Category: Dzienniki Londynskie

  • Wizyta Wioli

    Opowiesc zaczynamy od piatku, bo wczesniej nie dzialo sie chyba nic wartego wspomnienia?

    Wiolka dotarla do nas zgodnie z planem odebrana z Victorii przez Gosie. Razem rozpoczely imprezowanie do ktorego dolaczylismy razem z Mattem po completion w biurze. Po paru drinkach wyszlismy do klubu – tym razem nie Grand. Matt zaproponowal wyjscie do Venn Street Records, malutkiego klubu/pubu z muzyka na zywo. Zapakowany do pelna, ale bardzo przyjemne pare godzin tanczenia. Polubilem kluby tutaj, w przeciwienstwie do polskich dyskotek graja naprawde fajna muzyke.

    W sobote pojechalismy na wycieczke do centrum z szybkim zaliczeniem London Eye, Westminster, palacu Buckingham i paru parkow. Spora piesza wycieczka… W niedziele kolejna piesza wycieczka, tym razem do Victoria and Albert Museum, jedynego ktorego do tej pory nie odwiedzilismy. Piekne i ogromne. Trzy godziny szybkiego przejrzenia ekspozycji i w dalszym ciagu nie jestem pewien czy widzielismy juz wszystko…

    Rich caly weekend byl poza domem co sprawilo ze nie musielismy dzielic lozka we trojke, wrocil dzisiaj co oznacza ze jedna noc przespimy sie razem. Szkoda tylko ze te przed praca gdzie jednak przydaloby sie wyspac ;)wiolwiowiolk

  • Wczasy, wczasy i po wczasach

    Gosia wymyslila tytul, chociaz kusilo mnie, zeby zmienic na Powlosie ;)

    Z wczasow wrocilismy we wtorek, w srode z samego rana odprawilismy Czaplickich do samolotu a sami do pracy. I tak nam minal nieszczegolnie jakos tydzien i weekend. Weekend, bo wpis znowu poniedzialkowy. W niedziele bowiem straszna mnie niemoc zlapala. Po powrocie z siatkowi i zjedzeniu obiadu caly wieczor przelezalem z bolem glowy, a na koniec wymiotowalem. Ale mi przeszlo i juz dzisiaj znowu na basen.

    Ogolnie sam weekend nam minal bardzo leniwie, szczegolnie ze bez sprzatania. Przychodzi do nas co tydzien dziewczyna robic porzadki. Kasy troche wydamy, ale lenistwa zgromadzimy. I ja przestane narzekac, ze w tym domu tylko ja sprzatam i moze zaprzestane torturowac werbalnie domownikow… no bo ile mozna prosic, sugerowac, gadac i narzekac?

     W niedziele przed siatka zrobilismy sobie tylko blyskawiczna przejazdzke do Victorii, zeby Gosia wiedziala jak ma odebrac stamtad Wiole. Bardzo mila przejazdzka z zona bez stanika :D

    A dzisiaj zrobilismy duze zakupy Amazonowe, znowu sie w pracy beda smiali, ze swieta jakies. Farby do wlosow, caly zestaw kosmetykow do paznokci – inaczej mowiac wszystko dla Gosi. No, ale ja mam nadzieje, ze bede mial przynajmniej na co popatrzec.

  • A teraz już wlosie

    Ciekawe czy tym razem Gosia odgadnie znaczenie tego i poprzedniego tytułu.

    We wtorek z niewielkim tylko błędem, pojawili się u nas Martyna z Karolem – błąd polegał na wyjściu z autobusu parę przystanków wcześniej. Ale dzięki temu mogliśmy sobie zrobić spacerek nad rzeką. Później, na ich wyraźne życzenie wybraliśmy się do KFC a po powrocie nastapila oczywiscie alkoholizacja. Nie za wielka, bo już w środę po pakowaniu i porannej rozmowie z kandydatka na nasza mieszkaniowa sprzataczke wyruszyliśmy do Włoch. Cala podróż bezproblemowa, na lotnisku w Pizie pół godzinki oczekiwania na wujka i już zameldowalismy się na wakacjach.

    Pobyt minął aktywnie i trochę mniej. Przelezelismy sporo czasu na plaży pracując nad opalenizna, ale udało nam się tez pozwiedzac Pize i krzywa wieże (zarówno w dzień jak i wieczorem), Florencje i Volterre (slynaca z alabastru). Zaliczyc wykańczający spacer w Cinque Terre. Do tego z wujkiem i Donatella spedzalismy wieczory na kolacji przy pizzy, kolacji przy stekach i kilka kolacji z jedzenia przygotowanego przez Donatelle. I jeszcze trafiliśmy na rozpoczęcie odpustu, który ku naszemu zdumieniu okazał się kolejna kolacja połączona z impreza przy orkiestrze i tańcach. Trafiliśmy z pogoda i rozrywka idealnie :D

    Dzisiaj mamy poniedziałek, bo w niedzielę jakoś chęci nie było z przejedzenia się… Ostatni dzień zwiedzania i już smutno, bo zaraz trzeba będzie się zegnac i nie wiadomo kiedy przyjedziemy tu znowu.

  • Przedwlosie

    2 latka w Londynie minely. Ale nawet jakos za bardzo zesmy rocznicy nie odczuli. Chyba wtedy kiedy Facebook i Google przypomnialo nam o zdjeciach zrobionych 2 lata temu. Czas leci, a my tylko troszke blizej powrotu. Na szczescie finansowo kazdego miesiace jest lepiej i na koncie zostaje coraz wieksza suma. I nawet kurs funta idzie troche w gore.

    Staram sie przypomniec przy pomocy Gosi czy cos dzialo sie w tygodniu ale chyba nie. Tylko powolutkie ustalenie z Martyna i Karolem na temat nadchodzacego tygodnia.

    W niedziele dzialo sie troche wiecej, bo zorganizowalismy grilla. Najpierw grzecznie posprzatalismy mieszkanie, a potem sie zaczelo. Proponowalismy paru osobom, ale wpadl tylko Jason. Jedzenia zrobilismy ilosc chyba odpowiednia (bo w zasadzie wszystko zjedlismy), do tego sie napilismy i kolejny raz zagralismy w ring of fire (zly pomysl:)). A na sam koniec wyszlismy do pubu (tez niezbyt dobry hehe). Na szczescie calosc imprezy zaczelismy dosc wczesnie, wiec juz kolo polnocy razem z Richem bylismy w mieszkaniu. Tylko mi sie zona gdzies z Mattem szlajala i wrocila po pierwszej.14281487_1219474004770732_1638239763_n14256234_1219460678105398_1613104302_n14287600_1219473991437400_1330386613_n

    I z powodu niedzieli wpis poniedzialkowy, nie wiem natomiast jak sie uda wstawic nastepny w Wloch. Moze podkradne wujkowi na troche komputer… a wyjazd juz pojutrze!