Kolejne bilety zakupione na loty do Polski i nie tylko. Az sie zaczalem zastanawiac nad zapisaniem sie do strony zbierajacej mile – moze jakis pozytek bylby z tych wylatanych godzin. Bo bilety kupilismy juz na swieta, czym wzbudzilismy szczera wesolosc czcigodnego ojca (w koncu mamy kwiecien!) jak i na lipiec do Norwegii. Odwiedzimy Martyne z Karolem na dalekiej polnocy.
W zeszlym tygodniu zona mi wypomniala, ze nie robie nic romantycznego. Z przykroscia przyznalem jej odrobine racji i w sobote przygotowalem kolacje przy swiecach. Wyszla tez randka ktora sobie zazyczyla. Pewnie sobie strzelilem w stope, bo okazuje sie ze wyszlo dobre i przepisy musze zanotowac. I powtorzyc.
Dzisiaj natomiast w ramach spalania pozostalosci kolacji zrobilismy sobie kolejna wycieczke rowerowa. 3 godziny na siodelku, ponad 30 kilometrow i zaliczone wiekszosc widoczkow z centrum. Fajnie sie jezdzi :)
Dzisiaj tez juz oficjalnie Kasper z Edyta zaprosili nas na wesele. Bilety juz sa, wiec z przyjemnoscia moglismy od razu potwierdzic przybycie.
Gosi tydzien wolnego nie sluzyl za bardzo. Miala za duzo czasu na przemyslenia i zakupy. Bo zakupila rzeczy rozne na amazonie, ktore pozniej musialem dowozic do domu (i w przyszlym tygodniu tez bede). Miedzy innymi weszlismy w posiadanie miniaturowego ekspresu do kawy. Doszla rowniez kolejne paczka zaopatrzeniowa z Polski. Alkohol, ciasta, ser i majonez. Wszystko co niezdrowe, ale za to jakie dobre…
Na szczescie tydzien zostal tez wykorzystanie pozytywniej. W srode minely bowiem 2 miesiace od operacji, co oznacza ze Gosia mogla wyrzucic babciny stanik i uwolnic piersi. Oznaczalo to rowniez pozwolenie na powrot do sprawnosci i zobowiazanie Gosi do cwiczen i biegania.










