Category: Dzienniki Londynskie

  • Stowka!

    Jak zazwyczaj nie ma o czym pisac, tak ten tydzien i weekend obfitowal w bardzo duzo wydarzen. Jakos moze powolutku, po kolei przez to przebrniemy.

    Poniedzialek byl wolny. Nie pamietam za bardzo co robilismy. Pewnie to co wychodzi nam najlepiej, czyli lenistwo.

    We wtorek najszybsze performance review jakie kiedykolwiem mialem (i to nie tylko ja). W ciagu godziny bylismy z powrotem w biurze. A wieczorem wybralismy sie do kina na nowego Kapitana Ameryke.

    W srode Gosia miala wolne i sama jedna poszla na miasto i zalatwila sobie wizyte u fryzjera i solarium. Za wizyte podobno zaplacila za duzo, ale nie wiem dokladnie ile. Za solarium zaplacila mniej. I dumny z niej jestem, bo nic mi nie mowiac zalatwila wszystko.

    W czwartek wsiadlem na rower razem z chlopakami i troche zdziwieni bylismy pustkami w biurze. Po telefonie od Gosi okazalo sie, ze Clapham Junction ewakuowano (nic nie mowiac  ludziom o przyczynie tego zajscia, co wywolywalo jednoznaczne skojarzenia terrorystyczne). Potem dopiero dowiedzielismy sie, ze byl jakis pozar w Vauxhall, ale utrudnienia ciagnely sie caly dzien. Gosia razem z Florentina do domu Marka dojechaly Uberem. Wieczorem natomiast wybralismy sie na wybory zaglosowac na burmistrza Londynu. Mieszkaniowy kandydat nie wygral na rzecz islamskiego kandytata. Ciekawe co to sie bedzie dzialo…

    Piatek w zasadzie jako jedyny przeszedl bez wielkiego echa.

    Sobota natomiast… zostala zrelizowana pod wzgledem wczesniejszych juz planow wyczieczkowych do Windsoru. 109km, ponad 8 godzin pedalowania. Dalismy czadu i dalismy rade! Po drodze zaliczylismy Richmond Park z obowiazkowym bliskim spotkaniem z jelonkami, pozniej wzdluz rzeki przez Kingston, Hampton i 10 innych wiosek do Virginia Water a stamtad juz szybkim wypadem do Windsor. Tam w zasadzie szybka przebiezka, zaliczylismy widoczki, zamek, pizze i odrobine krotsza droga na 21 zjawilismy sie w domu.

    W niedziele tylko zdychanie i narzekanie na bolacy tylek… i na zachowanie meza :(

    13162136_1131997076851759_1928188604_n13183080_1131997043518429_1293499220_n

    13183048_1131997083518425_49075918_n13149903_1131997096851757_1654140425_n13115568_1131997100185090_187968574_n

     

     

  • Weekendowy Londyn

    Tydzien minal w zasadzie spokojnie, jedynym wartym wzmianki dniem jest piatek. W czasie completions dowiedzielismy sie, ze z firmy odchodza Max i Rachel. Max z powodow rodzinnych wraca do Szwecji, a Rachel znalazla nowa prace. Takze koncowka tygodnia bylo dosc nieciekawa, bo bardzo ich polubilismy.

    Siatkowki znowu nie bylo. Sklad sie posypal calkowicie. Teraz czekam tylko na rozpoczecie nowego sezonu – tym razem siatkowki na dworze na poziomie intermediate.

    We wtorek poszlismy do kina na Batman vs SpiderSuperman. Gosi sie nie podobal, ja tez jakos bardzo zachwycony nim nie bylem. To akurat bylo w zeszly wtorek :)

    Weekend dluuugi. Poniedzialek mamy wolny, wiec wypoczywamy na potege. W sobote Gosia wybrala sie do Ealing Broadway na “kawe” z Renia i Ola. Z jednek kawy wyszla wielogodzinna posiadowa przy piwie, tak ze nie zdazyla juz do domu wrocic. Wieczorem bowiem umowilismy sie z Karolina i Markiem na grilla i partyjke w Carcassonne. Obie rzeczy sie udalu i bylo bardzo milo :)

    Dzisiaj mielismy jechac na rowerach do Windsoru, ale Gosia sie zbuntowala koniecznoscia wykorzystania kuponow rabatowych i zamiast tego wyladowalismy na kolejnych zakupach. Tym razem zakupilismy kolejny stroj kapielowy, sporo bluzeczek i pare rzeczy dla mnie. Takze znowu chyba udanie?

    I przeczytalismy, ze tacie nie chce sie juz prowadzic Kronik Liskowych. Smutny to dzien, ale sprobujemy go namowic na wskrzeszenie ich ponowne.

  • Imprezujemy mieszkaniowo po raz drugi

    W zwiazku z dosc niespotykanym zjawiskiem objawiajacym sie pobytem wszystkich lokatorow w mieszkaniu w weekend w piatek wybralismy sie na kolejna impreze. Po completion w firmie pojechalismy do mieszkania na pare kieliszkow bimbru i odwiedzic po raz kolejny bar z ping pongiem. I na tym barze zakonczylismy wizyte okolo polnocy, kiedy Gosia oznajmila, ze odprowadza niezbyt wygladajacego Richa do domu. Razem z Mattem zostalismy jeszcze na pare uderzen, po czym tez sie zebralismy. Spotkalismy Gosie z Richem po drodze – zabladzili… Gosia prowadzila… Resztke nocy spedzilismy przed TV po drodze zamawiajac kebaby…

    Wspomne tylko dla potomnosci, ze Gosia zalozyla szpilki. Chyba pierwszy raz od roku? Szkoda tylko, ze dobre pierwsze wrazenie od razu zatarla zakladajac stanik…

    Sobota i niedziela lenistwo na calego, w zasadzie nie ruszylismy tylko z lozka ogladajac seriale.

    W ciagu tygodnia tez na spokojnie, bez siatkowki niestety bo w poniedzialek pojechalem na kolejne mrozenie stopy. Bylo tak skuteczne, ze przez 3 dni utykalem.

  • Zdeterminowany ociec

    Bo bardzo powaznie zabral sie za szukanie nam dzialki do osiedlenia. Znajduje na tyle duzo, ze zeby sie nie pogubic w tych wszystkich dzialkach zrobilem arkusz kalkulacyjny. Co tak naprawde pomoglo niewiele – w zasadzie mowi tylko ze duuzo pieniedzy na to potrzeba.

    Tydzien i weekend minely na spokojnie, nie moge sobie przypomniec zadnego wiekszego wydarzenia z tygodnia wartego odnotowania. Moze tylko pogoda warta odnotowania, bo zrobilo sie na tyle cieplo, ze przez 2 dni kurtka poszla w odstawke, a w jeden to na krotki rekaw wracalem z pracy.

    A w piatek sie okazalo, ze Malinowskie zostali rodzicami. Kolejni znajomi juz z dzieckiem. Gosia sie zapiera, ze presji nie czuje.12988162_1059504344120784_970233766_n

    Weekend tez spokojnie. W sobote na kawe przedluzona z obiadem wpadla do nas Alicja. Realizowalem sie kuchennie i zaserwowalem ciasto (ulubione!) i kurczaka nadziewanego prosciutto, mozarella i parmezanem. Gosia zaserwowala kawe korzystajac z zakupionego mini ekspresu kapsulkowego.

    Niedziela minela natomiast na zakupach. Tym razem mnie nie udalo sie ubrac, natomiast Gosi udalo sie kupic kilka par spodni (niestety…) i jakas koszulke. I postanowienie schudniecia, dzisiaj na wieczor byla marchewka na kolacje :D