Category: Dzienniki Londynskie

  • Stary się robię

    W czwartek obchodziłem 28 urodziny. Jeszcze 2 latka i trzydziecha na karku. I weź człowieku się zapieraj, że Ty ciągle młody. Bo jestem, się staro nie czuję! Życzeń nadostawałem, w pracy mi zaśpiewali Happy Birthday i zaśmiewali się słuchając Sto lat. W sobotę przyszli Renia z Damianem i Ola z Michałem pod pretekstem urodzin, żeby pogadać, popić i zjeść. I popili, Gosia sama z Damiana wydudniła litrową butelkę wódki. I wcale nie było z nią później jakoś bardzo źle!

    P1060253

    Poszukiwania domu w dalszym ciągu nie zakończone sukcesem z powodu tych idiotycznych przepisów HMO. Ludzie mówią, że w Polsce przepisy głupie, niech spróbują wynająć w parę osób dom tutaj… A znaleźliśmy lokum dla nas idealne. Blisko pracy, w świetnej okolicy i z darmowym dostępem do basenu, siłowni i jacuzzi! Chcemy je tak bardzo…

    W czwartek dostałem telefon ze szpitala, zapisali mnie na zabieg wycięcia portu na środę. We wtorek mam jakieś badanie przedoperacyjne, w środę zabieg. Tydzień będzie krótszy, na pewno 2 dni wolne, a jak z resztą to się zobaczy jak się będę czuł.

  • A może jednak dom?

    Ogromne trudności w znalezieniu mieszkania spowodowały, że zaczęliśmy się zastanawiać nad innymi opcjami. Okazało się, że Rich i Matt już szukają razem mieszkania, niedługo zaczyna pracę Alex, a jeśli do tego podłączymy się i my to możemy dość tanio wynająć cały dom. Chłopaki okazali się też chętni do takiego rozwiązania dlatego w sobotę odwołaliśmy wszystkie wizyty w mieszkaniach – co było mile widziane również ze względu na pogodę pod psem i internet zaczęliśmy przeszukiwać pod kątem domów.

    Mamy już kilka możliwości, myślę że od jutra spróbujemy umawiać się na oglądanie wspólne. Problem widzę tylko jeden, mają tutaj jakiś idiotyczny HMO License, co oznacza że w przypadku mieszkania w jednym domu w więcej osób dom musi spełnić jakieś dodatkowe warunki… Zobaczymy, czy będziemy mogli coś na to poradzić.

    Oprócz tego w piątek dowiedziałem się, że 9 listopada powinienem mieć usunięty port. Podobno próbowali się do mnie dodzwonić i podobno wysyłali list. Nie odebrałem żadnego telefonu ani listu. Mają do mnie zadzwonić w poniedziałek ze szpitala i spróbować umówić na inny termin.

    Sylwester szykuje się u Kuby. Filip z Dominiką się nie mogą zdecydować, Miłosz z Olą nie wiedzą, Martyna z Karolem też nie, reszta dziewczyn już w ciąży, Maliny też w ciąży i pracy, Kuba coś myśli o organizacji u siebie. I niby znajomych sporo, ale jakoś chętnych do zabawy nie ma. Próbujemy jeszcze, ale może się okazać, że pobawimy się w bardzo niewielkim gronie u Kuby właśnie.

    A ja dzisiaj zostałem wysłany do sklepu w celu zaopatrzenia Gosi w alkohol po przecenie. Wsiadłem w autobus i przywiozłem 2 butle ginu, jedną butlę mleka, trochę cydru dla siebie i zająłem się robieniem obiadu. A teraz muszę pozmywać naczynia. Dobrze, że przynajmniej wieczór zapowiada się ciekawie :>

    Na sobotę bylismy też zaproszeni na imprezę urodzinowa Oskara, alem wręczyla mu prezent wczesnej i na kinder party ostatecznie nie poszlismy. Z Harusiem mam już więcej zachodu, bo raczkuje jak gupi i przez górne zęby wygląda jak wampirek :) Poza tym w szkole straszą egzaminami, że niby tuż tuż… ale w glowie mi, ze Swięta tuż tuż i prezentów calą masę trzeba wymyslic… i kasy wydac na nie lacznie krocie….           ale teraz to należy dalej winkowac i się relaksowac ^^

  • Dziury w całym

    Zanim przejdziemy do dziury to tylko wspomnę o tygodniu. Bo tydzień w zasadzie niewarty wspomnień oprócz fajerwerków. W czwartek był Bonfire Night i ludzie świętowali prawie wysadzenie parlamentu już cały tydzień z kulminacją w piątkowy wieczór. A w środę po raz kolejny spotkaliśmy się na “śniadaniu” developerskim.

    Natomiast w weekend się działo! Po pierwsze zmieniłem serwer na którym działa nasz dziennik i z tego powodu wpis dopiero w poniedziałek, bo się DNSy musiały zaktualizować. Teraz tylko zostaje prawidłowa konfiguracja tego cholerstwa…

    Sobota rano rozpoczęła się dość wcześnie, bo zakupy zamówiliśmy jak zwykle na 9. Wstałem rano i żeby Gosi nie budzić położyłem się na kanapie. I cusik wiało. Okazało się, że cała szklana płyta po jednej stronie dachu obsunęła się i mamy 3cm szparę przez którą dziarsko dmucha wiatr. I woda też leci. Teraz tylko czekamy aż właścicielka coś z tym zrobi, ale w międzyczasie nie próżnujemy i trochę intensywniej szukamy jakiegoś innego mieszkania. Niestety ceny londyńskie to po prostu paranoja i znalezienie fajnego mieszkania w niższej lub podobnej cenie jest niesamowicie trudne. Zastanawiam się, jak nam się udało z obecnym? Dlatego w sobotę byliśmy na oglądaniu jednego, na kolejną sobotę staram się załatwić kolejne. Może coś się uda wynaleźć jednak.

    W sobotę też zgodnie z planem odbył się pierwszy internetowy rpg z udziałem Marka, Miłosza i Filipa. Świetna zabawa, a samą zagadkę rozwiązaliśmy przed 3 w nocy. Na pewno to nie jest nasze ostatnie słowo.

    W środę prawdopodobnie pójdziemy z chłopakami pograć w bilarda. Zamknęli nam bar, więc będziemy musieli wybrać się do klubu bilardowego w Twickenham. Myślę, że fajnie będzie :)

  • Chorobździele

    Nie pamiętam, czy pisałem że po powrocie z Polski trochę chorowałem. Ale moje przeziębienie to nic. Gosia się tak zaprawiła, że najpierw 2 dni nie mogła mówić, a później cały tydzień przechorowała siedząc w domu. Na szczęście teraz się trochę lepiej czuje, więc miejmy nadzieję, że od przyszłego tygodnia już do pracy pójdzie.

    W tygodniu nie działo się praktycznie nic, nie licząc środowego wypadu do kina. Nowy Bond miał premierę i nie wypadało nie iść. Tłumy straszne, ale film za to jaki dobry.

    W sobotę wypadło Haloween, w niedzielę Święto Zmarłych. Ani jednego, ani drugiego nie świętowaliśmy. W sobotę wybraliśmy się tylko na oglądanie dwóch mieszkań – jedno nawet fajne, przestronne. Problem niestety w ogrzewaniu (bo elektryczne), kurkach (bo dwa) i ogródku (bo nie było). No i zostaniemy na starych śmieciach. Doszliśmy do wniosku, że gdybyśmy tylko w obecnym mieszkaniu mieli dostęp do sypialni, albo było chociaż trochę tańsze to nawet nie byłoby co myśleć o zmianie. Po mieszkaniach przejechaliśmy się do polskiego sklepu i do domu wróciliśmy ostatnim w tym roku promem przez Tamizę.

    Próbowaliśmy także zdrowego odżywania. Łosoś na parze z sokiem cytryny i białym winem i ryżem z rukwią wodną. Pyszne! Gosia podłubała trochę łososia i tak się skończył sobotni eksperyment. W przyszłym tygodniu spróbujemy krewetek.

    Za to w niedzielę zaszaleliśmy i spędziliśmy większą część dnia w łóżku przed TV. Ot tak, dla podtrzymania tradycji!