Category: Dzienniki Londynskie

  • Biegiem przez Frankfurt

    Od wczoraj jesteśmy już w Polsce, zgodnie z planem i przewidywaniami. Szkoda tylko, że o ten plan musieliśmy powalczyć – ale zwycięsko!

    Zacznijmy jednak od zeszłego tygodnia. W czwartek premiera nowych Gwiezdnych Wojen! Poszliśmy na seans zaraz po pracy i jestem z tej decyzji bardzo zadowolony. Film był świetny, miał parę niedociągnięć ale to dobry początek kolejnej trylogii. Zaraz po filmie seans pakowania. Nie wysyłaliśmy żadnych paczek do Polski, ale udało nam się zapakować prezenty i ubrania w torby które mieliśmy. Doszliśmy tylko do wniosku, że musimy kupić sobie twarde walizki, bo miękkie torby przecierają się w tempie błyskawicznym.

    W piątek mieliśmy imprezę firmową, najpierw tajemniczy mikołaj w biurze, później obiad w knajpie i dalsze rozmowy/picie w kolejnych pubach. Do domu wróciłem dość wcześnie do zmęczonej opieką nad dziećmi żony.

    W sobotę rano okazało się, że całe pieczywo jest do wywalenia i jeszcze przed taksówką odbyłem szybki kurs do Richmond po kanapki. Później pojechaliśmy na Heathrow i po błyskawicznym przejściu przez wszystkie bramki i krótkim oczekiwaniu znaleźliśmy się w samolocie. Niestety wtedy nasze szczęście gdzieś się zapodziało i problemy ze znalezieniem pasażera, a później korytarza powietrznego spowodowały, że z Londynu wylądowaliśmy z godzinnym opóźnieniem. Pilot chyba trochę docisnął gazu, i zamiast półtora godzinnego lotu zafundował nam godzinny, ale mimo wszystko na przesiadkę do kolejnego samolotu zostało nam pół godziny. Spędziliśmy je gnając przez Frankfurt, okazało się bowiem, że po pierwsze bramki są oddalone gdzieś z kilometr, po drugie musimy kolejny raz przejść kontrolę bezpieczeństwa, a oczywiście kupiliśmy sobie wodę w Londynie o której zapomnieliśmy… i przez którą zatrzymali nas na kolejne cenne minuty. Ostatecznie jednak zziajani i spoceni stawiliśmy się na pokładzie samolotu na 5 minut przed jego wylotem (pobiliśmy chyba jakiś rekord!). Linie lotnicze odrobinę nas ugłaskały, bo zamienili nam miejsca na biznes klasę. Przynajmniej tyle! A później to już tylko w samochód i szybciutko do Lisek z postojem w Ostrowi na szamanko :)

    I całe szczęście żem założyła baletki a nie żadne obcasy :) inaczej chyba ten wyścig z czasem by się nie powiódł :)

    Wspomnienia lotu wychodzą trochę przydługawe, więc aby tylko podsumować – przyszły tydzień będzie festiwalem przygotowań do świąt i samych świąt. Metry kwadratowe do sprzątania, setki pierogów do zrobienia, ale i sporo przyjemności :).

    Odmeldowuję się.

  • No to się przeprowadzamy

    W tym tygodniu załatwiliśmy wszystkie formalności związane z nowym mieszkaniem i w piątek odebraliśmy klucze. Od razu też zaliczyliśmy weekend z nowymi współlokatorami – wydaje mi się, że uda nam się dogadać. Rich z Mattem od razu przeprowadzili większość rzeczy, z Gosią dołączymy do nich na początku stycznia, zaraz po powrocie z Polski.

    A propos Polski, już mniej niż tydzień dzieli nas od wylotu i będzie to tydzień który minie szybko. W czwartek premiera Gwiezdnych Wojen i seans zaraz po pracy, w piątek świąteczna impreza firmowa. Wygląda na to, że spakować będziemy musieli się jeszcze w środę.

    W ciągu tygodnia w końcu naprawili nam też dach w obecnym mieszkaniu. Musieliśmy wypowiedzenie złożyć, żeby to poprawili… paranoja.

    A wracając do weekendu i samego mieszkania. Od razu znaleźliśmy w nim parę wad i idiotycznych patentów. Cieknie w 2 miejscach (od razu powiadomiliśmy odpowiednie osoby), umywalka w łazience jest bardzo mała, wywietrznik w łazience można włączyć tylko przełącznikiem NAD drzwiami (aż Gosia musi podbrykiwać), w kuchni brakuje szafek no i ścianom należy się odmalowanie. Trochę pracy nas czeka, ale wszyscy jesteśmy zgodni – dobrze nam się będzie mieszkało.

    Weekend zresztą spędziliśmy ustawiając pierwsze rzeczy na swoich miejscach (TV, część szafek, choinkę), wybraliśmy się na lunch sobotni, później trochę popiliśmy i zagraliśmy w Carcassonne. Niedziela powolna, ze śniadaniem na mieście w świetnej knajpie (Jacks at the Junction).

    W pracy ciągle dobrze. Gosia dostaje coraz więcej godzin, bo Karolina coraz częściej siedzi w biurze. Mocno to pomaga naszym finansom oszczędnościowym. W biurze coraz więcej ludzi, zatrudniliśmy dwóch nowych programistów, a w ciągu następnych paru miesięcy pojawi się bodajże 5 nowych osób. Jestem tylko ciekaw jak my się tam zmieścimy! Rozpoczęliśmy też pierwsze pilotażowe rozmowy z Markiem i Karoliną odnośnie nowego biura w Polsce. Byłoby świetnie jeśli taki eksperyment by wyszedł. Super szansa na powrót do Polski i robienie czegoś bardzo ciekawego.

    Tak dla archiwum. Nowe mieszkanie znajduje się pod adresem: Flat 34, Candlemakers Apartments, 112 York Road, SW11 3RS, London13405248_1151064741611659_682959138_o 13405436_1151063584945108_396027540_o 13396984_1151064118278388_715878445_o 13405482_1151064578278342_269048398_o 13396941_1151063471611786_1908227167_o

  • Mikołajki

    Cały tydzień orbitował wokół nowego domu/mieszkania. Przycisnęło Richa przede wszystkim, bo tylko do 9 grudnia miał mieć dach nad głową u Anny. No i znaleźliśmy mieszkanie z 3 sypialniami w Clapham Junction. Lokalizacja fajna (bo blisko centrum), mieszkanie też fajne (przestronne, 2 łazienki) tylko cena trochę wysoka. Ale udało się zmieścić w naszym limicie 900 funtów za miesiąc za pokój + przewidywane rachunki w wysokości około stówki sprawią że ogólnie zaoszczędzimy sporo.

    Zaczynamy też czuć presję świąteczną. Nastąpiły losowania tajemniczych Mikołajów w pracy i w rodzinie. W pracy wylosowałem Rachel i po tournee sklepowym zakupiłem jej kulę ósemkę (tę z rodzaju odpowiadających na pytania). W domowym losowaniu dostałem żonę, więc przekroczę trochę limity i dostanie zaaprobowany przez siebie zestaw biżuterii.

    Z racji Mikołajek cały weekend spędziliśmy na zakupach. Gosia mnie ubrała w spodnie, bokserki i koszule, sobie kupiła parę bluzeczek (i tak naprawdę seksownych) – teraz muszę jej tylko dokupić równie seksowne spódniczki.

    A u mnie wiecej godzin w pracy, Karolina chyba powoli wraca do pracy w biurze, to oby tak dalej :) a i strach przed egzaminem z angielskiego zakoczony z pozytywnym skutkiem :) Reasumujac stwierdzam, ze jest dobrze, oj dobrze jest :) 

  • A gdzież ten port?

    A portu ni ma! W środę mi usunęli i już nie mam guzika na piersi. Okupiłem to tylko 7 godzinami czekania w szpitalu… siedziałem tam od 6 rano, wzięli mnie o 13. Służba zdrowia jest jednak wszędzie taka sama. Dostałem port na pamiątkę, wziąłem sobie 2 dni wolnego i teraz tylko Gosia mi mdleje z wrażenia jak chcę, żeby mi pomogła przy opatrunku. A ten znowu malutki, że mam nadzieję, że w ciągu dwóch tygodni w ogóle o nim będę mógł zapomnieć.

    Sprawa domowa idzie do przodu, ale w innym wymiarze. Przepisy nas przerosły i musieliśmy zrezygnować z 5 sypialnianego domu. Niemożliwe okazało się znalezienie domu w którym właściciele chcieliby tylu wynajmujących (głównie ze względu na porąbaną licencję HMO). W związku z tym szukamy już tylko 3 sypialni w cztery osoby – Matt, Rich i my. W weekend obejrzeliśmy z Gosią 3 domy, jeden bardzo nam się spodobał – jedynym problemem może być wielkość sypialni Matta, jest tak malutka że możliwe że będziemy musieli z niego zrezygnować. Okaże się prawdopodobnie jutro, na lunchu spróbuję załatwić oglądanie. Z pozostałych dwóch domów jeden odpadł w przedbiegach, a drugi przegrywa z tych najfajniejszym. Z tym, że ma większe sypialnie, więc może się okazać, że jednak jego będziemy brać?

    W przyszłym tygodniu mam kolejną kwartalną ocenę u Hallerów, prawdopodobnie też w przyszłym tygodniu pójdę (pójdziemy?) do nich na pizzę pogadać trochę o ewentualnym otwarciu biura w Polsce. I może będzie okazja żeby z fajną robotą wrócić!.

    Weekend spędziłem pisząc malutką aplikację internetową która umożliwiłaby nam w łatwy i prosty sposób wylosować uczestników zabawy świątecznych prezentów. Mamy w końcu XXI wiek, kto to słyszał żeby losować karteczkami i pokazywać wyniki na Skypie?!