do Warszawy i wizyty u teścia z powodu minionych imienin wyżej wymienionego.

    W przyszłym tygodniu znowu praca zdalna i zapowiada się, że ogromne upały. W sobotę wesele Emili i już zbieranie się do powrotu na emigrację. Ależ ten czas szybko mija…

  • Liskowe pół urlopy

    Wpis opisujący nasz tydzień wyjątkowo w piątek, gdyż już jutro zabieramy nasze dupki na tydzień żeglugi :)

    O ile dnie Kamilowe upływają codziennie od 10 do 18 na pracy zdalnej, a moje  różnie (głównie pomoc teściowej w kuchni i nie tylko), tak wieczory spędzane są poza domem. Poniedziałkowy wieczór to ognisko w Płocicznie w towarzystwie Kuby, jego koleżanki Agnieszki, Hanki i jej chłopaka Macieja. Wtorek to odwiedziny w towarzystwie małżonów Czaplickich, świeżo upieczonych rodziców maluśkiej Lilianki, czyli Ilony i Rafała (Maluśka – ssssssłodziak :)) Środa to wieczorna herbatka u rodzinki Sobolewskich w Krzywych, zaś czwartek – ełckie kino i “Ant-Man”. No a dziś piątek i zamiast pakowanki na żagle, mamy dezintegracyjne grillowanie :)

    Tak właśnie upływa niemal połowa naszego pobytu tutaj…

    P1050702

  • Świadkujemy

    Już chyba tak zostanie, że nasze posty są czasowo przesunięte, bo nawet nie ma czasu by je pisać. Tyle się dzieje :) 

    Ubiegły tydzień upłynął oczywiście pod znakiem przygotowań do wesela Martyny i Karola, które to oczywiście minęło tak szybko, że teraz tylko miłe wspomnienia i żal, że już po wszystkim :) alee po kolei: poniedziałek i wtorek Kamil opisał w poprzednim poście :) środa minęła na moim upiększaniu u kosmetyczki, Kamil zaś w tym czasie zdążył się wynudzić, jak również zrobić zdjęcia i złożyć wniosek o wydanie paszportu. Cały czwartek to wizyta w Olsztynie, w którym to Martyna robiła się na bóstwo u zaprzyjaźnionej kosmetyczki a my odebraliśmy suknie ślubną, materiał na kokardy, odwiedziliśmy kino, ponarzekaliśmy na rozkopane miasto, bo im się tam trakcji tramwajowej kłaść zachciało, pojedliśmy, ponudziliśmy. No a w piątek, no a w piątek… poranna wizyta w gminie w celu odebrania mojego dowodu (który to czekał dzielnie prawie rok) i złożeniu wniosku przez Kamila o nowy dowód, bo mu się ważność niedługo kończy. Następnie dzięki podwózce teścia, ja udałam się do Martyny, by pomóc im udekorować krzesła kokardami, godzić ich podczas nerwówki usadzania weselników i wspierać ostatnimi radami. Kamil zaś musiał tylko wyczyścić na błysk jaguara, który to po raz drugi służył za ślubną limuzynę :)

    A sobota, to długo wyczekiwany przez Państwa Czaplickich dzień ślubu. Ojjj pięknie, pięknie nasze gołąbeczki wyglądały i o dziwo podczas przysięgi się nie popłakali, chociaż chusteczki dla Martyny w pogotowiu już były trzymane :) Kościół był pięknie przystrojony, tort weselny smaczny, dodatkową furorę zrobił pyszniutki, że ho ho pieczony prosiak.  A my jako świadkowie staraliśmy się dzielnie dotrzymać im kroku i solidnie wykonywać powierzone funkcje :) Muzykanci grali do 4 rano, odciski czuję do dziś :) Po weselu krótkie after party w apartamencie młodych, o 12 zwolnienie pokoi hotelowych i kurs poprawinowy do Regelnicy, gdzie nie balowaliśmy za długo, gdyż w Liskach zjawił się dziadek Zbyszek z wujkiem Przemkiem, którzy obdarowali Kamila w ramach prezentu imieninowego… ginem, bo już się wieści rozeszły, że mąż mój pić zaczął nie tylko wino. Wieczorem do Miłosza dołączyła Ola, byśmy mogli obejrzeć zdjęcia z bułgarsko-tureckich wojaży, naprzemiennie drinkując z racji ich zaręczyn i planowanego za 2 lata ślubu.

    I trzeba przyznać wspomnianą kiedyś rację Kamilowi, że takie świadkowanie to jednak fajne przeżycie :)

    martyna_karol48martyna_karol184

    martyna_karol204martyna_karol368martyna_karol560

     

  • Wakacje!

    Wpis sponsoruje wtorek, z powodów zajęć wszelakich, wizyt i zabaw po raz pierwszy uruchomiłem komputer.

    Poprzedniego tygodnia nawet nie bardzo pamiętam… dwa dni przesiedziałem pracując zdalnie, bo internet w nowym biurze prawie nie działał, w piątek pakowanie i instruowanie Piotrka jak ma się zająć mieszkaniem. We wcześniejsze dwa, albo i trzy wieczory graliśmy w Potwory i to z sukcesami!

    Polska! Podróż przebiegła wszędzie na czas, wszędzie bez problemów. Na Heathrow nas zaprosili do szybkiej odprawy bezpieczeństwa, samolot bez dzieci, na lotnisku idealne zgranie czasowe z odbiorem bagaży i później spotkanie z wujkiem Przemkiem i Filipem.

    A od niedzieli wojaże, podróż do Białego i spotkanie z Malinami, później podróż do Wasilkowa i spotkanie z Płońskimi… i wszędzie piję. Może i w Anglii się rozpiłem, ale to w Polsce więcej piję. No i w międzyczasie Makro, zakupy elektroniczne, Castorama, dentysta Gosi…

    Cały tydzień w ogóle przejdzie biegiem, przygotowania do wesela, odwiedziny ludzi – pełno spraw i tak mało czasu.

    Plan na tydzień w skrócie przedstawia się następująco. Gosiowe kosmetyczki, wyrabianie nowego dowodu i może paszportu, wyjazd do Olsztyna po suknie ślubną, czyszczenie Jaguara no i w sobotę wesele.

    P1050687